Autor: Robert Rejniak

  • Zdrowie psychiczne w czasie pandemii COVID-19

    Z badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że mimo iż nastolatki w czasie pandemii przebywały w swoich domach, nie uchroniło ich to przed doświadczeniem krzywdzenia. Co siódmy respondent (15%) doznał przemocy ze strony rówieśników, co dziewiąty (11%) ze strony bliskiej osoby dorosłej. Co dwudziesta osoba (5%) była świadkiem przemocy w domu wobec rodzica lub innego dziecka.

    Pierwsza fala koronawirusa spowodowała wiele perturbacji niemal we wszystkich obszarach życia. Chaos informacyjny w mediach, w internecie – na portalach społecznościowych, wystąpienia specjalistów, polityków i wyznawców spiskowych teorii dziejów rodziły plotki i sprawiły, że sporo ludzi poddało się panice. Zabrakło w sklepach ryżu, kaszy, mąki, środków higieny i dezynfekcji, a gdy znów pojawiły się w sprzedaży, wiele istotnych dla zdrowia towarów znacznie podrożało. Epidemia sprawiła, że przez kilka tygodni z niepokojem były śledzone dane o kolejnych osobach zakażonych i zmarłych.

    Sytuacja epidemiczna a zdrowie psychiczne

    Pandemia COVID-19 stworzyła niezwykłą sytuację dla ludzi na całym świecie. Można powiedzieć, że staliśmy się świadkami i uczestnikami chyba największego eksperymentu socjo-ekonomiczno-politycznego, ale przede wszystkim psychologicznego.

    Sytuacja kryzysowa spowodowała, że podejmowanych jest wiele różnych działań w celu powstrzymania wirusa. Większość krajów na świecie wprowadziła różne formy ograniczeń, a nawet restrykcyjne blokady i chociaż niektóre z nich mają bardziej rygorystyczne przepisy niż inne, w większości tych krajów występuje przynajmniej pewien rodzaj tzw. dystansu społecznego (Halle i in., 2020). W krótkim czasie normalne życie, do którego ludzie byli przyzwyczajeni, uległo drastycznej i nieoczekiwanej zmianie. Ma to konsekwencje dla dobrego samopoczucia psychicznego i fizycznego ludzi (Schippers, 2020). Eksperci sugerują, że emocje podczas pandemii są bardzo podobne do żalu, jak w przypadku utraty bliskiej osoby (Berinato, 2020). Nie trzeba dodawać, że ludzie, którzy są bezpośrednio dotknięci wirusem lub mają bliskich, którzy cierpieli lub nawet zmarli z powodu wirusa, doświadczają osobistego żalu. Jednak warto zwrócić uwagę, że całe grupy społeczne zostały dotknięte procesami żałoby zbiorowej w wyniku utraty normalności, spowodowanej wieloma środkami ograniczającymi. Nie można m.in. normalnie pracować w wielu branżach, chodzić do szkoły, spotykać się towarzysko, celebrować różnych ważnych uroczystości rodzinnych, realizować wielu pasji i hobby (sport, podróże), zostały zamknięte restauracje, dyskoteki, obiekty kultury, sztuki i rekreacji. Zostały odwołane wyjazdy na wakacje, urlopy, wycieczki szkolne i kolonie. Pojawiły się nawet zakazy wejścia do lasu czy wychodzenia dzieci i młodzieży bez opieki rodziców. Ta utrata normalności i żal z powodu tego, co nie jest już możliwe, może prowadzić do poczucia pustki, a nawet utraty sensu życia (Berinato, 2020; Taha, 2020). Niektórzy badacze zasugerowali nawet, że działania izolacyjne, które trwają dłużej niż 10 dni, mogą prowadzić do zespołu stresu pourazowego (Schippers, 2020).

    Z tą nową sytuacją wiąże się wiele psychologicznych wyzwań nie tylko dla pracowników służby zdrowia i osób cierpiących z powodu koronawirusa, ale także dla ogółu populacji. Dostosowanie się do nowej sytuacji stawia przed społeczeństwem wysokie wymagania (de Jong, Ziegler, Schipers, 2020). Na jakiś czas trzeba było więc się przeorganizować i zmienić sposób funkcjonowania, przestawić się na inny rytm dnia i pracy. Okazało się jednak, że ten czas oczekiwania na powrót do normalności się wydłuża i trzeba było wrócić do swojej pracy i zajęć.

    Druga fala i „zdalna codzienność”

    Niestety nadeszła druga fala wirusa i nastąpił wzrost liczby zakażeń i zgonów. Znów ograniczenia, znów zamknięcie szkół, powrót do znanych już restrykcji oraz pojawienie się nowych. Kolejne obostrzenia sprawiły, że epidemia stała się zagrożeniem zarówno dla naszych podopiecznych, jak i dla samych profilaktyków czy terapeutów. Dla młodych ludzi w okresie dojrzewania wizja kolejnych miesięcy izolacji, nauki zdalnej i braku różnych możliwości i atrakcji stała się bardzo przytłaczająca. I jeszcze jedna, nowa, przykra wiadomość – ferie zimowe w domu. Odwołane obozy narciarskie, rodzinne wyjazdy w góry, zamknięte baseny, kluby sportowe, dyskoteki…

    Zdalne nauczanie w szkołach i na uczelniach stało się normalną praktyką. O ile wiosną, poprzez zaskoczenie i nierzadko problemy techniczne, nauka zdalna sprawiała kłopoty, o tyle jesienią te powody nie miały już znaczenia. Natomiast pojawiły się inne, które zaczęto obserwować w grupach uczniów m.in. związane z okresem adolescencji, radzeniem sobie z problemami wynikającymi z izolacji, brakiem motywacji i obniżeniem nastroju.

    Specjaliści zwracają uwagę, że problemy techniczne, trudności ze zorganizowaniem miejsca do nauki i pracy, wynikające z warunków mieszkaniowych, wielość platform i aplikacji nie były głównymi problemami nauki zdalnej. Okazuje się, że wielu nauczycieli wskazuje na brak metodyki związanej z tym, jak prowadzić lekcje online. Sama w sobie edukacja zdalna nie jest nową formą kształcenia, choć wiele osób dowiedziało się o niej dopiero w momencie zamknięcia szkół. W większości państw edukacja zdalna jest traktowana jako alternatywna i uzupełniająca forma kształcenia. Jest to atrakcyjna, multimedialna forma przekazu wiedzy, stosowana głównie w nurcie działań uzupełniających tradycyjne formy i środki dydaktyczne. Wraz z rozwojem technologii informacyjno-komunikacyjnych wzrosły możliwości prowadzenia edukacji zdalnej nie tylko w aspekcie jej powszechności, ale także jakości. Konieczność zastosowania edukacji zdalnej na szeroką skalę pojawiła się dopiero w okresie pandemii COVID-19, przynosząc wiele wartościowej wiedzy o jej potencjalnych szansach i ryzykach (Pyżalski, Walter 2020).

    Pandemia a kondycja psychiczna nastolatków

    Sytuacja pandemii spowodowała narastanie problemów wśród nastolatków. Dotyczą one przede wszystkim zaburzeń nastroju, jego obniżenia, stanów depresyjnych, lękowych, samookaleczeń, myśli samobójczych, jak również sięgania po alkohol i inne substancje psychoaktywne. Charakterystyczną cechą naszych nowych podopiecznych jest narastające zjawisko abulii, które może być objawem współistniejącym przy depresji, ale z racji sytuacji związanej z izolacją wydaje się być również skutkiem bezpośrednim pandemii.

    Abulia to zaburzenie psychiczne polegające na całkowitym braku motywacji do działania, a jej objawami mogą być:

    • trudności z podjęciem najprostszych decyzji,
    • problemy z podjęciem jakiegokolwiek działania,
    • stopniowe wycofywanie się z jakichkolwiek realizowanych wcześniej aktywności,
    • spadek/zanik/brak zainteresowań,
    • zanik/brak interakcji z otoczeniem,
    • ospałość i apatia,
    • zmniejszenie lub brak wrażliwości na bodźce płynące ze świata zewnętrznego (zarówno bodźce sensoryczne, jak i społeczne – na przykład zachętę do spotkań z innymi ludźmi czy udział w jakiś zajęciach).

    Młoda osoba dotknięta abulią sprawia wrażenie osoby pozbawionej jakiejkolwiek motywacji do podjęcia nawet najprostszego działania. Może spędzać całe dnie przed telewizorem albo ekranem komputera czy smartfona, odmawiając chodzenia czy nawet logowania się na lekcje. Ma silną niechęć do spotykania się ze znajomymi, z którymi dotąd chętnie spędzała czas. Najczęściej jednak nastolatki cierpiące na abulię spędzają całe dni w apatycznym bezruchu, bezmyślnie wpatrując się w ścianę lub ekran monitora.

    Objawy abulii w postaci braku motywacji do działania, zobojętnienia na bodźce płynące ze świata zewnętrznego mogą pojawić się także w wyniku zażywania substancji psychoaktywnych, po nadmiernym spożyciu alkoholu oraz na skutek spędzania długich godzin przed monitorem komputera (symptom osób uzależnionych od gier komputerowych i internetu).

    Profilaktyka i terapia takiego zaburzenia może polegać na pomocy psychologicznej i terapii wykorzystującej dialog motywujący, mającej na celu zwiększenie woli działania i motywacji nastolatka, a także w wielu przypadkach poprzez działanie farmakologiczne polegające na podawaniu leków antydepresyjnych oraz leków zwiększających uwalnianie dopaminy.

    Niepokojące wyniki badań

    Piotr Wierzbiński, psychiatra, komentuje trudną sytuację związaną z pandemią w następujący sposób: „Obecnie ludzie doświadczają przewlekłego stresu, a w erze COVID-19 stres ten nasilił się jeszcze bardziej, co jest przyczyną problemów psychicznych u do tej pory zdrowych osób i nasilenia już tych istniejących”, podaje również, że jedną z grup szczególnie narażonych na negatywne konsekwencje dla zdrowia psychicznego, wynikające z aktualnego stanu epidemicznego, są dzieci oraz nastolatki.

    Tezę tę zdają się potwierdzać badania realizowane przez interdyscyplinarną grupę badawczą w ramach projektu PROSOCIAL, która podjęła się zadania analizy kondycji psychicznej nastolatków i młodych dorosłych podczas pandemii COVID-19. Trudności w radzeniu sobie z napięciem, stresem oraz trudnymi emocjami to często deklarowane przez nastolatków motywy sięgania po substancje psychoaktywne.

    Tragiczną sytuację zauważają nie tylko lekarze psychiatrzy. Szczególnie przejmująca okazuje się wypowiedź jednego z lekarzy ortopedów, Tomasza Rawo – traumatologa dziecięcego, który przez wiele godzin operował dziecko, które rzuciło się pod pociąg: „Nie, to nie jest wyjątkowa sytuacja. Dziś skok pod pociąg, wcześniej były skoki do Wisły, na Wisłostradę. Chirurdzy łatają naczynia, śledziony, nerki i wątroby, neurochirurdzy usuwają krwiaki z głowy, anestezjolodzy utrzymują przy życiu (…). Nikt mi nie wmówi, że kilka godzin pracy zespołów pogotowia, SOR, anestezjologii, chirurgii i ortopedii oraz radiologii i laboratorium (lekarze, pielęgniarki, anestetyczki, instrumentariuszki, ratownicy, technicy elektroradiologii, diagności laboratoryjni, pracownicy stacji krwiodawstwa, salowe), bardziej się opłaca niż dobrze zorganizowana pomoc psychologa i psychiatry”. Alarmuje, że zabrakło psychologa i psychiatry „tak gdzieś kilka-kilkanaście miesięcy wcześniej”.

    Również niepokojące są doniesienia z badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, opublikowanych w listopadzie 2020 roku. Badania obejmowały sytuację wiosennego lockdownu. Z badań można się dowiedzieć, co najbardziej doskwierało nastolatkom w ciągu tych ponad trzech miesięcy Była to przede wszystkim przymusowa izolacja, czyli brak możliwości kontaktu ze znajomymi (63%) i konieczność pozostania w domu (51%). Ten ostatni aspekt dla części osób był prawdopodobnie szczególnie trudny ze względu na atmosferę panującą wśród domowników (zwróciło na nią uwagę 11% badanych) oraz brak prywatności (5%). Badani mówili też o problemach związanych ze zdalnym nauczaniem (43%) i brakiem informacji na temat tego, jak będzie wyglądała dalsza nauka i egzaminy (33%). Badane nastolatki niepokoiły się również o zdrowie swoje i swoich bliskich (16%). Mimo że w czasie, którego dotyczyło badanie, nastolatki przebywały w swoich domach, nie uchroniło ich to przed doświadczeniem krzywdzenia, ponieważ 27% badanych doznało co najmniej jednej z uwzględnionych w kwestionariuszu form krzywdzenia. Co siódmy respondent (15%) doznał przemocy ze strony rówieśników, co dziewiąty (11%) ze strony bliskiej osoby dorosłej. Co dwudziesta osoba (5%) była świadkiem przemocy w domu wobec rodzica lub innego dziecka.

    Przemocy doświadczył również co drugi nastolatek mieszkający z osobą nadużywającą środków psychoaktywnych (głównie alkoholu) lub z osobą cierpiącą na chorobę psychiczną.

    Co dziesiąty badany (10%) doświadczył w okresie lockdownu wykorzystywania seksualnego.

    Biorąc pod uwagę to, że pandemiczny lockdown był sytuacją nową, związaną z dużą niepewnością i wieloma ograniczeniami, szczególnie istotne wydaje się pytanie, czy nastolatki mogły liczyć na jakieś wsparcie w tych trudnych okolicznościach. Okazuje się, że w zdecydowanej większości tak – aż 87% osób mogło liczyć na pomoc co najmniej jednej osoby (przy czym 52% respondentów miało kilka, a 12% – wiele takich zaufanych osób). Jednak 9% badanych nie mogło liczyć na nikogo. Co ważne, takiej odpowiedzi istotnie częściej (17%) udzielały właśnie te nastolatki, które w pierwszym okresie pandemii doświadczały krzywdzenia, a więc najbardziej potrzebowały wsparcia.

    A na czyje wsparcie młodzi ludzie mogli liczyć? Okazuje się, że przede wszystkim na pomoc matki (67%), znacznie rzadziej na ojca (40%); bardzo dużą rolę odgrywają też koledzy lub koleżanki (43%). Pomocni bywają także profesjonaliści pracujący z dziećmi: nauczyciele (7%) oraz pedagodzy i psycholodzy (5%).

    Przytoczone powyżej wyniki badań oraz obserwacje specjalistów jednoznacznie zdają się potwierdzać, że kondycja psychiczna młodzieży uległa znacznemu pogorszeniu. To stawia poważne wyzwania przed profilaktykami, psychologami, nauczycielami czy terapeutami, zarówno jeśli chodzi o zmaganie się z natężeniem sytuacji zwiększonego ryzyka, jak również zorganizowanie swojego warsztatu pracy w nowych warunkach.

    Pierwodruk artykułu ukazał się w portalu programyrekomendowane.pl (dostęp 9.06.2021).

  • Profilaktyka zachowań ryzykownych w czasie pandemii COVID-19. Nowa sytuacja, nowe wyzwania, nowe możliwości

    Dla wielu terapeutów i psychologów sytuacja pandemii jest nowym doświadczeniem. Jeszcze do niedawna terapia online była traktowana przez wiele nurtów psychoterapeutycznych jako coś gorszego, coś niezbyt profesjonalnego. Być może z tego powodu, że w terapii online relacja pacjent−terapeuta jest inna niż w tradycyjnej psychoterapii. To nie pacjent przychodzi do gabinetu terapeuty, ale oboje są „gośćmi” internetu.

    Kiedy wiosną 2020 roku po raz pierwszy zetknęliśmy się z sytuacją dotyczącą epidemii koronawirusa, było to dla wszystkich coś nowego, coś dziwnego, budzącego niepokój i niepewność. Zadawano pytania: Co teraz? Jak będziemy pracować? Jak długo będzie trwała ta sytuacja? Co robić? Jak się zachować? Wówczas problemy, które się pojawiły, większość osób traktowała jako przejściowe, które potrwają co najwyżej dwa, trzy tygodnie, może miesiąc, półtora, i że po tym okresie kwarantanny, izolacji wrócimy do „normalnego” życia. Jedno jest pewne: cały świat zwolnił, wszyscy musieliśmy zwolnić. Zwolnić, ale też przygotować się na jakieś nieprzewidziane sytuacje.

    Wyzwania dla profilaktyków i terapeutów

    W branży pomocy psychologicznej: terapeutycznej i profilaktycznej, najpierw powróciliśmy do pracy online, bo jeszcze przez jakiś czas nie można było się bezpośrednio spotykać, ponieważ zarówno podopieczni/klienci, jak i terapeuci mieli obawy o swoje zdrowie. Nadal było bardzo dużo niewiadomych.

    Nasi nastoletni klienci chętnie umawiali się na sesje online i mimo pewnych początkowych oporów przed sztucznością tych spotkań na dystans, udawało się współpracować i kontakt ten był w zasadzie zadowalający dla obu stron. Z tygodnia na tydzień zbliżał się moment, że znów będzie można się spotkać na żywo.

    Letnia odwilż sprawiła, że młodzi ludzie zaczęli pojawiać się w poradniach, w punktach konsultacyjnych, w świetlicach socjoterapeutycznych czy środowiskowych. Można było realizować programy profilaktyczne oraz wczesnej interwencji, m.in. program FreD goes net.

    Do poradni i programów trafiała młodzież skierowana przez swoich rodziców, ewentualnie przez służby mundurowe, które ujawniły przypadki demoralizacji w związku z piciem alkoholu i używaniem substancji psychoaktywnych. Zajęcia były realizowane w mniejszych grupach, aby utrzymać systematyczność spotkań oraz stosować się do zaleceń epidemiczno-sanitarnych. Jednak zamknięcie szkół, w których nauczyciele i pedagodzy na podstawie obserwacji różnych zachowań problemowych mogli kierować uczniów do tego typu programów, sprawiło, że młodych beneficjentów było zdecydowanie mniej.

    Jak to było i jest z pomaganiem online?

    Wraz z rozwojem internetu, nowych technologii i zmianami społecznymi pojawiła się możliwość świadczenia usług psychologicznych w sposób zdalny. Początkowo świadczone poprzez e-maile czy fora dyskusyjne (Aouil, 2005), zaczęły przyjmować coraz częściej formy kontaktu synchronicznego. W języku potocznym i publicystyce ogół tych działań nazywany jest, w dużym uproszczeniu, psychoterapią online, jednak warto zaznaczyć, że działania psychologów online obejmują całe spektrum pomocy psychologicznej (Rudnicka, Pindych, Probierz, 2018).

    Dla wielu terapeutów i psychologów sytuacja ta była nowym doświadczeniem, bo jeszcze do niedawna terapia online była traktowana przez wiele nurtów psychoterapeutycznych jako coś gorszego, jako coś niezbyt profesjonalnego. Być może z tego powodu, że w terapii online relacja pacjent−terapeuta jest inna niż w tradycyjnej psychoterapii. To nie pacjent przychodzi do gabinetu terapeuty, ale oboje są „gośćmi” internetu (Kamińska, 2013). Nawet jeśli niektórzy prowadzili różne sesje ze swoimi klientami, np. za granicą poprzez Skype, to rzadko się do tego przyznawali. Miałem podobnie, żyłem w poczuciu, że jeśli już pomagam online, to jest to już bardzo wyjątkowa sytuacja lub tłumaczyłem sobie, że to już konsultacje, bo ten proces terapeutyczny odbywał się wcześniej na żywo.

    Oczywiście było też wielu psychologów, terapeutów, którzy oferowali pomoc online i traktowali to jako ofertę dodatkową dla osób, które być może z powodu swojej nieśmiałości nie potrafią przezwyciężyć lęku przed spotkaniem na żywo i też wychodzili naprzeciw potrzebom i oczekiwaniom klientów.

    Istniało też pomaganie w stylu „ekspert radzi”, „psycholog radzi”. Pamiętam tego typu porady w różnych kolorowych, również ekskluzywnych czasopismach. Były i są poradnie internetowe, które oferują porady niesynchroniczne i czaty ze specjalistą itp. Wcześniej jednak było to traktowane marginalnie albo niewiele się o tym mówiło. Można więc stwierdzić, że nie było to coś zupełnie nowego. Część tych rzeczy była uzupełnieniem profesjonalnych form, a część była namiastką takiej pomocy.

    Okazało się później, że przedłużająca się sytuacja epidemiczna wymogła rozwinięcie się różnych form pomocy psychologicznej w sposób zdalny. Różne platformy przeżywają obecnie swój renesans i rozkwit gospodarczy, ponieważ pojawiło się wielu chętnych na zakup licencji na korzystanie z różnych możliwości online bez ograniczeń. W 2020 roku nastąpił także urodzaj różnych szkoleń i kursów online, od godzinnych czy kilkugodzinnych webinariów, aż do wielomiesięcznych kursów i studiów, dających również kwalifikacje zawodowe.

    Profilaktyka selektywna i pomoc psychologiczna online – plusy i minusy

    Z moich doświadczeń wynika, że większość młodych klientów chętnie nawiązywała współpracę online, telefonicznie lub przez komunikatory. Wielu terapeutów i osób zajmujących się profilaktyką, z którymi rozmawiałem, mówiło, że z reguły były to pozytywne doświadczenia. Czasem odnosili wrażenie, że rozmowa telefoniczna stawała się czymś bardzo ważnym dla klienta, czymś bardzo głębokim, osobistym i intymnym, bo można było usłyszeć w słuchawce ton głosu, jego barwę, westchnienia. Można by więc powiedzieć, że nie tylko w przenośni, ale i dosłownie nasz klient mówił nam do ucha o ważnych dla siebie rzeczach.

    Z drugiej strony kontakt audio-wideo poprzez różne komunikatory, portale społecznościowe czy platformy służące komunikacji wydawał się też dobrą alternatywą. Można było spotkać się z klientem face to face znacznie bliżej niż w normalnych warunkach: w gabinecie, w poradni, bo przecież ekran był ustawiony co najwyżej kilkadziesiąt centymetrów od oczu. Można było obserwować mimikę twarzy, okazywane emocje, spojrzenia i gesty. Dodatkowo można było zweryfikować swoje wyobrażenia o warunkach i realiach, w jakich żyje nasz podopieczny, zobaczyć jego pokój, czasem kogoś z rodziny czy domowych pupili: koty, psy, ptaki i inne.

    Żyjemy w czasach światłowodów, szybkich i dobrych łączy internetowych, również tych bezprzewodowych – te obecne zdobycze techniki pozwalają na naprawdę owocną pracę. W okresie wspomnianej odwilży część klientów mieszkających poza miastem czasem w odległości kilkudziesięciu kilometrów, zdecydowała się pozostać w kontakcie online nie tylko z powodów organizacyjnych, ale także ze względu na ochronę swojego zdrowia, bo nie musieli przemieszczać się środkami komunikacji publicznej. W dużej mierze ograniczyło to czas związany z realizowaniem zajęć indywidualnych czy terapii, np. przygotowanie się do wyjazdu i sam wyjazd, czas podróży, plan dnia, zwolnienie z pracy czy ze szkoły.

    Być może czas podróży, czas trwania samej terapii i czas powrotu okazał się szczególnie wygodny dla rodziców naszych podopiecznych.

    Plusy zdalnego pomagania to:

    • Oszczędność czasu wynikająca z tego, że nie trzeba dojeżdżać do poradni, ośrodka, gabinetu.
    • Prosta komunikacja wynikająca z tego, że szczególnie młodzi ludzie od dawna korzystają z komunikatorów związanych lub niezwiązanych z portalami społecznościowymi.
    • Z tej formy pomocy chętnie korzystają osoby, którym zależy na anonimowości, odczuwają w ten sposób mniejszy niepokój czy inne przykre uczucia pojawiające się w trakcie rozmowy.
    • Rozmówca w sytuacji trudnej ma kontrolę nad tym, że może w każdej chwili się rozłączyć, przerwać połączenie, tłumacząc to obiektywnymi problemami technicznymi (co prawda nie zdarzyło mi się to, ale jedna z nastolatek powiedziała, że jest to dla niej zawór bezpieczeństwa).
    • Wielu podopiecznych mówiło, że rozmowa online w niczym nie odbiegała od spotkań na żywo.
    • Terapeucie dawało to też możliwość większego skupienia się na rozmowie, większej dyskrecji w sporządzaniu notatek nawet podczas sesji.
    • Można lepiej dysponować czasem, bo zarówno osoba pomagająca, jak i klient mogą różnie organizować sobie terapię: prowadzić ją z różnych miejsc, także z domu; już ponad 10 lat temu badania potwierdzały to jako atut (Leśnicka, 2009).
    • Niższe koszty udziału w sesji dla uczestnika oraz terapeuty.

    Minusy pomocy online:

    • Problematyczne może być zachowanie poufności dotyczące przebiegu sesji ze względu na to, w jakich warunkach odbywa się proces, a pomagający nie ma na to wpływu (poradnia, gabinet to grunt neutralny, a tu klient tak naprawdę decyduje, w jakich warunkach będzie korzystał z tej pomocy). I to było problemem – zadbanie o swoje bezpieczeństwo, intymność, dyskrecję (niektórzy zamykali się w łazience, szli na strych, do samochodu na parking, zakładali słuchawki, rozmawiali podczas spaceru z psem, na ławce w parku).
    • Różne zakłócenia podczas sesji, na które pomagający nie ma wpływu, np. słychać dobiegające głosy z innych pokojów, wchodzenie osób trzecich do pokoju klienta, pukanie do drzwi, dzwonek, szczekanie psa, hałaśliwe papużki – wszystko to wpływa na warunki przebiegu spotkania.
    • Część nastolatków miała dość permanentnej nauki zdalnej, wyczerpały im się możliwości aktywnego uczestnictwa w lekcjach, utrzymania koncentracji uwagi w ciągu dnia, więc dodatkowa godzina na spotkaniu z terapeutą była dla nich nie lada wysiłkiem, co czasem przekładało się na efektywność sesji.

    Wczesna interwencja FreD goes net a pandemia

    Powyższa analiza pozwala wnioskować, że spożywanie substancji psychoaktywnych przez nastolatków w aktualnej sytuacji nie zmniejszy się, a wręcz może się nasilać. Jest to rzeczywistość, w której z jednej strony grupa nastolatków eksperymentujących z substancjami psychoaktywnymi − odbiorców programu FreD − zyskuje na liczebności, z drugiej strony reżim sanitarny oraz regulacje społeczne znacząco utrudniają docieranie do tych osób, ujawnianie ich kontaktów z substancjami oraz angażowanie w program.

    Mimo problemów, organizacje i instytucje mające w swojej ofercie program FreD bez przerwy zbierały kandydatów do programu i w okresie zniesienia największych restrykcji starały się realizować zajęcia profilaktyczne. Były to mniejsze grupy, 4-6-osobowe, co z jednej strony wpływało na dynamikę zajęć, ale z drugiej zapewniało realizację zgodnie ze standardami (nie wydłużał się czas oczekiwania na zajęcia, zebrania odpowiednio liczebnej grupy). Zajęcia odbywały się w dużych salach, wietrzonych, dezynfekowanych, z zachowaniem należytego dystansu, w przepisowych maskach. To niestety sprawiało, że niektóre części musiały ulec modyfikacji, np. ćwiczenia wymagające kontaktu bezpośredniego. Zostały one zamienione na bardziej statyczne, dające możliwość zrealizowania podobnego celu profilaktycznego. To również wpływało na dynamikę i atrakcyjność zajęć, ale wydaje się, że nie wpływało znacząco na efekty końcowe danego elementu składowego. Dlatego warto na przyszłość zastanowić się nad nowym rozwiązaniem w takich trudnych sytuacjach.

    Nowe wyzwania, nowe możliwości, nowe pomysły na profilaktykę

    Rozwiązaniem, które miałoby odpowiedzieć na rosnącą potrzebę realizacji programów profilaktyki selektywnej, wydaje się być docieranie do osób z grupy ryzyka bez konieczności organizowania stacjonarnych rozmów diagnostycznych oraz stacjonarnych sesji zajęć grupowych. Dodatkowo forma taka mogłaby odpowiadać na potrzeby wszystkich tych, dla których pojawienie się w placówce stacjonarnej było trudnością bądź było niemożliwe z innych powodów: przeszkód ekonomicznych (w tym ubóstwa), dużej odległości od punktu realizacji, niepełnosprawności, utrudnień infrastrukturalnych czy innych.

    Aktualne doświadczenia i ograniczenia wynikające z sytuacji epidemicznej COVID-19 wymuszają również przygotowanie się na podobne zjawiska i problemy w przyszłości. Okazuje się również, że pojawienie się różnych problemów wynikających z tej trudnej sytuacji spowodowało, że zarówno dzieci, młodzież, jak i osoby dorosłe zaczęli wykorzystywać przestrzeń wirtualną do działań edukacyjnych, wychowawczych, poradnictwa medycznego i terapii. To daje nadzieję, że ta przestrzeń oraz wykorzystanie nowych technologii znajdzie swoje odniesienie w realizacji programów profilaktycznych, a program FreD jest właśnie taką ofertą.

    Zastosowanie narzędzi teleinformatycznych, które zdają się umożliwiać realizację założeń programu FreD bez konieczności fizycznej obecności uczestników, nasuwa się w sposób naturalny jako forma spełniająca wymagania postawione w akapicie powyżej. Ponadto szereg dowodów empirycznych, jak również naukowych zdaje się przemawiać za zasadnością wdrożenia takiego rozwiązania. Dr Justyna Klingemann w swoim wykładzie „Czy terapia online i przez telefon jest skuteczna? Przegląd badań nad efektywnością terapii skierowanej do osób z problemami związanymi z używaniem substancji psychoaktywnych oraz uzależnieniami behawioralnymi”, zaprezentowanym na VII Ogólnopolskiej Konferencji „Narkotyki – Alkohol. Polityka, Nauka i Praktyka” we wrześniu 2020 roku, wskazuje, że wdrażanie działań terapeutycznych online, mimo iż temat ten nadal nie jest dokładnie zbadany, wydaje się być zasadne, szczególnie jeżeli dotyczy to osób o „łagodniejszym przebiegu uzależnień” oraz bez dostępu do innych form pomocy. Potencjalni odbiorcy programu FreD spełniają oba z wyżej wymienionych warunków. Kolejnymi argumentami wskazującymi na zasadność zastosowania narzędzi online jest poczucie kompetencji młodych ludzi w dziedzinie biegłości posługiwania się „webową” infrastrukturą (na której oparta będzie internetowa implementacja programu FreD) oraz ich zaangażowanie i ufność wobec działań oferowanych online.

    Z roku na rok coraz więcej polskich gospodarstw domowych ma dostęp do internetu. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny w roku 2019 blisko 87% gospodarstw domowych posiadało dostęp do sieci. Są to przesłanki, które pozwalają zakładać, że w kolejnych latach liczba ta będzie dalej wzrastać. Istnieje za tym duże prawdopodobieństwo, że zdecydowana większość osób skierowanych do udziału w programie FreD mogłaby uczestniczyć w wersji realizowanej za pomocą internetu. Warto w tym momencie nadmienić, że program FreD w wersji online ma stanowić uzupełnienie wersji stacjonarnej, a nie jego substytut.

    Za zasadnością przeprowadzenia procesu zaadaptowania programu FreD do realizacji zdalnej stoi również niemożność przewidzenia rozwoju sytuacji związanej z pandemią COVID-19 bądź wystąpienia innych podobnych zjawisk. Projekt ma na celu zarówno odpowiedzieć na aktualne potrzeby, jak również przygotować realizatorów na wypadek podobnych problemów w przyszłości. Jest duża szansa, że realizacja online sprawdzi się również jako strategia zwiększająca zasięg programu.

    Nieprzychylne warunki epidemiczne związane z COVID-19, okres ograniczeń i obostrzeń ze względów bezpieczeństwa pokazał, że realizacja programów profilaktycznych w sposób tradycyjny znalazła się w patowej sytuacji. Jeszcze trudniej jest realizować program interwencyjny oparty na współpracy z różnymi instytucjami. Zamknięcie szkół oraz skupienie się służb mundurowych i służby zdrowia wokół innych problemów sprawiło, że dostęp kandydatów do tego typu programów profilaktycznych stał się bardzo utrudniony.

    Dyskusja

    Z uwagi na brak ustaleń międzynarodowych dotyczących pomocy online istnieje konieczność określenia zasięgu takich praktyk, objęcia ich normami prawnymi oraz nadzorem przez profesjonalne instytucje. Zagrożeniem może też być brak jasno określonych środków bezpieczeństwa dla danych osobowych podopiecznych. Kwestie formalne, takie jak m.in. licencjonowanie e-terapeutów/realizatorów działań online oraz zasadność użycia e-terapii/e-profilaktyki, pozostają nierozwiązane, chociaż wydaje się, że obecna sytuacja związana z pandemią wręcz uprawnia do ich szybkiego uregulowania.

    Istotne jest przeprowadzenie niezbędnych szkoleń dla przyszłych e-terapeutów, wprowadzenie certyfikatu potwierdzającego zdobyte przez nich kwalifikacje (w Polsce certyfikat doradcy online, a nie psychoterapeuty) oraz stworzenie ogólnodostępnej bazy z ich danymi osobowymi (Madej i in., 2016).

    Równie istotną sprawą jest szkolenie dla przyszłych realizatorów programu wczesnej interwencji FreD do pracy online, ponieważ w pracy z nastolatkami będzie ważne nie tylko merytoryczne przygotowanie do zajęć, ale również umiejętności techniczne gwarantujące biegłe i dynamiczne posługiwanie się narzędziami internetowymi.

    Pierwodruk artykułu ukazał się w portalu programyrekomendowane.pl, na stronie programyrekomendowane.pl/strony/profilaktyka-zachowan-ryzykownych-w-czasie-pandemii-covid-19,424 (dostęp 23.03.2021)

  • Binge-watching

    Zainteresowanie serialami jest zjawiskiem powszechnym, lecz niekoniecznie niebezpiecznym. Większość ludzi zna umiar, potrafi dawkować odcinki i kontrolować czas przeznaczony na tę czynność. Jest jednak pewna grupa osób, która ma skłonności do tego, aby oglądanie seriali przybrało charakter problemowy. Jest duże prawdopodobieństwo, że jest to ta sama grupa, która ma skłonności do innych uzależnień behawioralnych, już nieco zbadanych i opisanych w literaturze fachowej.

    Seriale w naszym życiu

    Do momentu zmian ustrojowych w naszym kraju nie mieliśmy zbyt wielu możliwości uzależnienia od telewizji czy konkretnie od seriali. Pokolenie 40-latków pamięta jeszcze czasy, gdy w publicznej telewizji były dwa kanały − w tygodniu czynne od popołudnia, w soboty i niedziele cały dzień, a oferta programów była bardzo uboga. Dlatego też trudno się dziwić, że jeśli w tamtych latach na topie była „Niewolnica Isaura” czy „W labiryncie”, to biły one rekordy popularności.

    Po roku 1990 rozpoczęły swoją działalność nowe stacje, zarówno polskie, jak i zagraniczne, które dynamicznie rozwijały i nadal rozwijają swoje propozycje. Powstały liczne kanały tematyczne, a telewizje kablowe i platformy cyfrowe kusiły klientów coraz bogatszą, bardziej atrakcyjną i przede wszystkim całodobową ofertą programową. Ważnym obszarem wpływającym na oglądalność oraz na pozyskiwanie sponsorów i reklamodawców było posiadanie oferty filmowej i serialowej.

    Niemal wszyscy pamiętamy „Dynastię”, „Modę na sukces” czy seriale z Ameryki Południowej. Losy bohaterów były przedmiotem dyskusji sąsiadek podczas przedpołudniowej kawy, rozmów telefonicznych kuzynek, a nierzadko harmonogram dnia był podporządkowany godzinie, o której dany serial był nadawany. Trzeba było szybko ogarnąć dom, zrobić obiad, wyprać, przerwać lub zakończyć naprawę auta w garażu czy pracę w ogrodzie. Jeśli była to niedziela, tuż po obiedzie w naszych domach gościli „Złotopolscy”, później „Klan”, „M jak Miłość” i wiele innych. Również oferta dla młodych odbiorców była ciekawa: „Beverly Hills 90210”, „Przyjaciele” czy seriale komediowe znajdowały rzesze swoich wielbicieli. Dzięki popularności danego serialu pojawiały się nowe gwiazdy, nowi aktorzy, którzy jednocześnie stawali się celebrytami.

    Z niecierpliwością były oczekiwane kolejne odcinki, które z początku były emitowane raz, może dwa razy w tygodniu, potem kilka razy, aż do codziennych emisji o stałej porze. Zadziwia również obecnie popularność seriali fabularyzowanych, których odcinki nie są ze sobą powiązane, w których występują aktorzy-amatorzy, a ich producenci (często na zlecenie stacji) potrafią trafiać w oczekiwania telewidzów.

    Stacje stały się też producentami seriali, które stawały się wizytówką czy nawet flagowym produktem, świadczącym o poziomie i atrakcyjności stacji.

    Internetowy świat seriali − Jurassic Park

    Z czasem coraz większe znaczenie dla oglądalności seriali zaczął odgrywać internet. W sieci powstały olbrzymie platformy, zawierające bardzo duże oferty seriali, podzielonych na sezony, a coraz większą popularność zaczęły zyskiwać seriale posiadające ciekawą fabułę, wymagającą od widza zaangażowania intelektualnego i psychologicznego.

    Przeglądając jedną z takich platform, doliczyłem się ponad 2500 seriali, z których każdy miał kilka sezonów (średnio 3), w każdym sezonie było co najmniej 8-10 odcinków. Odcinek trwa 45-55 min. W dużym uproszczeniu daje to ponad 60 tys. godzin oglądania. Gdyby zostawić minimum 8 godzin na dobę z przeznaczeniem na sen, jedzenie, toaletę, i tylko oglądać − zajęłoby to ponad 10 lat.

    Seriale obejmują swym zasięgiem w zasadzie każdą dziedzinę życia. Mamy tematy obyczajowe, medyczne, romanse, thrillery, horrory, komedie, narkotyki, uzależnienia, historię, przygodę, fikcję historyczną, kryminał, sensację, fantasy, fantastykę, parapsychologię, psychologię, pedagogikę, świat nauki czy serie o wampirach i wilkołakach… Lista jest wciąż otwarta. Duża część była i nadal jest emitowana w telewizji, sporo jednak dostępnych jest wyłącznie w sieci. W połączeniu z nowymi tworami – platformami produkcyjnymi, seriale stworzyły potężny, niezbadany świat, którego pełne poznanie wymaga systematycznej i nieprzerwanej eksploracji w celu poznania jego tajników. Trudno mi się oprzeć wrażeniu, że internauta na początku może doznać szoku i zadziwienia, a następnie wielkiego zainteresowania, zaciekawienia i zaangażowania w nową przygodę, a nawet stracić kontrolę nad czasem, który tej przygodzie poświęca.

    Powszechność internetu daje nieograniczone wręcz możliwości dostępu do seriali. Od kilku lat można obserwować zjawisko oglądania seriali w sposób kompulsywny, seryjnie, po kilka lub nawet kilkanaście odcinków na raz. Zjawisko takie zostało nazwane binge-watching, co w wolnym tłumaczeniu oznacza szał oglądania, żarłoczne oglądanie. O zjawisku tym zaczęło się mówić niedługo po powstaniu ogromnych przedsiębiorstw serialowych, jak np. Netflix, Amazon i innych. Nie znaczy to, że wcześniej nie było możliwości seryjnego oglądania. Już pod koniec lat 90. w Polsce nie trzeba było czekać do następnego tygodnia na emisję kolejnego odcinka, ponieważ można go było zdobyć na kasetach VHS, a później płytach DVD (również pirackie wersje).

    Zjawisko binge-watching stało się na tyle powszechne, że jego badaniem zainteresowali się również naukowcy. Już wiele lat temu w swojej książce o neuroplastyczności mózgu psychiatra Norman Doidge, zauważył, że kompulsywne oglądanie seriali może być związane z wewnętrzną potrzebą emocjonalnego przeżywania różnych wydarzeń z ulubionymi bohaterami serialu. Inne badania wskazują na związek między kompulsywnym oglądaniem a szkodami psychicznymi i zdrowotnymi, które mogą temu towarzyszyć. Naukowcy udowodnili duże powiązanie binge-watching z depresją; wyniki kolejnych wskazują na zaburzenia związane z relacjami między ludźmi, problemami z otyłością, objadaniem się, brakiem ruchu itd.

    Sporo z tych rzeczy mogę potwierdzić na podstawie obserwacji ze swojej praktyki terapeutycznej, gdyż już wiele lat temu zdarzało mi się usłyszeć z ust pacjentek i pacjentów opinie i nawiązania do życia serialowych bohaterów. Niekiedy wiązało się to ze sferą marzeń dotyczących stylu życia, doświadczeń, poznawania świata, idealizacji mężczyzn, kobiet, ich cech charakteru itp.

    Zwłaszcza te wcześniejsze seriale miały pewien prosty, tradycyjny, lecz bardzo pożądany schemat, m.in. czarno-białe widzenie rzeczywistości. Bardzo łatwo było zauważyć, kto jest dobry, a kto zły. Kto jest prawy, a kto przebiegły, kto wprowadza zło, a kto z nim walczy.

    Intrygująca fabuła wyzwaniem dla widza

    Produkowane obecnie seriale mają bardzo często ciekawą fabułę, do tego skomplikowaną, a jego bohaterowie często są niejednoznaczni. Co wydaje się być o wiele ciekawsze, wciągające i wymagające koncentracji oraz zaangażowania. Nikt z nas przecież nie jest świętym ani szatanem, krystalicznie dobry lub ewidentnie zły. Być może przeżywanie rzeczy, które na ekranie robi bohater, sprawia, że łatwiej można się identyfikować z mocnymi i słabymi stronami bohatera, który czasem ulega pokusom, a czasem zadziwia swoją odwagą i prawością.

    Gdyby jednak pozostać przy tym, że wybieram sobie historię z jakiegoś obszaru, który mi odpowiada, np. serial science-fiction lub historyczny („Lucyfer”, „Wikingowie”), to może się okazać, że jest to inspiracja do pogłębiania swojej wiedzy lub sprawdzenia już posiadanej. Kiedy natomiast bohaterem jest osoba obdarzona wyjątkowym darem (mocą), a czasem jednocześnie zaburzeniem („Most nad Sundem”, „Good doctor”, „Defenders”), to możemy kibicować czy obserwować, jak te możliwości wpływają na jakość jej życia.

    Niektóre seriale potrafią tak zaciekawić i zaangażować widza, że ten nie tylko jest w stanie obejrzeć cały sezon za jednym razem, ale poszukuje dodatkowej wiedzy, aby lepiej zgłębić temat, zrozumieć go, umiejscowić w czasie i przestrzeni. Sporo seriali jest skierowanych do konkretnych odbiorców. Istnieją serie, które szczególnie oglądają przedstawiciele konkretnych zawodów, osoby z określonymi zainteresowaniami. Seriale medyczne mogą jednocześnie pokazywać zarówno prawdę, profesjonalizm i szczegółową wiedzę medyczną, a z drugiej strony realizm i tęsknotę za ideałem oraz marzeniami, jak powinna wyglądać służba zdrowia. Są seriale, które cieszą się wielką popularnością wśród psychologów, nauczycieli, pedagogów. Czasem dają możliwość podglądania warsztatu pracy, inspirują do różnych pomysłów lub właśnie poszerzają wiedzę z zakresu psychologii, wychowania dzieci, dydaktyki itp. Do takich możemy zaliczyć: „Trzynaście powodów”, „Atypowy”, „Good doctor” czy „Black Mirror”.

    Są seriale pasjonujące ludzi z zacięciem historycznym, którzy uwielbiają rozwiązywać zagadki, interesują się zjawiskami paranormalnymi. W części z nich fabuła oparta jest na treści znanych książek („Gra o tron”, „Upadek królestwa”), inne są inspirowane powieściami przygodowymi sprzed nawet kilkuset lat („Piraci”). Ważnym elementem fabuły stały się również legendy, np. nordyckie, celtyckie, indiańskie czy słowiańskie.

    Co ze skutkami kompulsywnego oglądania?

    Analizując powyższe, można by powiedzieć, że jeśli oglądanie dotyczyłoby tylko jednego serialu (czy wąskiej grupy), to takie podejście miałoby nawet charakter rozwijający i oglądanie nawet kilku odcinków na raz nie miałoby żadnych negatywnych następstw. Zachowanie umiaru w poświęcaniu czasu na oglądanie, np. jeden odcinek wieczorem czy kilka w weekend, nie byłoby niepokojące.

    Być może jest z tym zachowaniem podobnie jak z używaniem alkoholu. Większość ludzi pije go w sytuacjach towarzyskich, kontrolując ilość, czas i miejsce spożywania, ale część pić nie powinna i pić nie może, ponieważ traci kontrolę i picie sprawia im dużo problemów w życiu. Wygląda na to, że podobnie jest z oglądaniem seriali. Zainteresowanie nimi jest zjawiskiem powszechnym, lecz niekoniecznie niebezpiecznym. Większość ludzi zna umiar, potrafi dawkować odcinki i kontrolować czas przeznaczony na tę czynność. Jest jednak pewna grupa osób, która ma skłonności do tego, aby oglądanie seriali przybrało charakter problemowy. Jest duże prawdopodobieństwo, że jest to ta sama grupa, która ma skłonności do innych uzależnień behawioralnych, już nieco zbadanych i opisanych w literaturze fachowej. Zjawisko binge-watching obserwuję również w swojej pracy wśród klientów uzależnionych od substancji chemicznych (alkohol, narkotyki).

    Kto może mieć problem z binge-watching?

    Platforma Netflix monitoruje, analizuje, a nawet robi badania wśród swoich odbiorców. Badany jest czas, który ludzie spędzają on-line, oglądając seriale, prowadzona jest statystyka popularności poszczególnych serii, odnotowuje się liczbę pobrań, powstał ranking najpopularniejszych seriali, który jest na bieżąco aktualizowany itd. Dodatkowo internauci wymieniają się informacjami dotyczącymi zarówno technicznej strony seriali (HD, HDR, 4K, dolby surround), jakości łączy internetowych, szybkości pobrań, personalizacji napisów, jak i samej fabuły i recenzji. O dziwo, dużą popularnością cieszą się również seriale o fatalnej opinii, idiotycznej wręcz fabule, prymitywnej technice, które są oglądane z powodu właśnie tej „chały”, aby móc się irytować, wyżyć w hejtowaniu, pożartować czy wydrwić itd. Niektórzy mówią, że istnieje coś takiego jak „oglądanie ironiczne”. Popularność zdobywają też youtuberzy, którzy zawodowo zajmują się oglądaniem wszystkich seriali, zarówno tych świetnych, jak i szmirowatych, a następnie wydają opinie i piszą recenzje, wyłapują niedociągnięcia, sprzeczności czy szczegóły mające ośmieszyć lub faworyzować dany serial.

    Monitoring platform prowadzony wśród swoich klientów to z jednej strony działania marketingowe, mające na celu badanie popytu, dostosowanie oferty do potrzeb i oczekiwań, z drugiej zaś, jak każda profesjonalna firma (taką jest Netflix), potrafi przestrzegać przed „przeginaniem” innymi zagrożeniami. Dzięki tym obserwacjom zauważono całkiem niedawno, iż z binge-watching wyodrębniło się zjawisko-córka − race-watching, polegające na kompulsywnym oglądaniu całego sezonu w jak najkrótszym czasie, czyli ściganie się, kto najszybciej od momentu premiery obejrzy całą serię lub zmieści się w 24 godzinach. Rywalizacja ta ma charakter przypominający rywalizację sportową, a raczej e-sportową, jak w przypadku gier i rankingu najlepszych graczy. Tutaj możemy wyłonić pierwszą grupę osób zagrożonych skutkami nadmiernego oglądania seriali.

    Serialowi pożeracze

    Osoby, które żyją światem seriali, bohaterami, nowościami, które na bieżąco śledzą zapowiedzi, premiery i inne informacje z tym związane, udzielają się na forach, wydają opinie i przede wszystkim oglądają, spędzając przed ekranem dziesiątki godzin tygodniowo, mając aplikacje na swoich smartfonach, tabletach. Wykorzystują każdą chwilę, aby obejrzeć kolejny odcinek, w autobusie, tramwaju, pociągu, samolocie, zakładając słuchawki w kolejce do lekarza, a nawet w pracy, kiedy tylko nie ma szefa, czy w toalecie. Problem zaczyna się wtedy, gdy pojawiają się konsekwencje takiego zachowania.

    W swojej praktyce terapeutycznej obserwuję trend, że w przypadku pewnej grupy osób, kompulsywne oglądanie seriali może spowodować zdecydowanie bardziej negatywne skutki. Ta grupa to odbiorcy z predyspozycjami do uzależnień w ogóle. W dużym uproszczeniu można ich podzielić na dwie grupy:

    • bierni gracze

      Dzieci i młodzież, którzy borykają się z różnymi uzależnieniami behawioralnymi. Zjawisko binge-watching bardzo mocno towarzyszy młodym chłopcom uzależnionym od gier komputerowych, którzy często pod presją rodziców poddają się terapii z tego uzależnienia jako przyczyny różnych problemów, zarówno emocjonalnych i społecznych związanych z relacjami w realnym życiu, jak i problemów związanych ze szkołą (pogorszenie wyników, kłopoty z koncentracją i pamięcią).

      Nadmierne przebywanie przed ekranem komputera, tabletu czy smartfona spowodowało, że nawet w sytuacji odcięcia od możliwości grania, taka osoba bardzo łatwo zamienia lub przeskakuje na oglądanie seriali, byleby tylko spędzać czas przed ekranem, co w efekcie niewiele zmienia w stylu życia i funkcjonowania tego młodego człowieka. Spędzał czas przed ekranem i nadal to robi, tyle że wcześniej miał poczucie kontroli nad tym, co się dzieje na ekranie, scenariuszem, postacią w grze, którą kierował, jej zachowaniami i czynami, a w przypadku oglądania seriali jest „tylko” biernym obserwatorem. Jednak oglądanie odcinków w jednym ciągu rekompensuje te braki zdecydowanie większym zaangażowaniem emocjonalnym w życie bohatera lub bohaterów. Innymi słowy, w przypadku osób uzależnionych behawioralnie od gier komputerowych jest to zamiennik, złudne wytłumaczenie, dające alibi dla oglądania w zamian za rezygnację z gry komputerowej. Wielu rodziców na sesjach rodzinnych zwracało uwagę na to, że ich syn co prawda nie gra w gry, ale za to non stop ogląda seriale, nawet całą noc i trudno mu zebrać się i funkcjonować w normalnym życiu szkolnym i rodzinnym.

    • wypełniacze życia

      Druga grupa, którą zaobserwowałem w swojej praktyce, to klienci uzależnieni od środków psychoaktywnych, alkoholu i narkotyków, którzy na skutek zmian, które wprowadzają w swoim życiu dotyczących również ograniczenia lub rezygnacji z życia towarzyskiego, często właśnie w taki kompulsywny sposób radzą sobie z samotnością czy nudą. Zaangażowanie w serial i życie jego bohaterów niejednokrotnie daje iluzję ciekawego i pełnego przygód życia. Dodam również, że w przypadku tych osób nierzadko jest to fascynacja serialami, w których życie bohaterów krąży wokół narkotyków („Narcos”, „Breaking bad”), w których bohaterowie również są niejednoznaczni w swojej postawie – robią „złe rzeczy”, lecz jednocześnie fascynują swoją inteligencją i przebiegłością. Na skutek odrzucenia używek i stylu życia z nimi związanego pozostaje pewna pustka, która dość szybko zostaje wypełniona życiem serialowych bohaterów.

    Kiedy binge-watching staje się problemem?

    Podobnie jak w przypadku innych uzależnień, także i w binge-watching można zaobserwować grupę pewnych zachowań i uczuć świadczących o tym, że styl oglądania zaczyna wpływać na jakość funkcjonowania społecznego i dyskomfort psychiczny jednostki. Należą do nich:

    1. Utrata kontroli nad czasem oglądania. Systematycznie wzrasta liczba godzin spędzonych na oglądaniu seriali, do tego stopnia, że dana osoba jest w stanie nie pójść do szkoły/pracy, spóźnia się lub zrywa z zajęć, zaczyna oszukiwać otoczenie, aby tylko spędzić kolejną godzinę na oglądaniu.
    2. Niedotrzymywanie obietnic dawanych samemu sobie (np. tylko jeden odcinek, a są trzy, cztery i więcej), oglądanie staje się wehikułem czasu – zaczynam oglądać wieczorem i już jest świt – 4 rano. Do pracy mam na 7.00.
    3. Odczuwanie rozdrażnienia, a nawet złość, kiedy coś lub ktoś przeszkadza lub uniemożliwia obejrzenie serialu (brak internetu, zbyt wolny internet, sprzeciw rodzica, partnera).
    4. Uczucie smutku, niepewności, niepokoju, obniżonego nastroju w sytuacji zakończenia odcinka, całego sezonu oraz z powodu faktu, że trzeba czekać tydzień lub nawet pół roku na kontynuację.
    5. Zaniedbywanie innych zainteresowań i obowiązków na rzecz oglądania (szkoła, praca, sport, hobby).
    6. Izolowanie się od przyjaciół, znajomych, rodziny – unikanie spotkań towarzyskich, niechęć do przebywania z przyjaciółmi, rodziną, domownikami, wspólnych posiłków itd. na rzecz oglądania.
    7. Konflikty z bliskimi osobami, nawet kiedy oficjalnie nie dotyczą oglądania, ostatecznie sprawiają satysfakcję z powodu „świętego spokoju” i możności komfortowego obejrzenia kolejnego odcinka/odcinków.
    8. Zaniedbywanie wyglądu, higieny, oglądanie seriali podczas wykonywania czynności fizjologicznych.
    9. Zaniedbywanie diety, niedbanie o regularność posiłków, notoryczne zamawianie fast foodów, jedzenie chipsów, kompulsywne zajadanie słodyczy podczas oglądania serialu.
    10. Spadek kondycji fizycznej, pogorszenie wzroku, wzrost wagi, ociężałość, zmęczenie, niechęć do aktywności, brak energii, apatia, które chwilowo ustępują na rzecz pobudzenia na myśl o możliwości obejrzenia nowego odcinka ukochanej serii.

    Jeśli zauważamy, że z powyższej listy coś nam pasuje do naszego klienta, choćby kilka rzeczy, to może warto się zastanowić, czy oglądanie nie staje się w jego przypadku problemem. Może warto zrobić przerwę? Bardziej zdyscyplinować zachowania związane z oglądaniem? Może dla przeciwwagi trochę więcej się ruszać, zacząć dbać o dietę i zdrowie.

    Powyższy artykuł w wersji skróconej ukazał się w miesięczniku „Charaktery” nr 6/2018.