Autor: Maja Ruszpel

  • Norwegia i jej doświadczenie w polityce hazardowej chroniącej gracza

    W Polsce z roku na rok zwiększana jest oferta dostępnych legalnie gier na rynku hazardowym – rośnie liczba salonów z automatami, rośnie liczba gier online. A przepisy o „odpowiedzialnej grze”, które miały zobowiązywać firmy do oddziaływań edukacyjnych i profilaktycznych, w praktyce okazały się martwe i nieskuteczne. Równolegle – kontrola nad grami nielegalnymi w internecie nadal jest niewystarczająca i mamy wzrost zainteresowania hazardem w grupie osób niepełnoletnich oraz wzrost liczby uzależnionych. Czy ten trend da się zatrzymać?

    Polska nie jest jedynym krajem na świecie, który ma problem z agresywną, dynamiczną polityką branży gier hazardowych online. Właściwie nie ma kraju na świecie, który nie borykałby się w mniejszym lub większym stopniu z nielegalnym hazardem lub grami na pieniądze online, które wymykają się ustawodawstwom – jak choćby mechanizmy gier hazardowych w grach komputerowych.

    Eksperci „The Lancet” wzywają do zmiany polityki hazardowej

    Rok temu naukowcy zgromadzeni wokół magazynu „The Lancet” przygotowali specjalną publikację poświęconą w całości uzależnieniu od hazardu1 oraz wpływowi dostępności gier pieniężnych na zdrowie publiczne na całym świecie. Konieczne są – apelowała grupa skupiona wokół „The Lancet” − silniejsze regulacje skoncentrowane na zapobieganiu szkodom oraz ochronie zdrowia, a biorąc pod uwagę coraz bardziej globalny charakter branży, niezbędna jest międzynarodowa koordynacja w zakresie podejść regulacyjnych. Szczególnie, że hazard nigdy do tej pory w całej historii świata nie był tak łatwo dostępny i nigdy tak szybko się nie rozwijał. Tymczasem szkody dla zdrowia i dobrego samopoczucia wynikające z hazardu są poważniejsze, niż wcześniej sądzono i wykraczają poza zaburzenia związane z hazardem. Zdaniem specjalistów ewolucja branży hazardowej znajduje się w kluczowym momencie; zdecydowane działania podjęte teraz mogą zapobiec lub złagodzić szkody dla zdrowia w przyszłości.

    Tym samym specjaliści zaapelowali do rządów wszystkich krajów o zwiększenie prac mających na celu wypracowanie racjonalnego prawa hazardowego. Wezwali jednocześnie polityków i ustawodawców do szybkich działań − jak dotąd bowiem, zdaniem naukowców, rządy na całym świecie poświęcały zbyt mało uwagi szkodom wynikającym z hazardu i nie zrobiły wystarczająco dużo, aby im zapobiegać lub je łagodzić.

    Są jednak kraje, których wspomniany problem dotyczy w nieznacznym stopniu – jednym z nich jest Norwegia. Przykład polityki hazardowej, jaką prowadzą mieszkańcy tego najbardziej wysuniętego na północ kraju Europy, daje wiele do myślenia. Co więcej, może inspirować, bo przede wszystkim pokazuje, że świat, w którym gry hazardowe są wręcz na marginesie przemysłu rozrywkowego, jest możliwy.

    Norwegia: skala uzależnienia

    Gdy analizujemy skalę uzależnienia od hazardu w różnych krajach, Norwegia od lat plasuje się na jednym z ostatnich miejsc. I choć w tym kraju aż 61,8% mieszkańców ma do czynienia z grami hazardowymi – czyli dwukrotnie więcej niż w Polsce − to z analizy przeprowadzonej jesienią 2022 roku przez Centrum Badań nad Hazardem Uniwersytetu w Bergen wynika, że uzależnionych od hazardu jest „jedynie” 23 tys. mieszkańców kraju, czyli około 0,4% populacji. To – porównując do Polski – wynik imponujący, bowiem na 31,7% Polaków grających w gry hazardowe w ciągu ostatnich 12 miesięcy, aż 35 319 uprawia hazard w sposób świadczący o uzależnieniu.

    Niestety, w Polsce w ciągu ostatnich pięciu lat liczba osób grających patologicznie − wzrosła o 30%. Tymczasem w Norwegii liczba osób uzależnionych… spadła – ponieważ wspominane 23 tys. osób to połowa tego, co trzy lata wcześniej. (Ocenia się też, że w grupie zagrożonej uzależnieniem od hazardu jest 107 tys. osób, czyli o 15 tys. mniej niż w 2019 roku).

    Pozostaje zadać sobie pytanie: jak oni to robią, że to działa?

    Ustawa hazardowa i podstawowe zasady gry

    Przede wszystkim wiąże się to z zupełnie różnym od naszego myśleniem na temat tego, czym jest państwo, jaka jest jego rola chroniąca, a także jakie aktywności swoich obywateli państwo nagradza, a do jakich zniechęca.

    Jak więc duże są różnice w myśleniu o tym, czym jest i po co jest hazard w społeczeństwie, po co się pisze ustawę poświęconą regulacji jego istnienia w danym kraju, pokaże nam porównanie ustawy hazardowej obu krajów.

    Pierwsze paragrafy polskiej ustawy określają cel, w jakim powstała. Jest nim opisanie: warunków urządzania gier hazardowych i zasad prowadzenia działalności w tym zakresie oraz zasad opodatkowania podatkiem od gier hazardowych, zwanym dalej „podatkiem od gier”. Natomiast w norweskiej Pengespilleloven2, czyli ustawie hazardowej przyjętej 18 marca 2022 roku paragraf pierwszy, który definiuje jej cele, pokazuje skrajnie różne od polskiego myślenie. Tymi celami są bowiem:

    • zapobieganie problemom związanym z uzależnieniem od hazardu oraz innym negatywnym konsekwencjom gier hazardowych;
    • zapewnienie, że gry hazardowe będą prowadzone w odpowiedzialny i bezpieczny sposób;
    • zapewnienie, że zyski z gier hazardowych będą przekazywane na publiczne cele niezarobkowe.

    Skądinąd w Norwegii wiele organizacji pozarządowych, jak SOS Wioski Dziecięce czy WWF, prowadzi punkty z grami, a seniorzy, obstawiając los, mogą środki nań przeznaczone przekierować na wybrane przez siebie, ważne dla nich, cele społeczne.

    Ustawa norweska jest też krótsza od polskiej, ma bowiem 6 stron (polska ustawa liczy zaś 97 stron). Wynika to najpewniej z faktu, że główną różnicą pomiędzy polskim a norweskim rynkiem jest ta, że w Norwegii rynek ten całkowicie należy do państwa. A zatem to, co w polskiej ustawie określa działania szeregu różnych i niepowiązanych ze sobą podmiotów − chociażby kasyn stacjonarnych, kasyna online czy spółki skarbu państwa, która m.in. oferuje gry Lotto – w norweskiej dotyczy głównie jednego operatora, którym jest Norsk Tipping (NP). Posiada on wyłączność na oferowanie wielu gier hazardowych. Oferuje gry liczbowe stacjonarnie i online (lotto), gry sportowe (zakłady bukmacherskie), gry kasynowe online, bingo oraz zdrapki.

    Aby zostać klientem Norsk Tipping, musisz mieć ukończone 18 lat i posiadać:

    • ważny numer dowodu osobistego lub numer ID,
    • numer telefonu komórkowego,
    • numer konta (którego jesteś właścicielem),
    • BankID.

    Te zasady powodują, że nie ma żadnej możliwości, by zagrać online w Norwegii, będąc obywatelem polskim i logując się z Polski.

    Karta gracza

    Takie obostrzenia powodują też, że gracze norwescy mają coś, co można by określić „kartą gracza” – jest to właśnie wyżej wspomniany numer, który trzeba podać za każdym razem, gdy chce się skorzystać z rozrywki, którą jest Lotto, zdrapki, zakłady bukmacherskie czy choćby kasyno internetowe. Bez jego podania żadna gra nie jest możliwa. W efekcie oznacza to też, że każdy z Norwegów ma swoje konto do gier hazardowych, które jest zindywidualizowane i którego używa, bez względu na to, czy gra stacjonarnie, czy online − i które jest do niego przypisane. Tym samym, dzięki istnieniu przypisanego, zindywidualizowanego konta, wiadomo, w jakie gry Olaf czy Olle gra, ile na nie wydaje oraz czy przypadkiem nie traci nad tym kontroli (informacje te gromadzone są w jednym miejscu). A wszelkie regulacje, także te mające na celu ochronę gracza, są spójne i konsekwentne oraz jednolite – bez względu na to, o jakich grach hazardowych mówimy. W to bowiem m.in. wchodzi także przestrzeganie limitów środków finansowych, jakie przeznacza się na granie – a warto dodać, że istnieje tylko jeden limit, ustalony przez państwo odgórnie, obowiązujący w rozliczeniu miesięcznym i przekroczenie go uniemożliwia dalsze granie w jakąkolwiek grę.

    Porównując to rozwiązanie z polskimi realiami, warto wspomnieć, że „kartą gracza” dysponują klienci Totalizatora Sportowego, uprawiający gry na automatach. W pozostałe gry w Polsce – w kasynach, w kolekturach, w punktach naziemnych zakładów bukmacherskich – gra się właściwie anonimowo (w kasynie trzeba się wylegitymować z dowodu osobistego, ale nic poza tym). Wykluczone z anonimowości jest jedynie granie na legalnych stronach online, głównie u operatorów zakładów bukmacherskich oraz jednego legalnego w Polsce kasyna online. Jednak czym innym jest nie być anonimowym, a czym innym używać spersonalizowanej, indywidualnej karty gracza. W przypadku zakładów bukmacherskich online i kasyna online ma miejsce po prostu proces rejestracji – z podaniem danych ze swojego dowodu osobistego. I dzieje się tak każdorazowo – ponieważ różne strony są prowadzone przez różnych operatorów, u których proces ten przebiega według tych samych reguł.

    Co więcej, w Polsce, bez zmian prawnych i systemowych, wprowadzenie karty gracza na ten moment nie byłoby możliwe, ponieważ na rynku – poza spółką skarbu państwa, którą właśnie jest wspomniany Totalizator, działa 28 podmiotów3, z czego część ze sobą stale rywalizuje, a część w ogóle nie jest zainteresowana żadnymi działaniami z obszaru odpowiedzialnej gry, poza tymi, które na nich wymusza ustawa. Tymczasem trzeba byłoby znaleźć rozwiązanie, na które wszystkie te firmy chciałyby się zgodzić.

    Automaty i kasyna

    Kolejna różnica między Polską a Norwegią dotyczy miejsc gier, w których spotkać możemy gry należące do tzw. twardego hazardu – chodzi o miejsca, w których znajdują się automaty, czyli tzw. jednoręcy bandyci. Przypomnijmy, że automaty – z racji swoich strukturalnych cech, do których należy choćby szybkie tempo gry, proste zasady gry, nieregularne wzmocnienia czy prawie wygrana – należą do najbardziej uzależniającej rozrywki wśród wszystkich gier hazardowych.

    Jak ten problem został rozwiązany? Co zrobili Norwegowie, by go rozwiązać i zmniejszyć liczbę osób uzależnionych?

    Po pierwsze – zakazali istnienia kasyn stacjonarnych. W Norwegii nie istnieją więc takie miejsca gry, które byłyby choćby odpowiednikiem czegoś, co w Polsce jest znane od lat (aktualnie mamy w kraju 49 tego typu ośrodków gry4) i posiadają w swojej ofercie ruletkę, gry karciane czy wspomniane automaty; najczęściej będąc czynnymi całą dobę.

    Po drugie − już w 2002 roku norweskie władze rozpoczęły prace nad ograniczeniem liczby automatów do gier. Jeden z oficjalnie podanych powodów ograniczenia brzmiał: liczba osób uzależnionych od hazardu rosła niemal proporcjonalnie do liczby automatów. W efekcie, w lipcu 2007 roku w Norwegii zakazano w ogóle używania automatów do gry. A w 2009 roku rząd ponownie wprowadził inter- aktywne terminale wideo (IVT), ale o mniejszym negatywnym wpływie na środowisko. Urządzenia te mają globalny ustawowy limit maksymalnej straty w ciągu dnia i miesiąca oraz wymagają od użytkowników rejestracji i ustalenia osobistego limitu.

    Osobą, która rozpoczęła tę reformę, był burmistrz Drammen, Tore Opdal Hansen – to on był jednym z tych, którzy przejęli inicjatywę w usunięciu automatów. Burmistrz rozpoczął kampanię, aby same gminy mogły zdecydować, czy chcą wdrożyć automaty do gry. Był inicjatorem tzw. buntu burmistrzów, w ramach którego 148 burmistrzów5 kraju zjednoczyło się pod żądaniem, aby sami mogli decydować, czy chcą mieć automaty do gry na terenie swojej gminy, a jeśli tak, to w jakim zakresie. Wysłał e-maile do wszystkich burmistrzów kraju − było to w czasach, gdy 70 tys. Norwegów było uzależnionych od hazardu. Ostatecznie aż 210 burmistrzów poparło Opdala Hansena.

    W Polsce, jak wiele osób może pamiętać, likwidację punktów z automatami rozpoczęto w 2009 roku – były to punkty, nad którymi państwo nie miało ówcześnie żadnej kontroli (m.in. można było tam pić alkohol, wstąpić z osobą niepełnoletnią etc.) W ich miejsce, po 2015 roku zaczęto otwierać objęte nadzorem Totalizatora Sportowego (czyli spółki skarbu państwa) salony z automatami. Granie tam podlega obostrzeniom – trzeba ustalić limit środków oraz czas spędzany na grze, trzeba się zarejestrować z dowodu osobistego. W tej chwili jest ich już prawie 21006.

    Karta gracza i limity

    Wspomniana wcześniej karta gracza, jest niezwykle ważnym narzędziem stosowanym do profilaktyki i przeciwdziałania uzależnieniu od hazardu. Mówią o tym choćby badacze z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w swoim raporcie z badań poświęconych analizie prawnych rozwiązań na świecie – rekomendując ją jako rozwiązanie korzystne dla polskiego systemu. Dlaczego karta gracza jest tak ważna? Bo to właśnie dopiero z nią można wprowadzić skuteczne zasady odpowiedzialnego grania i skuteczne do ich realizacji narzędzia.

    Tymi narzędziami są po pierwsze limity – limity czasu oraz limity środków finansowych przeznaczanych na grę. W Polsce znów istnieje obowiązek nakładany na gracza, by ten, w momencie rejestracji, ustalił właśnie wspomniane własne indywidualne limity. W praktyce jednak ten zapis nie działa, ponieważ – przykładowo limitem dziennym, jaki można sobie ustalić, jest 23 godziny i 59 minut, a limit finansowy może obejmować – przykładowo – 300 tys. zł. Poza tym, u każdego z operatorów można ustalać zupełnie różne limity i przekraczając je w jednym miejscu, nadal można zachować je na grę w innym. W Norwegii wygląda to zupełnie inaczej. Całkowity limit na gry – jak już wspominano − jest odgórny i obejmuje wszystkie zarejestrowane gry w Norsk Tipping, niezależnie od tego, czy grasz online, czy stacjonarnie. Z uwagi na to, że każdy Norweg ma swoją kartę gracza, do której przypisane są wszystkie gry, limit jest jeden. Najnowsze badania pokazują, że to najmłodsi są najbardziej narażeni na problemy z hazardem, dlatego w 2023 roku dla graczy w wieku 18-20 lat wprowadzono limit strat w wysokości 2000 koron miesięcznie. A od 1 lutego 2025 roku gracze w wieku od 20 do 24 lat również otrzymali nowe maksymalne limity strat. Zostały one podzielone na dwa poziomy: 20−21 lat − 3000 koron, 22−24 lata – 5000 koron.

    I tak, wedle wieku, limit przyznawany jest w następujący sposób:

    • 18 i 19 lat: 2000 koron – równowartość 720 złotych,
    • 20 i 21 lat: 3000 koron − równowartość 1000 złotych,
    • 22–24 lata: 5000 koron − równowartość 1800 złotych,
    • 25 lat i więcej: 20 000 koron − równowartość 7200 złotych7.

    Od dawna wiadomo, że skutecznym narzędziem z obszaru odpowiedzialnej gry jest tzw. przerwa w grze. Przerwa ma na celu wybicie gracza z ciągu grania, wymuszenie wyjścia z gry i swoiste „otrzeźwienie”. Nie dziwi więc, że w norweskim internetowym kasynie po godzinie każdy gracz musi odbyć obowiązkową piętnastominutową przerwę. Ten więc, kto gra w KongKasino, Flax, Yezz! i Bingoria – czyli gry, które mają wyższy potencjał uzależniający, gry kasynowe, online − musi zrobić obowiązkową przerwę, jeśli gra dłużej niż godzinę8. Dotyczy to również Multix i Belago. Ale gracz może też zrobić przerwę w grze sam – ustalając to formalnie i wybierając okres trwania przerwy: na 1 dzień (24 godziny), 7 dni, 30 dni, 180 dni lub do wybranej daty zakończenia, maksymalnie do jednego roku. A ponieważ Norwedzy mają wszystko dobrze policzone, przeanalizowane oraz sprawdzone, wiedzą też, że wśród ich graczy przerwy w grze to popularny wskaźnik oddziaływań profilaktycznych. Dane z 2024 roku pokazują, że przerwy trwające 1 dzień − wykorzystano 113 tys. razy, 7 dni – 45 tys. razy, 30 dni – 48 tys. razy, 180 dni – 42 tys. razy. Dodatkowo wykorzystano 86 tys. przerw o dowolnej długości.

    Jeśli natomiast gracz chce nie tylko zrobić sobie przerwę, ale w ogóle uniemożliwić sobie granie na swoich urządzeniach elektronicznych, to może zamontować sobie aplikację Gamban9. Norsk Tipping zachęca swoich klientów za pośrednictwem wielu informacji i udogodnień do korzystania z tej możliwości. Po pierwsze, Gamban wymaga licencji, a tę klient otrzyma bezpłatnie od Norsk Tipping i może korzystać z niej przez okres do 5 lat za darmo. Aplikacja ta pomaga skutecznie zerwać z graniem online, ponieważ blokuje dostęp do ponad 60 tys. witryn i aplikacji hazardowych na całym świecie. Dostępna jest dla wszystkich systemów − Windows, MacOS, iOS i Android. System Gamban można zainstalować na maksymalnie 15 urządzeniach.

    Komunikacja z graczem

    Zaskakująca dla polskiego odbiorcy może być norweska polityka komunikacji z graczem dotycząca tego zachowania. Przy każdej z gier na stronie internetowej Norsk Tipping jest wyraźna informacja (napisana odpowiednio dużą czcionką) dotycząca prawdopodobieństwa wygranej. Przykładowo – na zdrapkach napis brzmi: Szansa na wygranie głównej nagrody wynosi 1:400 000.

    Norsk Tipping oferuje także coś, co można nazwać „księgowością gry”. Gracze mogą łatwo sprawdzić, ile pieniędzy wykorzystali na hazard (w tym na jaką grę) w ciągu ostatniego tygodnia, miesiąca czy roku – nawet więc, gdyby klienci chcieli uniknąć myślenia o tym, ile stracili, to i tak otrzymają widoczne powiadomienia na ten temat.

    Istnieje także specjalna aplikacja, która nazywa się Spillepuls10 (po polsku Puls Gry). Jest to aplikacja, która śledzi zachowania gracza w czasie rzeczywistym, analizuje je, ocenia podejmowane przez gracza ryzyko (zależnie od wyboru gier, spędzanego na grach czasu, wydatków), a następnie wysyła mu specjalne powiadomienia, które mają na celu ostrzeżenie go oraz zmotywowanie do zmiany. Aplikacja głównie informuje o zmianach w zachowaniu gracza, ostrzega, motywuje do refleksji. Narzędzie to zapewnia także przegląd i kontrolę nad nawykami i zachowaniami związanymi z graniem. Ocena ryzyka uwzględnia bowiem historię gier, sięgającą pięciu tygodni wstecz. Jesienią 2022 roku NT otrzymało za tę aplikację nagrodę EL Innovation Awards.

    Jak pisze Sylwia Skorstad, narzędzie to wspiera graczy, by gra nie wymknęła im się spod kontroli – a gdy klient zacznie grać bardziej ryzykownie „na ekranie jego telefonu lub komputera pojawia się informacja: „Cześć Oskar, mamy dla ciebie wiadomość”. Jeśli ją otworzy, widzi kolejną: „Cześć, gotowy odpowiedzieć na pytanie? Czy w ciągu ostatnich miesięcy grałeś… ?”. Oskar ma do wyboru trzy odpowiedzi: więcej, tyle samo i mniej. Bez względu na to, co wybierze, zobaczy swój spersonalizowany wykres wydatków w ostatnim okresie, z zaznaczeniem tendencji i porównaniem średnich wartości w jego grupie wiekowej. Oskar może więc się przekonać, że jego przeciętny równolatek wydaje miesięcznie na przykład 80 euro, podczas gdy on w ciągu ostatnich trzech miesięcy zwiększył wydatki ze 150 do 250 euro. W kolejnym kroku Puls Gry proponuje mu obniżenie granicy miesięcznych wydatków do konkretnej kwoty. Na tym etapie większość graczy wybiera obniżenie limitu, za co otrzymuje graficzną pochwałę. Ponieważ ryzyko zwiększenia wydatków na hazard rośnie po wygranych, Puls Gry od razu wkracza do akcji. Jeśli Oskar wygra więcej od przeciętnej, widzi na ekranie wiadomość: „Gratulacje! Wygrałeś 78 euro! Ile chcesz przelać na swoje konto bankowe?”. System sugeruje mu przetransferowanie całej kwoty. Kiedy pieniądze są na koncie, ryzyko iż Oskar wyda je na hazard, znacząco maleje”11.

    I wreszcie program osobistych interwencji. Czym jest? Wyspecjalizowaną formą reagowania w sytuacji, gdy gracz zaczyna przegrywać za dużo. Ten program jest prowadzony już kilka lat – i polega na bezpośrednim kontakcie z graczem. Początkowo był on realizowany jako pilotaż – pierwszy wybór padł na ponad 100 osób, które w ostatnim roku przegrały w Norsk Tipping najwyższe kwoty. Konsultanci przeszkoleni z dialogu motywującego wykręcali ich numer, pytali, czy chcą rozmawiać i czy chcą poznać rzeczywistą kwotę przegranych za ubiegły rok. Z czasem zaś stał się codzienną praktyką – firma zaczęła go rozwijać. Osób, które w efekcie zrezygnowały z grania było niewiele, poniżej 1%. Ale wiele z nich zmieniało swoje nawyki i zachowania podczas gry.

    Jak to wygląda dziś? Wyszkoleni w Norsk Tipping konsultanci wybierają numer telefonu do takiego klienta, a następnie zachęcają do autorefleksji, analizy oraz użycia narzędzi do kontrolowanego grania lub motywują do podjęcia terapii bądź zaprzestania grania. Pięciu pracowników wykonuje od 3 do 400 telefonów w miesiącu, kontaktując się z graczami, którzy znaleźli się w grupie wysokiego ryzyka. W rozmowie pada pytanie o wspomnianą już wielkość przegranych w ostatnim roku – najczęściej klient ma problem z odpowiedzią, więc pracownik podaje dokładną kwotę. Skutek? 80% rozmówców deklaruje, że chce zniwelować problem.

    Warto zaznaczyć, że w polskim systemie żadne ze wspomnianych rozwiązań nie istnieje – ani aplikacja Gamban, ani przerwy wymuszone w czasie gry, tak jak limity odgórne. Nie ma też informacji o prawdopodobieństwie wygranej, aplikacji ostrzegającej przed ryzykownym zachowaniem czy interwencjami ze strony operatora gry.

    Pracownicy polskich firm hazardowych, którzy uczestniczyli w prowadzonym przeze mnie szkoleniu z odpowiedzialnej gry, słysząc o norweskich interwencjach bezpośrednich, podkreślali, że polski gracz prawdopodobnie zareagowałby złością na taki telefon – czułby się kontrolowany i inwigilowany. Czy tak byłoby w rzeczywistości? Nie wiemy, bo nikt tego nie sprawdził.

    Hazard nielegalny online

    Norwegowie są narodem wiernym swojemu krajowi i rzadko korzystają z gier nielegalnych, oferowanych na zagranicznych stronach internetowych. Poza tym w odpowiedzi na rosnące wykorzystanie platform międzynarodowych, Norweski Urząd ds. Gier Hazardowych rozpoczął w styczniu 2024 roku egzekwowanie blokowania DNS. Pozwoliło to władzom ograniczyć dostęp do niektórych domen na poziomie dostawcy usług internetowych (ISP) – w zasadzie odcinając norweskich użytkowników od nielicencjonowanych witryn.

    Jak mówiła na początku tego roku była już prezes Norsk Tipping, Tonje Sagstuen: Ponad dziewięć na dziesięć koron, którymi Norwegowie grali w zeszłym roku, zostało wydanych w ramach regulowanej części rynku. Ponad 2,3 mln klientów wybrało w zeszłym roku grę w Norsk Tipping, a zdecydowana większość wybrała gry loteryjne. Nielegalna reklama zniknęła z telewizji, a blokowanie DNS zaczyna działać. To stwarza dobre warunki do aktywnego działania na rzecz zapobiegania problemom z hazardem, zgodnie z celem regulacji12.

    Co ważne, norweskie banki nie mogą przelewać pieniędzy na konta prywatnych spółek oferujących gry hazardowe. A i sami Norwegowie są zobligowani do płacenia w kraju podatków od wygranych w zagranicznych kasynach. Jak jeszcze radzą sobie z nielegalnym hazardem? W sposób, który w Polsce mógłby się wydać kontrowersyjny: Norsk Tipping śledzi bowiem ofertę kasyn online i dostosowuje swoją ofertę do tej istniejącej nielegalnie, udostępniając klientom podobne gry, które jednocześnie wiążą się z mniejszym ryzykiem pojawienia się problemu uzależnienia.

    Norwegia nie chce wpuścić na rynek operatorów zagranicznych (czego dokonała Szwecja), za co jest powszechnie, na wielu międzynarodowych branżowych portalach internetowych, atakowana – jest nazywana „przestarzała”, „archaiczna”.

    Ale prawda chyba jest odmienna − polityka norweska konsekwentnie nie popularyzuje hazardu, a także w żadnym stopniu nie nagradza zachowań hazardowych i do nich nie zachęca. Już wiele lat temu zakazała programów VIP, programów lojalnościowych i bonusów, które namawiają do obstawiania meczy czy grania. (Po rozpoczęciu meczu na żywo nie można także obstawiać zakładów sportowych). A w kasynie internetowym nie oferuje się żadnych prezentów powitalnych czy gratisowych zakręceń kołem. Tymczasem te elementy marketingu w Polsce są codziennością – wystarczy wejść na jakąkolwiek stronę internetową zakładów bukmacherskich, by się o tym przekonać.

    Co więcej, wydaje się, że Norwegia nie potrzebuje oferty zagranicznych firm na swoim rynku.

    Wymienione na początku tego artykułu zapisy z norweskiej ustawy hazardowej określające jako pierwszy cel przeciwdziałanie uzależnieniu od hazardu, są traktowane serio. Nie tylko bowiem gracze mogę otrzymać wyspecjalizowaną pomoc, ale także ich rodziny. Na stronie Norsk Tipping znajduje się przekierowanie na Błękity Krzyż13, który prowadzi infolinię, będącą ważną niskoprogową ofertą pomocową dla graczy i ich bliskich. Usługa ma zasięg ogólnopolski, jest bezpłatna i łatwo dostępna, z możliwością kontaktu telefonicznego i online. Jeśli chce się wziąć udział w trzymiesięcznym programie, to należy się zapisać. Dla rodzin jest program obejmujący 12 cotygodniowych telefonów. Oferta nie wymaga skierowania; osoba rejestruje się za pośrednictwem strony internetowej Blue Cross.

    Pytaniem otwartym na koniec pozostanie: czy, a jeśli tak, to jakie elementy polityki norweskiej można by zaimplementować w Polsce? Wydaje się, że panująca na rynku konkurencyjność i walka o gracza pomiędzy wieloma podmiotami może – bez interwencji państwa – nigdy na to nie pozwolić. Głównym i powtarzającym się argumentem, jaki słyszałam przez osiem lat prowadzenia szkoleń dla firm hazardowych, był taki, że wdrażanie odpowiedzialnej gry może spowodować utratę klientów. A z tym argumentem Norsk Tipping nie musi się borykać, ponieważ jest monopolistą.

  • Regulacje prawne chroniące dzieci i młodzież przed uprawianiem hazardu stają się coraz bardziej potrzebne

    Najnowsze badania Fundacji CBOS1 informują, że aż 35 319 Polaków uprawia patologiczny hazard – co oznacza, że w ciągu ostatnich pięciu lat liczba osób grających patologicznie wzrosła o 30%. I co ważne: młody, relatywnie nisko wykształcony mężczyzna – to profil gracza w największym stopniu zagrożonego uzależnieniem od hazardu. Aż 24,2% osób poniżej 18. roku życia gra w sposób ryzykowny.

    Nie bez przyczyny podwyższenie minimalnego wieku gracza do 21 lat było jedną z rekomendacji naukowców z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w badaniach „Prawo wobec hazardu – przegląd literatury i regulacji prawnych w wybranych krajach świata”2.

    Jak piszą prof. Łukasz Wieczorek i prawnik Tomasz Bednarczyk: − Patrząc z perspektywy neurobiologicznej, funkcje wykonawcze mózgu rozwijają się w okresie młodej dorosłości (18-25 lat), co może przemawiać za tym, że legalny wiek dostępności może być zbyt niski, aby chronić nastolatków i młodych dorosłych przed niebezpiecznymi zachowaniami.

    Jest to ważna wskazówka – patrząc na realizowane od 2011 roku regularnie co 4 lata badania Fundacji CBOS pt. „Oszacowanie rozpowszechnienia oraz identyfikacja czynników ryzyka i czynników chroniących hazardu i innych uzależnień behawioralnych”, widzimy, że od kiedy zostały one zrobione po raz pierwszy, powtarza się informacja o tym, że – spośród wszystkich grup wiekowych to w grupie osób w wieku 15–24 lata jest najwyższy odsetek osób uzależnionych od hazardu.

    Powtarza się także informacja o tym, że w gry hazardowe grają osoby niepełnoletnie (w 20123 − 2,4%; w 2019 roku4 – 33,8%; w 2024 roku5 – 33,5%)6. A zagrożonych uzależnieniem od hazardu osób w tym wieku jest 12,3% (2012), 27,5% (2019) oraz 24,2% (2024).

    Dane potwierdzające fakt, że dzieci i młodzież grają, znajdziemy w kilku raportach z badań z ostatnich lat. W badaniach Młodzież 20217 odsetek osób grających w internecie w porównaniu do roku 2018 wzrósł z jednego do trzech, a blisko jedna piąta młodzieży ma za sobą doświadczenia gry na pieniądze.

    Polskie badanie ESPAD 20198 dodaje informacje o tym, że w gry hazardowe, chociaż raz kiedykolwiek w życiu grało 18,2% badanych piętnasto- i szesnastolatków oraz 21,4% siedemnastolatków i osiemnastolatków. Natomiast w czasie ostatnich 30 dni przed badaniem w grach hazardowych uczestniczyło 5,5% uczniów w wieku 15–16 lat i 7,9% uczniów w wieku 17–18 lat. W obu badanych kohortach rozpowszechnienie grania w gry hazardowe jest większe wśród chłopców niż wśród dziewcząt.

    To zjawisko nie dotyczy tylko Polski. Jest znakiem czasów – nigdy bowiem w historii świata hazard nie był tak łatwo dostępny i tak powszechny. Autorzy europejskiego raportu badań ESPAD podkreślają, że odpowiada za to wysoki stopień normalizacji hazardu w społeczeństwach i kultura hazardu w środowisku rodzinnym. To one zostały uznane za ważne czynniki wpływające na wczesną inicjację w gry hazardowe i rozwój hazardu problemowego u młodych ludzi.

    Jak piszą jego autorzy − hazard na pieniądze stał się popularną aktywnością wśród uczniów szkół w całej Europie: aż 22% respondentów zgłosiło, że uprawiało hazard, grając w co najmniej jedną grę w ciągu ostatnich 12 miesięcy (głównie loteriach), a 7,9% uczniów grało w gry hazardowe online w tym okresie. Narzędzie przesiewowe użyte w badaniu mające na celu oszacowanie, jaki odsetek młodzieży ma już problem z hazardem, wykazało, że średnio jest to 5% uczniów.

    Uzależnienie od hazardu u nastolatków w Polsce

    Nikt nigdy w Polsce nie robił badań podłużnych w kontekście uprawiania gier na pieniądze. Zatem jedynie hipotezą może być to, że młodzi ludzie mają kontakt z grami na pieniądze jeszcze przed uzyskaniem pełnoletniości, przez to szybciej i częściej angażują się w hazard, a także… od niego się uzależniają? A może w dorosłość wchodzą już uzależnieni? I czy w ogóle możemy mówić o tym, że młodzi ludzie już na tym etapie wykazują symptomy uzależnienia?

    Wedle badań ESPAD 2019 w młodszej kohorcie uczniowie, których według wyników testu przesiewowego LIE/Bet można było zaliczyć do grona graczy problemowych, stanowili 1,3% badanych, zaś w starszej – 1,2%.

    Dla porównania – w różnych krajach przedstawiało się to następująco: występowanie problemowego hazardu w Holandii, Niemczech, Austrii, Islandii, Hiszpanii, Malcie i Estonii dotyczyło mniej niż 1% uczniów. Częstość występowania problemu u więcej niż 2% występowała w Czarnogórze, Rumunii, na Wyspach Owczych, w Bułgarii i na Cyprze9.

    W badaniach Młodzież 2021 statystki są jeszcze bardziej niepokojące – mowa jest to tym, że aż 10% chłopców wykazuje objawy uzależnienia. We wszystkich badaniach powtarza się też informacja, że problem i zjawisko dotyczy chłopców – dziewczęta nie grają w gry na pieniądze prawie wcale.

    Prawo hazardowe a osoby niepełnoletnie

    Co mówi o graniu przez osoby niepełnoletnie polskie prawo? Przede wszystkim firmom oferującym gry na pieniądze narzuca obowiązek dopilnowania tego, by uniemożliwić dzieciom i młodzieży grę. Mówi o tym wprost art. 27 ustawy o grach hazardowych:

    1. Wstęp do ośrodków gier oraz do punktów przyjmowania zakładów wzajemnych dozwolony jest dla osób, które ukończyły 18 lat.
    2. W grach hazardowych, z wyjątkiem loterii fantowych oraz loterii promocyjnych, mogą uczestniczyć wyłącznie osoby, które ukończyły 18 lat.
    3. Podmioty urządzające gry hazardowe i prowadzące działalność w tym zakresie są obowiązane do umieszczenia w widoczny sposób przed wejściem do miejsca urządzania gier oraz w miejscu urządzania gier lub sprzedaży dowodów udziału w grach informacji o zakazie uczestniczenia w grach osób, które nie ukończyły 18. roku życia.
    4. W przypadku wątpliwości co do wieku uczestnika gry hazardowej, osoba kierująca ośrodkiem gier lub przez nią upoważniona, osoba sprzedająca losy lub inne dowody udziału w grach losowych oraz osoba przyjmująca zakłady wzajemne jest upoważniona do żądania okazania dokumentu potwierdzającego tożsamość i wiek uczestnika gry hazardowej10.

    Jakie kary prawo przewiduje dla firm, które nie dopilnowały tego obowiązku i dopuściły do gry osoby nieletnie? Przede wszystkim finansowe. Ale także dotyczące cofnięcia koncesji lub zezwolenia – ustawa mówi o tym w par. 59 w punkcie 6: cofnięcie to następuje w efekcie dwukrotnego stwierdzenia uczestnictwa w grach hazardowych osoby poniżej 18. roku życia, w tym samym ośrodku gier lub punkcie przyjmowania zakładów wzajemnych.

    W skrajnych przypadkach, gdy nieletni uzyska dostęp do produktów hazardowych i popadnie w problemy finansowe lub emocjonalne, operatorzy mogą być obciążeni odpowiedzialnością cywilną.

    Jednak prawo nie pomoże w sytuacji, gdy niepełnoletni prosi dorosłego o to, by ten kupił mu los lub obstawił za niego zakład, a ten to zrobi. Nic nie zrobi także wówczas, gdy do gry będzie zachęcał rodzic – np. poprzez kupienie zdrapki lub prośbie, by to dziecko wytypowało „szczęśliwe cyferki” w danej grze. Wspominam o tym, ponieważ nieraz na szkoleniach z profilaktyki uzależnienia od hazardu, które prowadziłam dla pracowników firm hazardowych, słyszałam, że tak się dzieje.

    W kontekście roli dorosłych opiekunów czy w ogóle dorosłych, którzy pozwalają lub zachęcają niepełnoletnich do gry: odpowiedzialnością karną są także obciążeni sami grający − zgodnie z Kodeksem karnym skarbowym, odpowiedzialności karnej skarbowej podlega ten, kto uczestniczy w grze hazardowej, urządzanej lub prowadzonej wbrew przepisom ustawy lub warunkom koncesji lub zezwolenia − tu konsekwencją jest kara grzywny do 120 stawek dziennych.

    Grają we wszystko: od Lotto do salonów na automatach

    W jakie gry grają nastolatki? Właściwie we wszystkie. Jak piszą autorzy badania Młodzież 2021: Najpopularniejszą wśród młodzieży grą o charakterze hazardowym niezmiennie pozostaje Lotto, w które mniej lub bardziej regularnie grywa w sumie 22% badanych. Uwagę zwraca jednak fakt, że – pomimo generalnie dość niskiego na tle innych gier poziomu zainteresowania – relatywnie najwyższe odsetki deklaracji regularnej gry (co najmniej raz w tygodniu) notujemy w przypadku „twardego hazardu” – gier na pieniądze w internecie oraz zakładów bukmacherskich.

    Badanie Młodzież 2021 pokazuje kolejno niepokojące dane: co najmniej raz w tygodniu lub częściej 1% młodzieży gra w Keno i Multi Mulit oraz inne gry liczbowe, 2% w Lotto, także 2% gra na automatach o niskich wygranych, 3% obstawia zakłady bukmacherskie, a 4% gra w internecie.

    Jedynym miejscem, w jakim nie pojawiają się młodzi, są stacjonarne kasyna – nie ma bowiem mowy w badaniach o tym, żeby grali w takich miejscach. Paradoksalnie dzieje się tak tylko dlatego, że tradycyjne kasyna są monitorowane, nie można do nich wejść bez okazania dowodu tożsamości, a także jest ich w Polsce stosunkowo mało (liczba koncesji z roku na rok utrzymuje się na poziomie 48–52 kasyna, przy czym w niektórych miastach jest po 5–6 takich obiektów, co oznacza, że obiektywnie dostęp do kasyn jest bardzo utrudniony).

    Jednak podobnie – tylko za okazaniem dowodu tożsamości, można grać w legalnie działających salonach z automatami o niskich wygranych. Te miejsca są bowiem objęte monopolem państwa i także są monitorowane. Nie ma więc możliwości, by ktokolwiek wpuścił do takiego lokalu nastolatka. Jak zatem jest możliwe, że aż 3% niepełnoletnich miało kontakt z tą rozrywką? Możemy przypuszczać, że po prostu grają nielegalnie – w punktach, które rozpoznać możemy po charakterystycznych świecących się napisach w nocy typu „777”, „OPEN NON STOP”. Tam bowiem nikt nie sprawdza, czy ma się dowód osobisty. Potwierdzają to doniesienia w mediach – na przykład: Lubelscy funkcjonariusze działu kontroli celno-skarbowej rynku zlikwidowali kolejne dwa lokale, w których potajemnie odbywał się hazard (jeden w Chełmie, drugi na terenie powiatu). Z obu zabezpieczyli 7 nielegalnych automatów do gier, tzw. jednorękich bandytów. Z lokalu w powiecie wynieśli jedynie maszyny, w miejskiej „dziupli” nakryli na graniu za pieniądze małoletnich, w związku z czym na miejsce wezwali patrol policji11.

    Popularność Lotto oraz innych produktów Totalizatora Sportowego typu zdrapki czy Keno można tłumaczyć faktem, że tego rodzaju gry kupują i udostępniają dzieciom dorośli, traktujący je – stereotypowo – jako gry, które nie są hazardem. O popularności tych gier wśród młodzieży mówiły już badania wcześniejsze, zrealizowane przez Jolantę Jarczyńską w 2016 roku. Autorka wspomina, że największy odsetek badanej młodzieży przynajmniej raz w życiu grał właśnie w gry losowe typu zdrapki (76,0%), a znaczny odsetek badanych (63,0%) brał także udział w grach typu Lotto lub w innych grach liczbowych i zakładach pieniężnych.

    Kto gra częściej – chłopcy czy dziewczęta?

    Według badań Młodzież 2021 w hazardzie zdecydowanie chętniej uczestniczą chłopcy niż dziewczęta – ogółem grę podejmuje (niezależnie od częstości) 51% chłopców i 34% dziewcząt, a co najmniej raz w tygodniu gra na pieniądze 12% chłopców i jedynie 3% dziewcząt. Aktywnościami, w przypadku których różnica pomiędzy płciami jest szczególnie widoczna, są gry na pieniądze w internecie i naziemne zakłady bukmacherskie, zdecydowanie chętniej wybierane przez chłopców niż przez dziewczęta. Przynajmniej od czasu do czasu na pieniądze w internecie gra więcej niż co czwarty chłopak (27%), a zakłady bukmacherskie poza internetem zawiera co piąty (21%); w obu przypadkach tego rodzaju aktywność podejmuje jedynie 5% dziewcząt.

    Podobne informacje płyną z badań ESPAD 2019 − rozpowszechnienie grania w gry hazardowe jest większe wśród chłopców niż wśród dziewcząt. Największe różnice występują w przypadku grania w czasie ostatnich 30 przed badaniem. Odsetki grających chłopców są tu przeszło 4 razy większe niż odsetki grających dziewcząt, podczas gdy w przypadku grania kiedykolwiek w życiu analogiczne odsetki wśród chłopców są trzykrotnie większe.

    Hazard w wersji demo − online

    W internecie istnieją kasyna wirtualne, oferujące gry hazardowe za darmo, w których udział nie wymaga rejestracji ani logowania. Podobnie jak w 2019 roku możliwość grania w takie gry znana jest blisko jednej trzeciej Polaków w wieku 15+.

    CBOS podkreśla, że w stosunku do 2019 roku ponad dwukrotnie wzrosła popularność internetowego hazardu w tzw. wersji demo (bez rejestracji ani logowania). A udział w tego rodzaju grach hazardowych w wirtualnych kasynach w ciągu ostatnich 12 miesięcy przed badaniem skorelowany jest z problemową grą.

    W tego rodzaju gry mogą grać niepełnoletni – szczególnie, że granie w wersje demo nie wymaga inwestowania pieniędzy.

    Dodatkowe światło na ten problem rzucają badania „Nastolatki w sieci hazardu”12, opublikowane w grudniu 2017 roku przez Fundację CBOS, w których analizowano granie w nieodpłatne i odpłatne gry demo. Jak piszą autorzy: w odpowiedzi na pytanie o kasyno, w którym zazwyczaj grają w darmowe gry, respondenci wymienili ponad 40 nazw portali internetowych poświęconych grom o charakterze hazardowym. Wśród nich wyróżnia się kilka, szczególnie popularnych w środowisku grających w darmowe gry nastolatków, są to przede wszystkim KasynoGry24.pl, Pokerstars i Casino Euro – z oferty każdego z nich korzysta co dziesiąty respondent. Relatywnie większą na tle innych popularnością cieszą się też automatybarowe.pl, Pan Kasyno, Bet-at-Home, Energy Casino i darmowe-kasyno-gry.pl.

    Najczęściej grywają w te darmowe gry w kasynach internetowych wieczorami – tę porę na grę preferuje 64,1% badanych. Więcej niż co dziesiąty respondent (12,6%) gra w nocy; nieco częściej postępują tak chłopcy (14%) niż dziewczęta (10%). Szczególnymi zwolennikami grania w darmowe gry nocą są 16-latkowie, spośród których nocą grywa więcej niż co trzeci (37%). Deklaracje badanych wskazują, że darmowe gry w kasynie internetowym są najczęściej rozrywką indywidualną – zdecydowana większość respondentów gra samotnie (74,7%). Deklaracje respondentów wskazują, że jednorazowo gra w darmowe gry w kasynie internetowym zajmuje im najczęściej jedną lub dwie godziny (przeciętny czas trwania gry to 1 godzina 53 minuty).

    Gry na pieniądze online

    Według badań „Nastolatki w sieci hazardu” wirtualnymi kasynami cieszącymi się największą popularnością wśród nastolatków grających w internecie w gry hazardowe za prawdziwe pieniądze są: Casino Euro, Energy Casino, bet365, Pokerstars.com i Bet-at-Home. Preferencje nastolatków grających w wirtualnych kasynach za prawdziwe pieniądze odnośnie do typów gier są podobne jak w przypadku gier darmowych: najpopularniejszy jest poker i jego odmiany (41,3%), a na kolejnych miejscach plasują się sloty (34,7%) i ruletka (32,0%).

    Wynika z tego jednoznacznie, że młodzież gra w internecie – i najczęściej gra nielegalnie. Aż połowa z nich, pytana wprost o to, czy zmiana w ustawie hazardowej powodująca m.in. blokowanie stron z nielegalnym hazardem wpłynęła na to, że grają rzadziej lub że granie jest trudniejsze – odpowiada, że ani trudniejsza, ani łatwiejsza, a 37% uważa, że trudniejsza niż wcześniej lub wręcz niemożliwa.

    Jednocześnie młodzi wiedzą, że nie jest to aktywność, którą powinni się chwalić swoim rodzicom – prawie 70% z nich na pytanie, czy o graniu w hazard wiedzą ich rodzice, odpowiada − nie. Jednak na pytanie, jak właściwie udało się im zarejestrować i grać, odpowiadają, że z jednej strony „poradzili sobie sami”, z drugiej jednak pomogła im osoba pełnoletnia spoza rodziny.

    Co ich motywuje? Odpowiedzi padają różne, ale duże znaczenie ma wpływ grupy rówieśniczej:

    • interesowała mnie gra, bo moje ziomki w to grali i spodobało mi się to,
    • zacząłem grać z przyjaciółmi – oni mnie do tego zachęcili, mają ciekawy sposób działania stron – jest łatwy i przyjemny,
    • bo to są najpopularniejsze wirtualne kasyna wśród moich znajomych i od nich zacząłem i gram w nich z przyzwyczajenia,
    • fajna grafika, polecił mi to kasyno mój kolega. Łatwa jest w nim nawigacja,
    • jest dużo bonusów. Łatwa rejestracja. Graficznie strona fajnie wygląda. Łatwo się tam gra,
    • jest ono bardzo łatwo dostępne na urządzeniach mobilnych. Dużo moich znajomych korzysta z tego kasyna,
    • otworzyło mi się za pierwszym razem, więc tam już wchodziłem; mój starszy brat też tam gra,
    • polecili mi je znajomi i można dostać dużo wirtualnych pieniędzy na samym starcie gry.

    A skąd biorą pieniądze na granie? Z kieszonkowego lub z wygranych.

    Po 8 latach od realizacji tego badania warto byłoby je powtórzyć – przez ten czas zmienił się bowiem rynek gier hazardowych (np. zablokowano już ponad 50 tys. nielegalnych stron hazardowych). Jednocześnie bardzo rozwinęła się technologia i reklama oraz różne sposoby zachęty do grania w internecie (Polska, tak jak wiele innych krajów, ma nadal ogromny problem z nielegalnym hazardem online).

    Wpływ rodziców na zainteresowanie hazardem u dzieci

    Wyniki zrealizowanego przez Fundację CBOS dla KBPN w latach 2011–2012 projektu badawczego „Oszacowanie rozpowszechnienia oraz identyfikacja czynników ryzyka i czynników chroniących w odniesieniu do hazardu, w tym hazardu problemowego (patologicznego) oraz innych uzależnień behawioralnych” jednoznacznie wskazywały, że jedną z istotnych przyczyn podejmowania gier o charakterze hazardowym (a w konsekwencji – ryzyka uzależnienia od nich) jest wczesny kontakt z tego typu aktywnością. Inaczej mówiąc, jeśli w dzieciństwie na co dzień widzimy wokół siebie bliskie osoby grające na pieniądze, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że z czasem sami zaczniemy grać. Tezę tę potwierdzają dane zebrane w badaniu „Nastolatki w sieci hazardu”. Otóż nastolatki grające obecnie w kasynach internetowych powszechnie miały w dzieciństwie kontakt z bliskimi osobami grającymi w gry o charakterze hazardowym – łącznie 92,0% spośród nich miało wówczas w swoim otoczeniu osoby grające w jakąś (przynajmniej jedną) grę na pieniądze. Najczęściej wskazywanymi w tym kontekście grami są gry liczbowe Totalizatora Sportowego (79,0%) i zdrapki (70,5%). Warto jednak zwrócić uwagę, że aż co czwarty grający obecnie w wirtualnych kasynach nastolatek miał w dzieciństwie w swoim otoczeniu bliskie osoby grające na automatach (22,5%), grające w karty na pieniądze (21,0%), zawierające zakłady bukmacherskie (20,0%) bądź grające w różnego typu gry na pieniądze w internecie (18,0%).

    Także Jolanta Celebucka podkreśla, że wśród czynników środowiskowych mających wpływ na nadużywanie hazardu przez dzieci i młodzież, najczęściej wymienia się modelowanie zachowań hazardowych rodziców i prezentowanych przez nich postaw:Fakt regularnej aktywności hazardowej rodziców 3-krotnie zwiększa prawdopodobieństwo ryzykownego grania u ich potomstwa, a jeśli rodzice grają patologicznie, to prawdopodobieństwo to wzrasta 10-krotnie. Wyniki badań pokazują też, że dzieci hazardzistów są 2-4 razy bardziej narażone na rozwój uzależnienia od hazardu, a hazardowe granie ojca zwiększa u dziecka ryzyko rozwinięcia się uzależnienia bardziej niż hazardowe granie matki13.

    Lootboxy

    Lootboxy to wirtualne skrzynki występujące w popularnych grach komputerowych. W skrzynkach tych znajdują się losowo wybrane wirtualne przedmioty, które mogą przydać się w grze. To, co otrzymamy, zależy – jak w grze hazardowej – od przypadku. Płacimy i czekamy na wynik, który nie zależy od nas.

    Lootboxy można kupić za realne pieniądze – zarówno za pomocą mikropłatności, jak i za pieniądze wirtualne, zdobyte w grze. Lootboxy według obowiązującego w Polsce prawa nie są traktowane jako gra hazardowa. Ale choć formalnie hazardem nie są, mogą prowadzić do rozwoju uzależnienia.

    Na portalu YouTube możemy obejrzeć szereg filmów pokazujących gracza, który zapłacił i obstawił wybrany Lootbox, a następnie czeka na wynik losowania – sekundy mijają, na ekranie widać (przykładowo) trzy wybrane skrzynki z ukrytą nagrodą. Napięcie rośnie – skrzynki obracają się na ekranie. Tak gracz, jak i jego obserwatorzy czekają na wynik. Emocje, a w chwili wygranej, ekscytacja, wręcz euforia ubarwiona okrzykami, sięgają zenitu. Problem związany z brakiem regulacji prawnych lootboxów podnoszą różne osoby ze środowisk związanych zawodowo z profilaktyką i terapią uzależnień oraz ochrony praw dziecka.

    Monika Horna-Cieślak, Rzeczniczka Praw Dziecka, 4 miesiące temu napisała do premiera Donalda Tuska: – Z niepokojem obserwuję doniesienia medialne na temat szerokiej i w zasadzie nieograniczonej możliwości nabycia przez dzieci w sieci tzw. lootboxów. Jest to niezwykle popularny, również wśród młodych, uzależniający proceder, który powszechnie uznawany jest za formę hazardu. Dodatkowo martwią mnie doniesienia na temat promowania go, głównie wśród dzieci, przez znanych polskich influencerów14.

    Doktor Bernadeta Lelonek-Kuleta podkreśla, że: − „Wplatanie” cech hazardowych w takie gry jest zarówno nieetyczne, jak i niebezpieczne dla nieświadomego tego gracza. Przede wszystkim zarówno gambling, jak i gaming bazują na tych samych mechanizmach behawioralnych w celu nagradzania gracza, a przez to zwiększenia motywacji do pozostawania przy grze. Efekty dźwiękowe i wizualne w grach powodują pobudzenie, wymuszają koncentrację oraz angażują te same narządy – oko i rękę. (…) poza losowym mechanizmem otrzymywania nagrody, istnieją jeszcze inne cechy upodabniające je do hazardu. Przykładowo, lootboxy często otwiera się „przed widownią”, którą mogą być po prostu gracze specjalnie oglądający tę czynność na YouTubie bądź też gracze oczekujący na swoją rozgrywkę – taka możliwość istniała np. w grze Call of Duty: WWII. Stanowi to dodatkowy czynnik nagradzający dla gracza (podobnie jak podziw innych graczy dla hazardzisty wygrywającego w kasynie). Wylosowanie czegoś szczególnie cennego z lootboxa jest akcentowane bodźcami wizualno-dźwiękowymi, podobnie jak wygrana w automacie losowym. Lootboxy poza tym wykorzystują typowe dla hazardu błędy poznawcze – paradoks hazardzisty (gracz po serii porażek liczy na „zasłużoną” wygraną) czy utopionych kosztów (losowanie kolejnych lootboxów ze względu na chęć wyrównania poniesionych już strat – czyli wylosowanie wcześniej przedmiotów mało wartościowych)15.

    Wnioski

    Od wielu lat mamy świadomość, że to nastolatki i osoby bardzo młode są głównie narażone na ryzyko uzależnienia – nie tylko od hazardu, ale w ogóle od wszelkich czynności czy substancji psychoaktywnych, które mogą uzależniać. Być może z uwagi na to, że porównując inne dane statystyczne dotyczące np. picia alkoholu czy nadużywania gier komputerowych, sam patologiczny hazard dotyka stosunkowo mało osób w Polsce, stąd problem ten nie jest szeroko nagłaśniany? Jednak patrząc na prognozy ekonomiczne – to właśnie granie online od lat uznawane jest za taki sektor przemysłu, który będzie z roku na rok coraz bardziej powszechny i będzie przynosić coraz większe dochody16.

    Dlatego warto na tym etapie skupić się na działaniach, które pomogą przygotować nas, jako środowisko zawodowo zajmujące się profilaktyką i terapią uzależnień, do przeciwdziałania wzrostowi uzależnienia od hazardu w kolejnych pokoleniach.

    Do działań takich należy:

    • Przeprowadzenie badań w populacji osób niepełnoletnich, które pomogą określić, na jak dużą skalę problem grania w gry hazardowe online występuje.
    • Następnie przeanalizować, w jaki sposób młodzi ludzie – pomimo zakazów prawnych – mają dostęp do nielegalnego hazardu i jaka jest w tym rola rodziców.
    • Szczególną uwagą objąć granie w internecie – online, w gry hazardowe, ponieważ jest to najczęściej łamanie prawa (nielegalne strony www zarejestrowane w innych krajach w wielu przypadkach nie weryfikują wieku gracza).
    • Skierować działania edukacyjne do rodziców – wszelkie badania poświęcone profilaktyce uzależnień behawioralnych dowodzą kluczowej roli dorosłych opiekunów w profilaktyce uzależnień. Raz, że to oni modelują w swoich dzieciach określone zachowania, dwa, że rodzice prawdopodobnie nie wiedzą (tego dowodzą istniejące badania), że ich dzieci mają kontakt z hazardem.
    • Regulacja prawna statusu lootboxów i za przykładem innych państw albo zakaz używania tych mechanizmów w grach dla osób niepełnoletnich, albo informacje ostrzegające o tym, że dana gra zawiera elementy gier hazardowych i może negatywnie wpływać na rozwój i zdrowie psychiczne dziecka.
    • Kampania społeczna poświęcona skali nielegalnego hazardu w Polsce – informowanie o zagrożeniach związanych z graniem nielegalnym (w tym o łatwym dostępnie do gier hazardowych wśród dzieci i młodzieży), jak i o konsekwencjach prawnych grania na nielegalnych stronach lub nielegalnych punktach.
    • Proponowane na wstępie podwyższenie wieku osób, które mogą uprawiać hazard – z 18 na 21 lat.

    Rynek gier hazardowych przynosi rokrocznie gigantyczne dochody – jest wiele podmiotów, w których cynicznym interesie leży brak regulacji i działań w obszarze ochrony dzieci i młodzieży przed grami na pieniądze. Kiedy kończę ten artykuł, mam poczucie, że my, jako środowisko zawodowo zajmujące się profilaktyką i terapią patologicznego hazardu, jesteśmy bezradni: z jednej strony wobec szybkiego rozwoju technologicznego (nikomu z nas jeszcze 15–20 lat temu nie przyszłoby do głowy, że elementy gier hazardowych wejdą na stałe do gier dla dzieci), z drugiej wobec wpływów finansowych firm oferujących gry hazardowe oraz ich siły w obszarze kreowania wirtualnej rzeczywistości oraz unikania konsekwencji prawnych w tym obszarze. Z trzeciej zaś, z uwagi na nasze niewielkie możliwości wpływania na prawo hazardowe w Polsce. Oby to się zmieniło.

  • Rodzicu, zacznij dbać o higienę cyfrową!

    Oczywiste jest, że dzieciom nie sprzedaje się alkoholu, papierosów i nie wpuszcza się ich do kasyna. Warto, by oczywiste stało się także to, aby dzieci i młodzież używały internetu i gier komputerowych świadomie, odpowiedzialnie i adekwatnie do potrzeb i poziomu rozwoju emocjonalnego. Bez dobrego przykładu dorosłych − będzie o to trudno.

    Pamiętam, jak 10 lat temu realizowaliśmy audycję radiową poświęconą e-uzależnieniom w TOK FM. I pamiętam emocjonalne komentarze słuchaczy w odpowiedzi na słowa ekspertów o tym, jak ważną rolę w przeciwdziałaniu e-uzależnieniom pełnią rodzice. Eksperci podkreślali, jak istotne jest modelowanie szkodliwych zachowań, higiena cyfrowa – rodzice zaś w swoich komentarzach (pisząc na Facebooku i dzwoniąc do audycji) mówili, że mają tak dużo obowiązków (w pracy, w domu, że żyją pod tak dużą presją), że dla nich dawanie dziecku smartfona czy tabletu to moment, kiedy choć przez chwilę mogą odetchnąć, ponieważ dziecko zajmie się sobą.

    Mając w pamięci tamtą rozmowę, przez lata, na różnych szkolnych spotkaniach dla rodziców poświęconych profilaktyce e-uzależnień, które realizowaliśmy jako Fundacja Inspiratornia, wielokrotnie podkreślaliśmy z ekspertami, jak bardzo musimy uważać na słowa oraz na język, jakim operujemy. I na to, by przekazując wiedzę, nie spowodować poczucia winy u rodziców, bo to wywoła opór: złość na to, co się słyszy, wstyd, wyrzuty sumienia, a może też złość na dziecko. Rozmowy z pedagogami szkolnymi, z którymi konsultowaliśmy treści merytoryczne, pokazywały nam, że to nic nie da. Już wtedy bowiem nauczyciele i dyrektorzy szkół mówili nam, że jeżeli rodzice nie będą wdrażać w domu zasad używania urządzeń ekranowych, o których dzieci dowiadują się w szkole − to nic się nie zmieni. W kuluarach słyszałam: „rodzicami trzeba potrząsnąć”.

    Wtedy uważałam to za błąd. Dziś, kiedy czytam wyniki badań, które powstają od lat, to widzę coraz wyraźniej (bo wyniki te nie pozostawiają wątpliwości): jeżeli rodzice nie zmienią swojego funkcjonowania i stosunku do mediów cyfrowych, dzieci będą dziedziczyć i powtarzać problemowe zachowania rodziców. Pisząc te słowa, oczywiście sama zastanawiam się, na ile ja w zdrowy sposób używam swojego telefonu i czy mój czas spędzany przed komputerem mieści się w granicach zachowań konstruktywnych. Moje pokolenie jako pierwsze doświadczyło niezwykłej ekspansywności nowych technologii na rynku – to, co kiedyś działo się przez 10-20 lat, w XXI wieku zmieniało się z roku na rok − co chwila pojawiały się nowe gry komputerowe, nowe media, nowe urządzenia oraz nowe portale społecznościowe (tylko 10 lat dzieli powstanie Naszej Klasy i TikToka − a wydaje się, jakby minęła cała epoka). Być może sobie z czymś nie poradziliśmy. Z najnowszego raportu „Polaków portfel własny: Polacy w sieci” wynika w końcu, że 75% Polaków spędza od 1 do 4 godzin dziennie swojego wolnego czasu w internecie. A co 13 badany przyznaje, że jest online, poza obowiązkami zawodowymi, przez więcej niż 6 godzin każdego dnia.

    Dwa lata temu powstał raport na temat higieny cyfrowej polskich internautów. Jego opracowanie było możliwe dzięki wynikom zebranym w trakcie Ogólnopolskiego Badania Higieny Cyfrowej 2022. Jak podkreślali autorzy badania − higiena cyfrowa jest nowym istotnym elementem prozdrowotnego stylu życia. Niewłaściwe korzystanie z urządzeń ekranowych i internetu może być „nowym” czynnikiem ryzyka dla zdrowia nas wszystkich, a zwłaszcza dzieci i młodzieży. Edukacja w tym obszarze powinna stać się nowym ważnym obszarem edukacji zdrowotnej prowadzonej w wielu miejscach: w domu, placówkach oświatowych, miejscach pracy i w mediach.

    Stoimy przed wielkim wyzwaniem: jak dotrzeć nie do dzieci czy nastolatków, ale do dorosłych, by ci zmienili swój stosunek do nowoczesnych technologii. By to dorośli przede wszystkim zaczęli wdrażać zdrowe zasady korzystania z nich, zwane higieną cyfrową, a także świadomie przygotowywali swoje dzieci do ich używania. By rodzice towarzyszyli dzieciom w pierwszych krokach w internecie, a później mieli świadomość, z jakimi treściami ich dzieci mają kontakt. A zatem, by rodzice budowali relację ze swoim dzieckiem, w miejsce dominującej dotychczas kontroli i dyscypliny oraz wyliczania dzieciom czasu (jedno z najczęstszych pytań, jakie pada na spotkaniach profilaktycznych, brzmi: „Ile godzin dziecko może spędzić przed ekranem komputera?”).

    Jaką więc rolę powinni pełnić rodzice i o czym powinni wiedzieć? Na to pytanie odpowiadają wyniki badań, które opisuję poniżej.

    Brzdąc w sieci, czyli dlaczego higiena cyfrowa jest ważna od urodzenia

    Projekt badawczy pod nazwą „Brzdąc w sieci” to cykl badań zainicjowanych przez dr Magdalenę Rowicką z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. M. Grzegorzewskiej w Warszawie. Jego celem jest poszerzenie wiedzy na temat korzystania przez małe dzieci z urządzeń cyfrowych oraz wpływu tej aktywności na ich rozwój psychofizyczny.

    Pierwszy projekt pn. „Brzdąc w sieci – zjawisko korzystania z urządzeń mobilnych przez dzieci w wieku 0-6 lat”1 został zrealizowany w 2020 roku. W badaniu jakościowym udział wzięło łącznie 48 rodziców i 60 dzieci. Badanie ilościowe zostało zaś przeprowadzone na reprezentatywnej próbie 2000 rodziców dzieci w wieku 0-6 lat.

    Głównym wnioskiem płynącym z tego badania, jest to, że nie samo używanie nowoczesnych technologii przez małe dzieci powoduje negatywne konsekwencje, ale używanie niewłaściwe. Rola rodziców jest tutaj kluczowa, ponieważ trudno sobie wyobrazić 2-letnie dziecko, które samo włącza tablet i umie go obsługiwać.

    Jakie inne wnioski wynikają z badania? Ponad połowa dzieci w wieku od 0 do 6 lat (54%) korzysta z urządzeń mobilnych, takich jak smartfon, tablet, smartwatch czy laptop. Zaś wiek dziecka jest skorelowany z korzystaniem z urządzeń mobilnych – im starsze dzieci, tym większy odsetek korzysta z urządzeń mobilnych: dzieje się tak w przypadku trojga na czworo dzieci w wieku od 48 do 72 miesięcy. Średni wiek inicjacji używania urządzeń mobilnych to 2 lata i 2 miesiące. Dzieci w wieku od 0 do 6 lat korzystają z urządzeń mobilnych średnio przez ponad jedną godzinę dziennie.

    Warto w tym kontekście przywołać rekomendacje Amerykańskiej Akademii Pediatrii (z 2016 roku), które zalecają m.in., że dzieci w wieku do 18. miesiąca życia nie powinny mieć kontaktu z ekranami telewizyjnymi, komputerowymi czy mobilnymi.

    Ponadto niemal dwie trzecie rodziców daje dziecku urządzenie mobilne jako nagrodę. A nieco ponad 80% rodziców daje dzieciom urządzenia mobilne, kiedy te się nudzą, a dwie trzecie daje dzieciom urządzenia mobilne, gdy te płaczą lub marudzą. Tymczasem, jak piszą autorzy badania, traktowanie urządzeń mobilnych jako nagrody lub jako regulatora emocji może mieć negatywne konsekwencje w przyszłości.

    Kolejna kwestia − zgodnie z rekomendacjami Amerykańskiej Akademii Pediatrii dzieci od 24. miesiąca życia mogą mieć wprowadzane treści edukacyjne poprzez urządzenia ekranowe, ale bardzo ważne jest, aby kontakt z nimi odbywał się razem z rodzicami i nie przekraczał godziny dziennie.

    Tymczasem wyniki badania wskazują, że dzieci w wieku od 0 do 6 lat mają dostęp do treści przeznaczonych dla dzieci, choć w dużej mierze rozrywkowych, a nie edukacyjnych, a średni czas spędzany z urządzeniem mobilnym przekracza godzinę dziennie. Zaledwie 18% dzieci w wieku od 0 do 6 lat nigdy nie korzysta z urządzeń mobilnym samo (tzn. zawsze w towarzystwie innego dziecka albo dorosłego), a 7% rodziców przyznaje, że ich dziecko nigdy nie korzysta w towarzystwie dorosłego.

    Kolejne badanie z tego cyklu to projekt pod nazwą „Brzdąc w sieci 2.0 − używanie urządzeń mobilnych przez dzieci w wieku 4-6 lat a wybrane funkcje poznawcze”2, zrealizowany w 2022 roku.

    Celem projektu była weryfikacja związku pomiędzy korzystaniem z urządzeń cyfrowych przez dzieci w wieku 4-6 lat a ich funkcjonowaniem poznawczym. W badaniu wzięło udział 750 diad dziecko i rodzic – 750 dzieci w wieku 4-6 lat i 750 osób dorosłych – rodziców. W badaniu wzięło udział 600 dzieci korzystających z urządzeń cyfrowych i 150 dzieci niekorzystających z nich.

    Wyniki tego badania potwierdzają wnioski i rekomendacje badania „Brzdąc w sieci 1.0”, czyli konieczność stosowania zdrowych zasad używania nowoczesnych technologii – ponieważ to nie samo ich używanie powoduje negatywne konsekwencje, ale używanie niewłaściwe. Zatem podstawowy wniosek z badań brzmi: korzystanie przez dzieci w wieku przedszkolnym z urządzeń mobilnych zgodnie z rekomendacjami nie wiąże się z ich gorszym funkcjonowaniem poznawczym (ok. 1 godzina dziennie).

    Jednocześnie, jeśli jest inaczej – czyli gdy dziecko otrzymuje tablet, smartfon po to, by mogło się zająć samo sobą, bez opieki i nadzoru rodzica oraz otrzymuje niewłaściwe treści − to negatywny związek pomiędzy korzystaniem z mobilnych urządzeń ekranowych (MUE) a funkcjonowaniem poznawczym jest widoczny w czasie (rozwojowy). Im więcej czasu dziecko korzysta ze źle dopasowanych aplikacji, tym ma gorszą pamięć – należy więc zwrócić uwagę na jakość aplikacji edukacyjnych (aby nie były infantylne). Częste korzystanie z tabletu, korzystanie tuż po przebudzeniu się i tuż przed snem, korzystanie w celu uspokojenia się – może obniżać zdolności kontroli zachowania u dziecka.

    Warto nadmienić, że badania z tego cyklu są nadal prowadzone i tego dowiemy się być może z trzeciej ich części „Brzdąc w sieci 3.0”, która jest obecnie realizowana, a której wyniki będą opublikowane w 2025 roku.

    Phubbing rodzicielski

    „Phubbing” to połączenie dwóch słów: phone, czyli telefon oraz snubbing, czyli lekceważenie. Phubbing może przybierać różne formy: pisanie smsów, przeglądanie internetu, sprawdzanie godziny, odbieranie telefonów i inne podobne czynności w czasie rozmowy z drugą osobą. Korzystanie z telefonów komórkowych przez rodziców w obecności dziecka określane jest w literaturze jako phubbing rodzicielski.

    Od co najmniej 7 lat wiemy, że skupianie się rodziców na telefonach komórkowych podczas interakcji z dziećmi prowadzi do zaburzeń emocjonalnych u dzieci. Dowodzą tego wnioski z wielu badań za granicą – ich analizę przeprowadzili i opublikowali badacze z KUL w raporcie z badań pt. „Problematyczne korzystanie ze smartfonu jako mediator pomiędzy phubbingiem rodziców a poczuciem samotności i funkcjonowaniem emocjonalnym. Badania dzienniczkowe adolescentów”3. Oto najważniejsze wyniki analiz badań zagranicznych z raportu:

    • Dzieci powtarzają zachowania rodziców − ilość czasu, jaki dzieci poświęcają na korzystanie z mediów, jest związana z ilością czasu spędzonego przed ekranem i nawykami rodziców (Hong i in., 2019). Istnieje bowiem związek pomiędzy wzorcem korzystania z nowych technologii przez rodzica a modelowaniem takich samych zachowań u dzieci (np. Rupert i Hawi, 2017).
    • Gdy rodzic korzysta z telefonu komórkowego podczas interakcji z dzieckiem, dziecko otrzymuje sygnał, że coś innego jest ważniejsze niż ono samo i czuje się ignorowane oraz odepchnięte (Pancani i in., 2020). Rodzice, którzy używają telefonów podczas interakcji z dzieckiem, są mniej wrażliwi i mniej reagują – tak werbalnie, jak i niewerbalnie − na prośby swoich dzieci.
    • Typowym zjawiskiem wśród dzieci jest odczuwanie w takiej sytuacji trudnych emocji. Głównie są to złość i frustracja – szczególnie gdy rodzice ignorują inicjatywy interakcyjne dzieci i okazują brak uwagi oraz troski do tego stopnia, że lekceważą ich potrzeby emocjonalne. Dzieci w reakcji wyrażają frustrację i rozczarowanie, które objawiają się różnymi formami niewłaściwego zachowania lub wycofaniem się z wszelkich prób komunikowania się z rodzicami (Elias i in., 2020).
    • Dzieci i młodzież, którzy cierpią z powodu rodzicielskiego phubbingu, częściej doświadczają depresji (Xie i Xie, 2020).
    • Efektem phubbingu rodzicielskiego jest poczucie odrzucenia u dzieci i młodzieży. Im silniejsze odrzucenie rodzicielskie, tym w mniejszym stopniu zaspokojona jest potrzeba przynależności. W efekcie rodzicielski phubbing jest związany z niższą satysfakcją z życia u adolescentów (Liu i in., 2020).

    Ciekawe na tym tle były właśnie polskie badania naukowców z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego pt. „Problematyczne korzystanie ze smartfonu jako mediator pomiędzy phubbingiem rodziców a poczuciem samotności i funkcjonowaniem emocjonalnym. Badania dzienniczkowe adolescentów”. Ich celem było określenie, jak na dzieci wpływa to, że ich rodzice w momencie bezpośredniego kontaktu z nimi jednocześnie używają smartfona.

    W badaniu wzięło udział 180 uczniów szkoły średniej w wieku od 14 do 20 lat. Pomiar powtarzany był przez 10 dni wieczorem. Uczniowie oceniali:

    • Natężenie phubbingu rodziców w danym dniu – młodzież odpowiadała na pytania dotyczące częstotliwości korzystania z telefonu przez rodziców w danym dniu.
    • Korzystanie własne z telefonu komórkowego (pomiar czasu spędzonego na telefonie komórkowym danego dnia, liczba smsów − wysłanych i otrzymanych), liczba rozmów (odebranych i wykonanych), korzystanie z internetu za pomocą telefonu, korzystanie z mediów społecznościowych, granie w gry, używanie komunikatorów.
    • Subiektywnie przeżywane przez siebie poczucie samotności.
    • Osobiste funkcjonowanie emocjonalne oceniane za pomocą Skali Afektywnego Bilansu Doświadczeń w odniesieniu do danego dnia.

    Także te badania pokazały, że phubbing rodziców wpływa na szkodliwe korzystanie z telefonów przez ich dzieci. Przy czym phubbing matki oddziałuje silniej niż phubbing ojca.

    Podobnie jak w badaniach zagranicznych potwierdzono, że częstsze korzystanie z telefonów przez rodziców w obecności dziecka przekłada się na wyższy poziom samotności i gorsze funkcjonowanie emocjonalne dziecka oraz jednoznacznie wskazano, że phubbing obojga rodziców wiąże się ze zjawiskiem problemowego korzystania z telefonu komórkowego u dziecka.

    Jak piszą autorzy raportu: podobne badanie Xiaochun i Xiec (2020) wykazało, że phubbing rodzicielski był powiązany z depresją dzieci w późnym dzieciństwie i okresie dojrzewania. Co więcej, phubbing rodzicielski przekładał się na poczucie odrzucenia.

    Reasumując: phubbing rodzicielski jest istotnie skorelowany z zaspokojeniem podstawowych potrzeb psychologicznych, poczuciem własnej wartości i funkcjonowaniem emocjonalnym dziecka. Badania wskazują także, że problemowe korzystanie z telefonu przekłada się na gorsze funkcjonowanie emocjonalne. Nastolatki o niskiej samoocenie, które doświadczyły wyższego poziomu phubbingu przez rodziców, były bardziej narażone na depresję niż nastolatki o wysokiej samoocenie.

    Te badania jednoznacznie pokazują, że relacje z bliskimi odgrywają dużą rolę w rozwoju uzależnień behawioralnych. W badaniu potwierdzono, że zachowania phubbingowe rodziców znacząco przekładają się na ryzyko uzależnienia nastolatków od telefonu komórkowego. By zapobiegać ryzyku wystąpienia tego typu uzależnienia wśród nastolatków, należałoby zacząć od edukacji cyfrowej rodziców i adolescentów, w tym: nauki higieny cyfrowej określanej jako postawa życiowa i wynikające z niej działania związane z odpowiedzialnym i kreatywnym używaniem telefonów. Nie oznacza to zakazu korzystania w ogóle. Chodzi o niekorzystanie z internetu bez określonego celu, w sposób nadmiarowy, odbywający się kosztem innych aktywności.

    Skuteczna profilaktyka powinna rozpoczynać się od zmiany zachowań rodziców

    Fundacja Badań Społecznych w latach 2022−2023 roku zrealizowała badanie pt. „Nadużywanie mediów elektronicznych przez dzieci i młodzież: badanie rozpowszechnienia problemu, jego determinantów i nowej interwencji profilaktycznej redukującej skalę problemu”4.

    Jaki piszą badacze, tłem tych badań były alarmujące wyniki badań zagranicznych na ten sam temat. Podstawowymi problemami było to, że nawet 30% populacji młodych użytkowników sieci znajduje się w grupie wysokiego ryzyka rozwoju e-uzależnienia, a kolejne 7-10% już wykazuje jego przejawy. Jednocześnie sygnalizowany jest niedobór specjalistów (psychologów, pedagogów, terapeutów) przygotowanych do przeciwdziałania zjawisku nadużywania nowych technologii przez dzieci i młodzież.

    Także badania polskie, prowadzone pod kierunkiem prof. Pyżalskiego pt. „Polskie badanie EU Kids Online 2018: Najważniejsze wyniki i wnioski”, wskazują, że ponad połowa nauczycieli i blisko co trzeci rodzic nie wprowadzają żadnych zasad użytkowania mediów elektronicznych przez dzieci w środowisku szkolnym i w domu.

    Inne polskie badania prowadzone podczas trwania pandemii COVID-19 wykazały, jak bardzo brak odpowiedniej higieny cyfrowej przyczynił się do wzrostu problemów z nadużywaniem internetu wśród uczniów zmuszonych do kontynuacji nauki w trybie zdalnym (Ptaszek i wsp., 2020).

    Celem projektu Fundacji Badań Społecznych była analiza skali nadużywania nowych technologii cyfrowych przez uczniów w wieku 7-14 lat oraz weryfikacja czynników ryzyka i chroniących związanych z tym zjawiskiem. W tym nie tylko cech indywidualnych dziecka, ale właśnie relacyjnych leżących po stronie: dziecka, rodzica i systemu rodzinnego.

    W badaniu udział wzięło 12 szkół podstawowych losowo wybranych z trzech województw: zachodniopomorskiego, lubuskiego i dolnośląskiego. W sumie przeanalizowano wypowiedzi 936 uczniów. Rodziców/opiekunów prawnych było 908. Badanie odbywało się za pomocą samoopisowej oceny uczniów, a także obserwacyjnej oceny ich rodziców/opiekunów.

    W pierwszej kolejności badacze oszacowali rozpowszechnienie problemu nadużywania mediów elektronicznych wśród uczniów w wieku 7-14 lat. Podstawowe wnioski, jakie wynikły z analiz to:

    • tylko mniej niż 5% uczniów szkół podstawowych w ogóle nie używa smartfona;
    • 86,3% używa go codziennie, w tym aż 41,6% więcej niż przez 2 godziny dziennie, czyli dwu- lub trzykrotnie dłużej, niż sugerują zalecenia profilaktyczne dla osób w wieku 7-14 lat;
    • aż 23,3% uczniów i 17,1% uczennic znajduje się w grupie podwyższonego ryzyka e-uzależnienia. Łącznie 28,4% uczniów nadużywa technologii cyfrowych i potrzebuje profilaktyki wskazującej, a 7,2% już może być uzależnionych i potrzebować pogłębionej terapii;
    • najpopularniejszą e-aktywnością wśród uczniów jest przeglądanie krótkich filmików w internecie;
    • tylko co czwarty uczeń nie wykazuje ryzyka rozwoju e-uzależnienia (26,6%);
    • badani rodzice, pytani o e-uzależnienia, mają skłonność do zaniżania ocen ryzyka u swoich dzieci – zaś sami uczniowie istotnie częściej oceniają własne zachowania online jako bardziej problemowe.

    Także w tych badaniach wpływ rodziców okazał się zasadniczy dla korzystania przez dzieci ze smartfonów.

    Badacze z Fundacji Badań Społecznych podkreślają, że kluczowa dla zapobiegania e-uzależnieniom jest dobra, bezpieczna, oparta na akceptacji i otwartości emocjonalnej relacja dziecka z rodzicem/opiekunem. Stąd, opisując, co wpływa na nadużywanie przez dziecko nowych technologii, podkreślają, że to nie cechy dziecka, a cechy rodzica i relacji dziecko−rodzic są kluczowymi czynnikami zwiększającymi ryzyko pojawienia się e-uzależnień. Także mniej bezpieczny styl przywiązania dziecka do rodzica podnosi ryzyko wystąpienia e-uzależnienia. A dzieci mające oparcie w rodzicach, rzadziej nadużywają e-mediów i mają lepsze zdolności radzenia sobie z emocjami oraz bardziej rozwinięte kompetencje społeczne i większe poczucie skuteczności.

    Ten wniosek jednoznacznie wskazuje na to, że nie da się realnie pomóc dziecku nadużywającemu e-media bez pracy z jego rodzicami/opiekunami – programy profilaktyczne i terapeutyczne powinny wpływać na zmianę nawyków zarówno dzieci, jak i ich rodziców, podkreślają autorzy. Może odbywać się to poprzez uświadamianie problemu, zwiększanie wiedzy, wprowadzanie zasad higieny cyfrowej, a także poprawę relacji rodzinnych oraz psychoedukację w zakresie kompetencji emocjonalnych i społecznych. A wczesna profilaktyka problemowego używania e-mediów wśród dzieci powinna rozpoczynać się od zmiany wzorców zachowań rodziców i opiekunów, ponieważ to oni jako pierwsi modelują u dzieci skłonność do nadużywania technologii cyfrowych.

    Jak zatem, zdaniem autorów badania, sprawdzi się samo ograniczanie dzieciom dostępu do nowych technologii oraz ich dyscyplinowanie w tym obszarze? Otóż nie będzie ono skuteczne. W przypadku dzieci samo ograniczanie dostępu do e-mediów, limitowanie czasu spędzanego przed ekranem, przestrzeganie zasad bezpiecznego użytkowania nowych technologii nie przyniesie trwałej redukcji zagrożenia e-uzależnieniem. Do skutecznej zmiany zachowań dziecka konieczne jest zwiększenie jego psychologicznych zasobów do radzenia sobie z codziennymi trudnościami. A do tego znów potrzebny jest kontakt z opiekunami, dorosłymi, którzy mogą dzieci tego nauczyć.

    Dodatkowo, jak podkreślają badacze, warto pamiętać, że utrzymanie pozytywnych zmian w zachowaniu dzieci wymaga znacznej samokontroli (emocjonalnej i poznawczej) i stałej motywacji do zmiany, a te mechanizmy rozwijają się w okresie szkolnym. Zatem dla tej grupy wiekowej (7-14 lat) rekomendowanym wydaje się być trening wspierający rozwój umiejętności radzenia sobie z trudnymi emocjami, trening efektywności w działaniach w świecie realnym i wzmacnianie zasobów rodzinnych.

    Autorzy badań Fundacji Badań Społecznych podkreślają, że w szybko digitalizującym się społeczeństwie, w którym nie ma już możliwości unikania kontaktu z nowymi technologiami, celem działań profilaktycznych nie powinno być ograniczanie dzieciom dostępu do e-mediów, ale nauka ich bezpiecznego użytkowania od najmłodszych lat.

    O co zatem zadbać, aby profilaktyka nadużywania e-mediów wśród uczniów szkół podstawowych była jak najbardziej skuteczna?

    Zakończę słowami, od których zaczęłam – wszystko zależy od tego, co zrobią rodzice. Bo skuteczna profilaktyka powinna rozpoczynać się od zmiany zachowań rodziców. W pierwszej kolejności rodzice sami powinni ograniczyć używanie urządzeń elektronicznych, a następnie pracować nad poprawą jakości więzi z dzieckiem. Dopiero później warto pracować z samym dzieckiem, w tym wpływając na zmianę zachowań poprzez świadomą kontrolę używania nowoczesnych technologii oraz zwiększenie psychospołecznych czynników chroniących przed uciekaniem od problemów w świat wirtualny.

    Oddziaływania profilaktyczne powinny uwzględniać także rozwijanie wszelkich zainteresowań dziecka niewymagających kontaktów z ekranem – zwłaszcza opartych na aktywności fizycznej i interakcjach społecznych.

    Pełna bibliografia jest dostępna w redakcji.

  • Publikacje

    Systemowe ograniczanie zaburzeń uprawiania hazardu

    okładka

    To pierwsza taka publikacja w Polsce, która kompleksowo obejmuje różnorodne – instytucjonalne, profilaktyczne i terapeutyczne − działania podejmowane w naszym kraju i na świecie, które mają na celu ograniczenie zaburzeń uprawiania hazardu. Znajdziemy w niej zatem zarówno kontekst społeczny i kulturowy, w którym występują gry hazardowe, a bez którego trudno byłoby o szerokie zrozumienie tego zjawiska, jak i opis zagadnień prawnych, profilaktycznych, terapeutycznych, diagnostycznych itp.

    Monografia została podzielona na osiem rozdziałów – treść kilku z nich jest unikatowa na polskim rynku. Choćby rozdział skupiający się na analizie strategii odpowiedzialnego hazardu, w którym opisane są narzędzia samokontroli oraz budowania samoświadomości, których mogą używać gracze. Takim narzędziem jest GameSense. Jest to narzędzie multimedialne, składające się z dziewięciu modułów tematycznych w formie interaktywnych materiałów wideo. Punktem wyjścia programu jest założenie, że dzięki rzetelnej wiedzy, zwłaszcza w kontekście losowości, mitów i błędów myślenia na temat gier hazardowych, możliwe jest zminimalizowanie ryzyka niekontrolowanego grania. Warto podkreślić, że GameSense jest adresowany również do pracowników kasyn.

    To ostatnie jest ciekawe w kontekście omówienia propozycji implementacji programów ograniczających zaburzenia związane z hazardem w miejscu pracy – a szczególną grupą narażoną na ryzyko podejmowania szkodliwych zachowań związanych z hazardem są właśnie pracownicy branży hazardowej.

    Podobnie w rozdziale prezentującym działania profilaktyczne podejmowane w innych krajach – tu opisano program Stop&Think! i jego skuteczność. Podstawą teoretyczną programu był model poznawczo-behawioralny, natomiast grupą odbiorców − osoby korzystające z automatów do gier (video lottery terminal). Udział w programie Stop&Think! rozpoczyna się od wprowadzenia orientującego uczestników w specyfice programu. Następnie uczestnicy oglądają 20-minutową, automatyczną prezentację, która dostarcza informacji na temat hazardu i wynikających z niego problemów, udziela również wskazówek do samodzielnej diagnozy zaburzeń uprawiania hazardu. W ramach prezentacji przekazywane są też informacje na temat związku między grami na automatach a zaburzeniami uprawiania hazardu. W Polsce nie wdrożono jeszcze ani aplikacji służących do kontrolowanego grania, ani kompleksowych oddziaływań na grupę osób związanych zawodowo z branżą gier losowych. Niewiele też jest programów profilaktycznych skierowanych do osób z problemem hazardu. Monografia ta nie tylko więc opisuje szeroko problematykę uzależnienia od hazardu i przeciwdziałania mu, ale stanowi także inspirację do wdrażania wybranych inicjatyw w naszym kraju.

    Małgorzata Piasecka, Łukasz Szwajka i Aleksandra Nastazjak; Oficyna Wydawnicza Impuls, Kraków 2022

    Jak przestać grać – poradnik dla osób z problemem hazardu

    okładka

    Książka jest praktycznym poradnikiem z wieloma konkretnymi ćwiczeniami do wykonania. Autor napisał ją właśnie z takim zamysłem – jak podkreśla: jeżeli uważasz, że jako hazardzista możesz po prostu kupić tę książkę, przeczytać ją i porzucić hazard, to odłóż ją z powrotem na półkę. (…) Natomiast jeśli chcesz ją przeczytać i podjąć działania dotyczące kluczowych punktów w niej zawartych, to zachęcam do lektury.

    Co ważne, poradnik napisany jest przez osobę, która sama była uzależniona od hazardu. Jak pisze: grałem nałogowo (…) co posiadałem pod koniec mojej kariery hazardzisty? Otóż około 40 000 funtów długu, brak domu, brak samochodu, brak oszczędności, brak emerytury, brak polisy na życie, brak ubezpieczenia zdrowotnego, a czasami nawet nie miałem dość pieniędzy w banku, aby opłacić codzienne zakupy.

    Wśród porad autora znajdują się takie, które można wykorzystać na początku drogi zdrowienia, typu: Potnij swoje karty kredytowe, Zlikwiduj bankowość internetową, Zainstaluj na komputerze funkcję blokowania gier hazardowych lub nawet wprowadź zakaz korzystania z komputera bez nadzoru. Na dalszej drodze autor prowadzi czytelnika przez kolejne etapy, angażując go do pracy nad sobą za pomocą konkretnych ćwiczeń i rysunków. Mawer daje także wynikające z własnego doświadczenia wskazówki: Niektórzy hazardziści spędzają od 10 do 20 godzin tygodniowo na grze, dlatego po zerwaniu z nałogiem może powstać spora luka do wypełnienia. Oto rzeczy, które możesz robić, aby pożytecznie spędzić swój czas: Zadzwoń do przyjaciela, z którym nie rozmawiałeś od jakiegoś czasu, Idź na spotkanie Anonimowych Hazardzistów, Wybierz się do muzeum, galerii sztuki lub na koncert; zwykle wernisaże są bezpłatne, Zajmij się nowym hobby lub powróć do starego.

    Pomysł na tę książkę pojawił się w chwili gry. Mawer zaczął pracować sam nad tym, jak uwolnić się od hazardu. Ważnym elementem terapii były długie rozmowy z żoną. Postanowili opisać proces zdrowienia – wszystko, co tak skutecznie im pomogło. To ważny element publikacji, bowiem bliscy osób grających problemowo znajdą w niej także coś dla siebie.

    Philip Mawer, Fundacja Dolce Vita, Zamość 2022

    Obie publikacje mozna bezpłatnie pobrać ze strony Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom.

  • Jak w dobie infotainmentu przebić się z wynikami badań naukowych do mediów?

    W ciągu 12 lat Fundusz Rozwiązywania Problemów Hazardowych dofinansował 94 badania poświęcone uzależnieniom behawioralnym. Realizacji tych badań podjęło się 29 ośrodków badawczych1. Tylko dwa pisma – „Świat Problemów” i „Serwis Informacyjny UZALEŻNIENIA” – oraz portal uzaleznieniabehawioralne.pl regularnie zapraszają na swoje łamy autorów tychże badań, by dzielili się wiedzą płynącą z ich pracy. Poza tymi periodykami zazwyczaj wiedza o badaniach nie wykracza poza wąski krąg odbiorców.

    Ani Fundusz Rozwiązywania Problemów Hazardowych, ani Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom nie posiadają działu public relations. Organizacje i instytucje realizujące badania nie mają na takie działania środków lub wypracowanych mechanizmów promocji swojej pracy. Miejscem, które udostępnia przestrzeń na dzielenie się nowo powstającą wiedzą jest Międzynarodowa Konferencja Uzależnienia Behawioralne – jednak rzadko kiedy pojawiają się na niej media lub reprezentanci innych środowisk niż nasze.

    Nie można jednak stwierdzić, że brak promocji badań naukowych jest piętą achillesową Funduszu – jest to zjawisko występujące w większości ośrodków naukowych i badawczych w Polsce. Podejmowano wiele inicjatyw, by zmienić ten stan rzeczy. Istnieje choćby Biuro Promocji i Popularyzacji Nauki na UMCS czy kolejne edycje promocji badań naukowych na UW. Powstał także podręcznik dla naukowców autorstwa Natalii Osicy pt. „Sztuka promocji nauki” – reklamowany chwytliwymi hasłami: Jak opowiadać o nauce Kowalskiemu? Gdzie i kiedy promować wyniki badań naukowych? Jak się przygotować do wykładów popularnonaukowych czy wywiadów telewizyjnych?

    Jednak nikt nie wypracował – co mogłoby być proste w logistyce i organizacji choćby poprzez istnienie takich narzędzi, jak strona www, czy możliwość promowania za pomocą konferencji prasowych realizowanych online – ogólnopolskiej platformy systematycznie prezentującej najważniejsze i najciekawsze wyniki badań.

    W tym sensie Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom (a wcześniej Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii), dofinansowując co roku projekt Fundacji Inspiratornia „Badania naukowe – promocja”, jest wyjątkiem.

    Baza 94 raportów z badań

    Raporty z każdego z badań dostępne są na stronie internetowej KCPU2. Przewertowanie tysięcy stron ich wyników dostarcza często niezwykle interesującej wiedzy – niejednokrotnie nieznanej i mało popularnej.

    Badacze nie tylko starają się monitorować i opisywać skalę występowania uzależnień behawioralnych – uzależnienia od hazardu, pracy, zakupów czy internetu w Polsce – jak ma to miejsce w realizowanych co 4 lata badaniach Fundacji CBOS, ale często skupiają się na wybranych grupach społecznych i nierzadko wnoszą unikatową wiedzę na ten temat na skalę europejską czy nawet światową. Tak jest choćby w przypadku badań dr Bernadety Lelonek-Kulety, która specjalizuje się w tematyce uzależnienia od hazardu i w swoich poszukiwaniach badawczych skupiła się – we współpracy z badaczami francuskimi − na grupie seniorów3. Ze świecą szukać podobnych badań w innych krajach. Badania tej naukowczyni dostarczają wiedzy, którą mogłyby wykorzystać osoby odpowiadające za politykę zdrowotną. W projekcie Lelonek-Kulety udział wzięło 80 osób, które ukończyły 60 lat, były one na emeryturze i zaprzestały stałej, podstawowej aktywności zawodowej. Okazało się, że wielu ludzi rozpoczyna swoją przygodę z hazardem dopiero na emeryturze – szczególnie w małych miejscowościach. A także, że dla wielu z nich jest on jedyną rozrywką oraz pomysłem na to, jak znaleźć dodatkowe środki finansowe na życie lub pomoc bliskim. I aż 1/5 z nich wykazuje objawy problemowego grania.

    Podobnie w przypadku badań dotyczących poziomu i częstotliwości występowania uzależnienia od hazardu w grupie piłkarzy, autorstwa dr. Andrzeja Szymańskiego z Akademii Wychowania Fizycznego im. J. Kukuczki w Katowicach. W momencie ich powstawania istniało tylko jedno takie badanie zrealizowane na świecie. W polskich badaniach wzięło udział 50 klubów piłkarskich z województwa śląskiego, które w sezonie 2017/2018 i 2018/2019 brały udział w rozgrywkach do piątego poziomu. W sumie było to 817 sportowców. Piłkarze często zaczynali grać w gry losowe już w dzieciństwie, blisko 8% z nich wykazywało objawy uzależnienia od hazardu. Identyczna sytuacja miała miejsce w przypadku badań prof. J. Klingemann i prof. Ł. Wieczorka – gdzie autorzy skupili się na osobach w kryzysie bezdomności i ich stosunku do hazardu4. Respondenci (N=690) byli badani w schroniskach i noclegowniach w Warszawie w drugiej połowie listopada 2015 roku i w drugim tygodniu stycznia 2016 roku. Okazało się, że aż 11,3% z nich może mieć problem z graniem.

    Inne badania koncentrują się na aktualnych problemach społecznych związanych z nowoczesnymi technologiami. Szereg badaczy, jak dr Magdalena Rowicka, dr Jolanta Jarczyńska, dr Katarzyna Warzecha czy badacze związani z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę, skupiali się na problemowym zaangażowaniu w korzystanie z internetu, portali społecznościowych czy gier przez dzieci i młodzież. Dzięki ich pracy mogliśmy poznać zarówno skalę tego zjawiska wśród małych dzieci (0.-6. rok życia), nastolatków, jak i stosunek do tego problemu ich rodziców oraz opiekunów, w tym pedagogów i nauczycieli. Doktor Lelonek-Kuleta, dr Katarzyna Dąbrowska i prof. Łukasz Wieczorek skupili się zaś na analizie hazardu online oraz podobieństwach gier hazardowych do gier komputerowych. Jest to bez wątpienia ważna, wnosząca nowe spojrzenie na współczesne problemy wiedza. Co ważne, ciekawa nie tylko dla wąskiego środowiska osób związanych z pomaganiem uzależnionym, ale dla całego społeczeństwa.

    Są także badania, które opisują aktualnie toczące się debaty na tematy istotne dla środowiska terapeutów uzależnień – jak choćby ta, która trwa od lat i dotyczy rozważań, jakiego języka powinniśmy używać, opisując różne problemy w obszarze uzależnień. Pod redakcją prof. Klingemann powstał więc „Słownik uzależnień”5. Prace nad nim trwały wiele miesięcy i polegały na prowadzeniu dialogu z naukowcami, badaczami, terapeutami uzależnień i językoznawcami, by wypracować nowy, niezabarwiony stygmatyzacją język. W ten sposób powstały rekomendacje i konkretne propozycje – np. w miejsce słowa „narkoman” rekomenduje się stosowanie zwrotu „osoba z doświadczeniem uzależnienia”.

    To tylko wybrane przykłady, by zilustrować, jak różnorodna jest tematyka prowadzonych badań i jak szerokich obszarów dotyczy.

    Konferencje prasowe

    Od 2016 roku Fundacja Inspiratornia realizuje projekt, w ramach którego organizuje konferencje prasowe dla dziennikarzy, prezentujące wyniki wybranych badań naukowych z zakresu uzależnień behawioralnych. W to zadanie zaangażowanych jest kilka osób: copywriter, grafik, moderator konferencji, specjalista public relations. Taki zespół wspólnie opracowuje wiele materiałów, które pozwalają w przystępny dla dziennikarzy sposób, przekazać najważniejsze wnioski – tymi materiałami są: informacja prasowa rozsyłana do mediów, wyciąg z badań w formie krótkiego raportu oraz infografiki ilustrujące wyniki badań.

    Każdorazowo wybór badań, które będą promowane, dokonywany jest wspólnie z Krajowym Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom. Dzieje się to na podstawie ściśle określonych kryteriów – po pierwsze, wyniki badań muszą być aktualne. Skąd takie założenie? Z doświadczenia w pracy z mediami – badania zrealizowane i zakończone przykładowo 3 lata wcześniej lub dawniej nie zainteresują mediów. A zatem promowane są te z badań, których termin zakończenia ma miejsce w roku bieżącym, w którym realizowany jest projekt konferencji prasowych. Kolejną kwestią jest temat badań – temat musi dotyczyć tego, co zainteresuje tzw. przeciętnego Kowalskiego. Będzie to więc choćby „Brzdąc w realu”, który analizuje zaangażowanie w gry komputerowe małych dzieci oraz stosunek ich rodziców do tego zachowania, wraz z rekomendacjami profilaktycznymi; nie sposób zaś zainteresować mediów badaniami na temat narzędzi diagnostycznych czy bardzo wąskimi obszarami badań, jak np. lęk dentystyczny a używanie Facebooka, które także znajdują się na liście zrealizowanych badań.

    Dotychczas działaniami objęto 15 projektów badawczych. Wśród naukowców, z którymi podjęto współpracę, znaleźli się: dr Katarzyna Dąbrowska, dr Jolanta Jarczyńska, prof. Justyna Klingemann, dr Ewa Krzyżak-Szymańska, dr Bernadeta Lelonek-Kuleta, dr Dominika Ochnik, dr Aneta Przepiórka, dr Andrzej Szymański, dr Katarzyna Warzecha, prof. Łukasz Wieczorek, dr Emilia Zabielska-Mendyk.

    Założenie jest proste: na każdej z konferencji, poświęconej wybranym badaniom, występują ich autorzy, czyli wymienieni powyżej badacze. Prezentują oni w skondensowanej formie prezentacji PPT najważniejsze wnioski ze swoich badań. Odbiorcami konferencji są dziennikarze – choć z czasem okazało się, że uczestniczy w nich coraz chętniej także środowisko osób związanych z pomaganiem osobom uzależnionym czy środowiska zawodowe związane z danym tematem. Zależnie więc od tematyki badań konferencje gromadziły od 7 do 32 uczestników – w tym terapeutów uzależnień, profilaktyków, pedagogów, nauczycieli oraz urzędników odpowiadających za politykę zdrowotną na poziomie samorządowym czy firmy oferujące gry hazardowe.

    Równolegle prowadzony był monitoring mediów, który analizował liczbę artykułów prasowych oraz wywiadów, jakie publikowane były w odpowiedzi na podejmowane działania promocyjne. Monitoring ten polega na wyszukiwaniu określonych zagadnień (po zdefiniowanych słowach kluczowych) w artykułach i wzmiankach prasowych oraz w informacjach i audycjach nadawanych przez radio, telewizję, agencje informacyjne, a także dostępnych w internecie. Przyznać należy, że nie zawsze i nie każde badanie – pomimo podjętych działań, które spełniały najwyższe standardy działań public relations – odbiło się szerokim echem. Mniejsza liczba reprezentantów mediów, a tym samym artykułów, pojawiała się na przykład wtedy, kiedy promowaliśmy badania dotyczące wąskiej grupy respondentów oraz tematu ściśle specjalistycznego i niszowego. Tak było w przypadku badań dr Krzyżak-Szymańskiej poświęconych nadużywaniu gier komputerowych w grupie osób z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim6 i wiązało się z faktem, że redakcji zajmujących się problematyką życia osób z niepełnosprawnościami było w tamtym czasie jedynie trzy (np. portal Integracja czy portal niepełnosprawni.pl). Podobnie – w przypadku badań dr Lelonek-Kulety poświęconych grupie osób odbywających karę pozbawienia wolności7, gdzie jedyną redakcją zajmującą się opisywaniem codzienności zakładów karnych jest magazyn „Służba Więzienna”.

    Jednocześnie na obecność dziennikarzy miały wpływ wydarzenia niezależne od organizatorów konferencji. Jakie to mogą być zdarzenia, zilustruję przykładem, który pokazuje specyfikę funkcjonowania mediów, a szczególnie ich skupienie na bieżącym wydarzeniu. W 2009 roku, kiedy pracowałam jeszcze w Open Society Foundations w Międzynarodowym Programie Polityki Narkotykowej, zaplanowałam na 26 czerwca we współpracy z redakcjami telewizyjnymi, radiowymi i prasowymi szereg wywiadów na temat restrykcyjnej polityki narkotykowej. Mieli brać w nich udział m.in. dr Katarzyna Malinowska z OSF, Jacek Charmast ze Stowarzyszenia JUMP’97, prawniczka Agnieszka Sieniawska z Polskiej Sieci Polityki Narkotykowej czy Kajetan Dubiel, ówczesny dyrektor Służby Więziennej. Tego dnia w nocy czasu europejskiego zmarł Michael Jackson. Rano każda z umówionych redakcji odwołała wywiad, ponieważ tematem dnia stała się śmierć legendarnego piosenkarza. W ten sposób padł wysiłek mojej miesięcznej pracy i 14 umówionych przeze mnie i przeze mnie zainicjowanych wywiadów m.in. w TVN24 i I Programie Polskiego Radia.

    I z tym, mając świadomość, że współczesne media to głównie infotainment, czyli gatunek dziennikarstwa określany zbitką wyrazową łączącą w sobie informację i rozrywkę, a zatem przebicie się z wynikami badań naukowców jest niezwykle trudne − musimy się godzić.

    Sukcesy projektu konferencji prasowych

    Tym bardziej więc warto pokazać, że efekty konferencji prasowych nierzadko bywały imponujące. Naukowcy biorący udział w projekcie udzielali wywiadów w mediach ogólnopolskich, jak Polskie Radio Program Czwarty, TOK FM, Newsweek, magazyn Wprost, miesięcznik Charaktery, Polska Agencja Prasowa, RMF FM, Eska itp. Szczególnie miało to miejsce w przypadku tematów dotyczących szerokich grup społecznych, wówczas liczba artykułów prasowych, wywiadów radiowych i telewizyjnych oraz innego rodzaju publikacji przekraczała najśmielsze oczekiwania. A liczba dotarcia artykułów prasowych i wywiadów wybranych badań szacowana była na 1-2 mln odbiorców. Gdyby chcieć wykupić powierzchnię reklamową do prezentacji badań kosztowałoby to średnio 25 tys. złotych. Tak było z badaniami dr. Szymańskiego na temat uzależnienia od hazardu wśród piłkarzy8, tak było z badaniami dr Lelonek-Kulety na temat uzależnienia od hazardu wśród seniorów9. Tak było w przypadku badań dr Jarczyńskiej i wielu innych. Warto podkreślić, że konferencje prasowe zorganizowane poza Warszawą – skupiające się na promocji badań lokalnych – cieszyły się dużym zainteresowaniem mediów regionalnych. Podkreślam to, ponieważ media skupione w innych aglomeracjach niż Warszawa, chętniej i z większym zaangażowaniem promują „swoje” ośrodki badawcze i naukowców związanych z danym regionem.

    W ciągu 7 lat trwania projektu powstało setki artykułów opisujących pracę badaczy – część artykułów i raporty z monitoringu znajduje się na stronie www.fundacja-inspiratornia.pl. I pomimo świadomości, że część wybranych badań może być adresowana do wąskich grup odbiorców, Fundacja każdorazowo przygotowywała dokładnie taki sam pakiet materiałów dla dziennikarzy, a następnie rozsyła go do bazy mediów (ponad 3 tys. adresów). Baza ta obejmowała zarówno redakcje prasowe, radiowe, internetowe, jak i telewizyjne; redakcje stołeczne i regionalne. Nie zawsze efekt takich działań był natychmiastowy – media nie muszą od razu wykorzystywać wiedzy płynącej z danych badań. Przede wszystkim powinny wiedzieć, do kogo mogą się zwrócić o informację, kto może im polecić ekspertów z danej dziedziny oraz jak szukać badań. W takim przypadku korzyścią jest fakt, że media są poinformowane i mogą wykorzystać to później.

    Szewc bez butów chodzi?

    Promując od lat pracę kolegów i koleżanek – naukowców, terapeutów uzależnień czy profilaktyków – nie tylko przy pomocy projektu, który jest tematem tego artykułu, ale także podcastów i audycji radiowych, których byłam autorką, i konkursu dla dziennikarzy, nie zajmowałam się promocją swojej pracy. Zgodnie z przysłowiem „szewc bez butów chodzi”, sprawdziłam, czy sam projekt konferencji prasowych Inspiratorni jest wystarczająco szeroko zaprezentowany w środowisku, a jego cel właściwie rozumiany. Podczas pisania tego artykułu poprosiłam więc o opinię kilku badaczy i badaczek. I choć w większości przypadków dostałam informacje pozytywne i doceniające pracę Inspiratorni i FRPH – choćby tę, że bez mojego pomysłu i dofinansowania ze strony KCPU nikt nie podjąłby się działania, by dane badania ujrzały światło dzienne, to jednak pojawiały się również informacje krytyczne.

    Spotkałam się choćby z opinią, że konferencje prasowe są najmniej efektywnym narzędziem ze wszystkich, które realizuje Inspiratornia. Głównie dlatego, że zdarza się, że na samej konferencji jest tylko… trzech dziennikarzy. Ktoś stwierdził także, że błędem jest promowanie jednego badania, ponieważ promocja powinna obejmować od 3 do 5 badań podczas jednej konferencji. Dodatkowo pojawił się problem, że naukowcy nie znają specyfiki działania mediów i nie umieją prezentować w prosty sposób swoich badań, więc powinnam prowadzić dla nich – w ramach projektu − odpowiednie szkolenia pod tym kątem.

    Cieszy mnie ta krytyka, ponieważ jest dowodem na to, że projekt jest dostrzegany, ważny i budzi emocje w samym środowisku. Odpowiadając na te uwagi przyznam, że widząc trzech dziennikarzy na konferencji, można mieć poczucie frustracji i nieskuteczności działań. Jednak nie jest to prawdą. Poza tymi trzema dziennikarzami, informację o badaniach otrzymuje około 3 tys. dziennikarzy. To, kiedy i jak ją wykorzystają − zależy od nich. Konferencja jest więc jedynie narzędziem, dzięki któremu w krótkim czasie, efektywnie mogę dotrzeć do ogromnej rzeszy dziennikarzy. Jeśli którykolwiek z nich zainteresuje się tematem, powstaje wywiad czy reportaż. I tu znów mogę odesłać zainteresowanych na stronę Fundacji Inspiratornia, gdzie poza artykułami informacyjnymi, mamy cały pakiet reportaży, które nie powstałyby gdyby nie wcześniejsze nagłośnienie wyników badań.

    Odnosząc się do pozostałych dwóch sugestii – faktycznie, konferencja prasowa obejmująca wyniki 5 badań jest świetnym rozwiązaniem. Istnieje jednak ryzyko, że stałaby się ona konferencją naukową. Poza tym dochodzą kwestie praktyczne: rzadko kiedy w jednym roku publikowanych jest kilka wyników badań, które można tematycznie połączyć. Co do kwestii pomagania naukowcom w przekazaniu uzyskanych wyników badań w sposób prosty, tak by był zrozumiały dla dziennikarza, każdorazowo to oferuję. Zacytuję dr Lelonek-Kuletę, z którą miałam okazję współpracować najczęściej:

    Ze względu na to, że naukowcy dysponują w bardzo ograniczonym zakresie narzędziami pozwalającymi na popularyzację wyników badań naukowych, projekt Fundacji Inspiratornia świetnie wypełnia tę lukę. Jako badacz otrzymałam „w pakiecie” opracowane infografiki, które tak dobrze nie potrafiłabym przygotować (i najprawdopodobniej brakowałoby mi na to czasu), opracowanie informacji medialnych o badaniach (przystępny dla nienaukowców język), rozsyłanie informacji o wynikach badań do przedstawicieli wielu mediów, umawianie spotkań z dziennikarzami, pomoc w organizacji spotkania z nimi, a wreszcie zorganizowanie konferencji prasowej przy moim naprawdę ograniczonym wysiłku. Tego wszystkiego badacz nie miałby, kiedy zrobić. Ponieważ w projekcie było ujętych kilka moich badań, miałam możliwość zobaczenia, jaki jest odbiór społeczny konkretnej tematyki. Z wynikami niektórych badań przez długie miesiące występowałam w licznych audycjach lub udzielałam na ich temat wywiadów, inne z kolei szybko traciły zainteresowanie mediów. Z tego płynie dla nas pewna informacja na temat tego, co dla ludzi w społeczeństwie jest ważne, a tym samym po części może ukierunkowywać nasze, badaczy, działania.

    Udział w projekcie przede wszystkim „oswoił” mnie z mediami i pomógł w nabyciu większej swobody w kontakcie z nimi. Bardzo cenne były dla mnie uwagi Mai, która pilnowała tego, żeby mówić „do ludzi”, czyli prostym, zrozumiałym dla niespecjalistów językiem. Niektóre projekty były wyzwaniem, kiedy o rzeczach trudnych należało mówić „łatwo”. Nauczyłam się także, że w kontaktach z dziennikarzami należy starannie ważyć słowa, ponieważ wszelki brak precyzji może doprowadzić do zniekształcenia przekazu. Poza tym teraz wiem, że autoryzacja materiału zawsze jest potrzebna i zawsze o nią proszę. Bez udziału w projektach popularyzujących wyniki moich badań na pewno nie dotarłyby one do tak wielu ludzi, świadomość, że „idą one w świat”, daje wielką satysfakcję. Ostatnią rzeczą jest też w pewnym stopniu większa wrażliwość na potrzeby społeczne w badaniach, czyli myślenie o tym, co dla ludzi jest ważne, co chcieliby lepiej zrozumieć.

    I tutaj dotykamy ważnej kwestii – celem tego projektu jest zarówno to, by dziennikarze mogli lepiej rozumieć i znać aktualnie powstające badania naukowe, jak i to, by naukowcy mogli lepiej rozumieć działanie mediów. Niestety, nie każde badanie można z powodzeniem wypromować w mediach. Coś, co jest wąskim, choć bardzo ważnym obszarem zainteresowań badawczych, ciekawym dla naukowców, nie musi być takim dla dziennikarzy. Nie dlatego, że dziennikarze popełniają błąd, nie interesując się danym obszarem i nie dlatego, że dane badania nie są istotne – po prostu współczesne media interesuje ściśle określony obszar: to, o czym piszą, musi dotyczyć przeciętnego człowieka, musi być tematem współczesnym i aktualnym.

    Pozwolę sobie na koniec na osobisty komentarz − ten projekt powstał w wyniku mojej osobistej pasji i ciekawości tego, co wiemy na temat uzależnień: jaka jest ich skala, jak je diagnozować, leczyć, jak realizować skuteczne działania profilaktyczne oraz mojej własnej frustracji tym, że w społeczeństwie dominuje tak wiele stereotypów i przekonań ukształtowanych 20–30 lat temu. Chciałabym więc wyrazić wdzięczność pani Danucie Muszyńskiej i całemu Zespołowi FRPH za zaufanie mi, a także badaczom, którzy poświęcili swój czas na udział w projekcie. A wszystkich badaczy, naukowców zachęcam do kontaktu ze mną, jeśli mieliby uwagi lub sugestie dotyczące rozwoju projektu w kolejnych latach.

  • Uzależnienie i kryzys bezdomności a społeczność LGBT+

    Ponad 60% osób trafiających do hostelu interwencyjnego dla LGBT+, prowadzonego przez Stowarzyszenie Lambda, ma w swoim życiu doświadczenie nadużywania lub uzależnienia od substancji psychoaktywnych. Zdecydowana większość tych osób wychowywała się w rodzinie z problemem uzależnienia – część zaś w dorosłym życiu była w związku partnerskim z osobą uzależnioną. Co wiemy o uzależnieniu osób LGBT+? Doświadczenia z działalności hostelu interwencyjnego dla tej grupy społecznej mogą rzucić nieco światła na jej problemy.

    Historia 1 – Agnieszka: lesbijka1

    Agnieszka ma 21 lat. Urodziła się we wsi Ogrodniki pod Siemiatyczami. Jej matka była uzależniona od alkoholu i poza Agnieszką miała kilkoro dzieci z różnymi partnerami. W domu była bieda. Jedyną osobą, o której dziś ciepło mówi, jest ojciec. Bo ojciec kochał Agnieszkę i dał jej dużo. Byli ze sobą blisko, ale mężczyzna zachorował i przedwcześnie zmarł. Jego miejsce zastąpił nowy partner matki, który nigdy nie zaakceptował dziewczyny. Bił ją i właściwie to on doprowadził do tego, że mając kilkanaście lat, musiała wyprowadzić się z domu. Agnieszka nie chce o tym pamiętać ani tam wrócić, ponieważ jedyne, co pamięta, to picie i przemoc…

    Dość szybko odkryła, że alkohol pomaga jej zapomnieć, nie czuć i nie zastanawiać się nad tym, jaka czeka ją przyszłość w dorosłym życiu. Agnieszka odkryła, że jest lesbijką. Ale z nikim u siebie na wsi o tym nie rozmawiała. Dopiero po wyjeździe z Podlasia poznała koleżankę, w której się zakochała. Jak sama mówi – to dzięki niej dowiedziała się, co to znaczy być kochaną i kochać. Ten związek nie przetrwał próby czasu i po rozstaniu Agnieszka została bez wsparcia, domu, rodziny; bez wykształcenia. A ostatnia bliska osoba z rodziny, na którą mogła liczyć, czyli ciocia, kiedy dowiedziała się o jej orientacji, powiedziała, że nie chce mieć nic wspólnego – jak to określiła – ze „zboczeniem”. I wtedy Agnieszka trafiła do hostelu interwencyjnego LGBT+ prowadzonego przez Stowarzyszenie Lambda.

    Historia 2 – Julia: kiedyś Krzysztof

    27-letnia Julia, dzieląca w hostelu pokój z Agnieszką, jest z Warszawy, ale nie mieszka z rodziną. Po przyjęciu do hostelu znalazła pracę, która zapewniła jej środki na podstawowe utrzymanie. Pracuje w sklepie. Fizycznie nadal posiada cechy męskie – jest wysoka, mocno zbudowana, ma nadal niski głos, choć mężczyzną się nie czuje. Jednak trudno jej wyobrazić sobie sytuację, w której znalazłaby w sobie odwagę i poprosiła tak przełożonego, jak i klientów sklepu, by nie zwracali się do niej w formie „proszę pana” oraz poinformowała, że jest w trakcie terapii hormonalnej.

    Julia prowadzi zatem dwa życia – jedno w hostelu, w którym ma prawo być Julią, a drugie w świecie zewnętrznym, gdzie jest Krzysztofem. Poza pracą nie ujawnia swojej tożsamości − tylko w hostelu daje sobie prawo, by być sobą i wie, że może tego oczekiwać. Niedawno zakończyła bliską relację, którą sama określa jako „toksyczną”. Czuje się samotna, boi się bliskich relacji, bo te wspomina jako przemocowe. Także w jej doświadczeniu, jak w doświadczeniu Agnieszki, alkohol i nielegalne substancje psychoaktywne pomagały zapomnieć o stresie mniejszościowym i odrzuceniu. Mama Julii nie chce z nią utrzymywać kontaktu – sama Julia też do niego nie dąży.

    Takich historii jest wiele, różnią się tylko rodzajem występujących problemów oraz zaburzeń. Jedno jest wspólne: osoby, które tu trafiają najczęściej urodziły się w małych miejscowościach – kiedy ukończyły 18 lat wyjechały do Warszawy lub innego dużego miasta, szukać lepszego życia oraz, co kluczowe – akceptacji ich orientacji psychoseksualnej. Wszystkie miały problem z nadużywaniem lub uzależnieniem od substancji psychoaktywnych. Ten problem jest rodzajem tabula rasa czy tematem tabu, bo niewiele się w Polsce o kryzysie bezdomności i występowaniu uzależnień u homoseksualnych kobiet mówi. Tak jak nie mówi się o kryzysie bezdomności i uzależnieniach u osób transseksualnych.

    Projekt mieszkań treningowych, w którym biorą udział Agnieszka i Julia, jest realizowany przez Stowarzyszenie Lambda. Polega on na stworzeniu miejsc zakwaterowania dla osób LGBT+ (lesbijki, geje, osoby biseksualne i transpłciowe), zagrożonych lub doświadczających przemocy ze względu na orientację seksualną i/lub tożsamość płciową, w wyniku czego są one zmuszone do opuszczenia miejsca zamieszkania i/lub doświadczają dyskryminacji w miejscu zatrudnienia. Widmo doświadczenia wykluczenia społecznego w obliczu faktu, że istniejące formy pomocy nie są adekwatne do potrzeb osób LGBT+, skutkuje obawą przed korzystaniem z ogólnodostępnych miejsc pomocowych ze względu na strach przed dyskryminacją ze strony innych osób przebywających w tych miejscach oraz personelu. Stowarzyszenie Lambda stara się odpowiedzieć na ich potrzeby.

    Stres mniejszościowy i uzależnienie

    Wychowawca i psychoterapeuta Gniewomir Gredes: – Niewielu mieszkańców utrzymuje kontakt z rodziną, a nawet jeśli tak się dzieje, to relacje te są bardzo trudne. Odbiorcy naszych działań zazwyczaj deklarują brak wsparcia ze strony bliskich i często sami też rezygnują z kontaktów z nimi.

    Kierownik hostelu, psychotraumatolog, interwent kryzysowy, psycholog Sulimir Mateusz Szumielewicz, dodaje: −Żeby zrozumieć, jak nasi podopieczni funkcjonują i dlaczego do nas trafiają, trzeba na nich patrzeć przez filtr stresu mniejszościowego. Sam fakt braku dachu nad głową powoduje, że tracą poczucie bezpieczeństwa. Nie ma więc nic dziwnego, że mają w swoim życiu krótszy lub dłuższy epizod doświadczenia nałogowego używania substancji psychoaktywnych. Dodać do tego należy brak akceptacji społecznej i to błędne koło się zamyka. Osoby LGBT+, szczególnie z małych miejscowości, mają problem ze znalezieniem pracy, dobrej pracy, takiej którą chciałyby wykonywać, więc godzą się na to, co im podsuwa los, po prostu po to, by móc przetrwać. Podobnie bywa z bliskimi relacjami, w jakie wchodzą – bywają wykorzystywane emocjonalnie, seksualnie, nieszanowane.

    Gniewomir Gredes dopowiada: – Ten stres mniejszościowy jest kluczowy − jeżeli nie można być sobą, to cały czas jest się w poczuciu zagrożenia. Znam sytuacje, w których wyszło na jaw – nawet na terapii − że dany człowiek nie jest osobą heteronormatywną i zaczął być prześladowany przez innych pacjentów. To naprawdę jest bardzo trudne i obciążające doświadczenie. Nie ma w tym nic dziwnego, że w używaniu substancji psychoaktywnych szukają ucieczki i ulgi w cierpieniu.

    Historia 3 – Piotr i Iwan

    Wydawać by się mogło, że w grupie osób LGBT+ najlepiej społecznie odnajdują się homoseksualni mężczyźni. Sporo się o tej grupie społecznej ukazało w mediach artykułów, wywiadów czy reportaży. Społeczeństwo polskie od kilku lat „oswaja” się z trudnym dla wielu – szczególnie konserwatywnych – środowisk zrozumieniem i zaakceptowaniem nieheteronormatywności. Liczne coming outy, parady równości dają złudzenie, że akurat ta grupa nie ma problemu z dyskryminacją czy niemożnością znalezienia pomocy. Czy tak jest naprawdę?

    49-letni mieszkaniec hostelu, Piotr, żyjący od dzieciństwa z niepełnosprawnością (wada słuchu i wzroku) miał dom i pracę, opiekę medyczną i socjalną, dopóki mieszkał w Niemczech. Jego rodzice wcześnie zmarli − od 30 lat nie ma w Polsce rodziny. Jednak kiedy partner, z którym był związany za granicą, go porzucił, Piotr musiał wrócić do Polski i korzystać z pomocy DPS-u, OPS-u, aż w końcu trafił do hostelu. Podobnie Iwan z Mińska. Na Białorusi przez całe dzieciństwo i młodość ukrywał swoją tożsamość, wstydził się jej i bał. Nigdy jej nie akceptował, do czasu, kiedy poznał Pawła z Krakowa. Tworzyli w Polsce wieloletni związek – razem mieszkali, pracowali. Jednak po rozstaniu Iwan stracił pracę i dach nad głową.

    W przypadku Piotra i Iwana związki partnerskie, w których byli, nazwalibyśmy związkami opartymi na współuzależnieniu − ich partnerzy byli bowiem osobami uzależnionymi od alkoholu. I choć w stereotypowym myśleniu utarło się, że współuzależnienie dotyczy głównie kobiet będących w bliskiej relacji z uzależnionym partnerem i że to kobiety są zależne ekonomicznie od swoich mężów, to ten problem tak samo dotyczy homoseksualnych mężczyzn, którzy z różnych przyczyn nie mają wystarczających zasobów, by poradzić sobie w życiu samodzielnie. Co więcej, często są uzależnieni od swoich partnerów także ekonomicznie i doświadczają od nich przemocy.

    Uzależnienie i współuzależnienie a LGBT+

    Kosma Kołodziej w piśmie wydawanym przez Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu pisze: „Przykładem grupy mniejszościowej, którą bardzo często spotyka ostracyzm społeczny, szczególnie w naszym kraju, są osoby nieheteroseksualne, w skrócie LGBT (…). Jest to mniejszość, u której zauważono częste występowanie:

    • znęcania się psychicznego i fizycznego przez osoby z rodziny oraz otoczenia,
    • epizodów bezdomności,
    • depresji,
    • stresu mniejszościowego,
    • zaburzeń odżywiania (bulimia, anoreksja, złe nawyki żywieniowe),
    • ryzykownych zachowań seksualnych,
    • dużego ryzyka wystąpienia prób samobójczych,
    • zwiększonego spożywania alkoholu, palenia papierosów oraz zażywania narkotyków”2.

    Gniewomir Gredes pytany o to, jak wyglądają statystki dotyczące uzależnienia, mówi: − Badania są bardzo okrojone, wąskie, nie każdy kraj się tym zajmuje – są realizowane próby na jakiejś wybranej grupie. Co do Polski nie mamy danych, które można byłoby nagłośnić.

    A jak wygląda to za granicą? Na portalu www.stopuzaleznieniom.pl czytamy: Z danych zebranych przez firmę badawczą Stonewall („LGBT in Britain: Health Report”, 2019) wynika, że spożycie alkoholu jest wyższe w populacji LGBTQ+ (lesbijki, geje, osoby biseksualne, transpłciowe, queer oraz osoby aseksualne) w porównaniu do ogółu populacji. Spośród przebadanych 5000 osób LGBTQ+ w całej Anglii, Szkocji i Walii 78% gejów i biseksualnych mężczyzn oraz 77% lesbijek i kobiet biseksualnych piło alkohol w ostatnim tygodniu poprzedzającym badanie, w porównaniu do 68% mężczyzn i 58% kobiet z ogólnej populacji. Co więcej, 16% osób LGBTQ+ twierdziło w badaniu, że piło alkohol prawie codziennie w ciągu ostatniego roku (w porównaniu z 10% całej populacji UK).

    Ponadto ankieta przeprowadzona w 2021 roku przez NHS Digital wykazała, że osoby LGB częściej niż heteroseksualne piły alkohol w ilości przekraczającej brytyjskie normy krajowe dla „bezpiecznego” picia, tj. 14 jednostek alkoholu tygodniowo. W przypadku osób identyfikujących się jako LGB średnia liczba jednostek spożywanych tygodniowo wynosiła 17,7 (wobec 12,7 jednostek tygodniowo wśród osób heteroseksualnych)3.

    Dane z National Survey on Drug Use and Health (NSDUH) z 2018 roku mówią, że ponad jedna trzecia (37,6%) dorosłych należących do mniejszości seksualnych w wieku 18 lat i starszych zgłosiła używanie marihuany w ciągu ostatniego roku w porównaniu do 16,2% deklarujących takie zachowanie w całej dorosłej populacji. Także używanie opioidów w ubiegłym roku (w tym nadużywanie opioidów wydawanych na receptę lub używanie heroiny) było wyższe − 9% dorosłych należących do mniejszości seksualnych w wieku 18 lat lub starszych zgłosiło takie zachowanie wobec 3,8% w całej populacji dorosłych4.

    Co wiemy na temat osób LGBT+ i uzależnienia w Polsce? Jak już zaznaczono, badań na ten temat nie ma – nie wiemy więc, jaki odsetek osób uzależnionych to osoby nieheteronormatywne, nie wiemy, od czego się uzależniają i czy podejmują terapię uzależnień, podobnie, jak nie wiemy, jak często tkwią w relacjach, w których doświadczają ze strony partnera przemocy oraz czy jest to partner uzależniony. Posiłkować można się więc doświadczeniem Gniewomira Gredesa i Sulimira Szumielewicza. Jak tłumaczy Szumielewicz: – Obszar uzależnień stanowi jakby osobny kontekst trudności życiowych (psychicznych) naszych podopiecznych. Wielu mieszkańców i mieszkanek ma w swoim doświadczeniu eksperymentowanie z substancjami psychoaktywnymi i/lub alkoholem. Zdarzało się, że substancje te były dla nich dostępne w domu rodzinnym – że ich opiekunowie nadużywali lub byli uzależnieni od alkoholu. Co do samych doświadczeń nadużywania, to podsumowując moje obserwacje jako kierownika hostelu, mogę jednoznacznie stwierdzić, że problem uzależnienia dotyczył ponad 60% uczestników, przy czym – co cieszy – kilka osób ma już ukończony pogłębiony proces terapeutyczny i zachowywało abstynencję.

    Jednocześnie w przypadku wszystkich tych osób nadal istnieje potrzeba intensywnych oddziaływań terapeutycznych (w tym terapeuty uzależnień) i opiekuńczo-wychowawczych. Skąd ta potrzeba? Niestety, kilkunastokrotnie odnotowaliśmy przypadki opuszczenia mieszkań treningowych z powodów regulaminowych. Bo to, co trzeba podkreślić, to fakt, że w hostelu podstawowym ograniczeniem swobody jest właśnie całkowity zakaz spożywania alkoholu i przyjmowania substancji psychoaktywnych. Oczywiście, wśród mieszkańców są osoby, dla których spożycie niewielkiej ilości alkoholu nie stanowiłoby żadnego zagrożenia, ale jest też bardzo liczna grupa osób uzależnionych – wspominane 60% – i dlatego ścisłe przestrzeganie tego zakazu przez wszystkich mieszkańców jest konieczne. Stąd potrzeba zatrudnienia terapeuty uzależnień stała się widoczna zaraz po otwarciu hostelu, kiedy nastąpiło wiele naruszeń regulaminu (głównie niezachowanie abstynencji).

    Każda z osób mieszkających w hostelu, która ma za sobą doświadczenie uzależnienia, korzysta więc z konsultacji terapeuty uzależnień. Widać, że większość mieszkańców w czasie pobytu w hostelu – mając zapewnione poczucie bezpieczeństwa i wsparcie – nie ma potrzeby odurzania się ani nie myśli o powrocie do nałogu. Tylko raz zdarzyła się sytuacja, gdy dwie osoby będące pod opieką terapeuty uzależnień, nie zgłaszając wcześniej symptomów nawrotu czy głodu alkoholowego, choć mogły poruszyć ten problem na terapii – pomimo regulaminu wniosły na teren hostelu alkohol i go spożyły. Tym samym musiały opuścić hostel.

    Część osób – poza konsultacjami z terapeutą uzależnień – zaczyna także korzystać z grup samopomocowych typu Anonimowi Alkoholicy czy Anonimowi Narkomani. Niektórzy chcą kontynuować terapię po opuszczeniu hostelu. W rozmowach z mieszkańcami hostelu często pojawia się temat problemów psychicznych (np. obniżenie nastroju, trudności emocjonalne, stany lękowe) spowodowanych utrzymaniem abstynencji. Osoby te potrzebują konsultacji z terapeutą uzależnień i pomocy nie tylko w hostelu, ale również po jego opuszczeniu.

    Możliwość mieszkania w hostelu, bezpiecznym miejscu, pozwala im zastanowić się nad swoimi relacjami z ludźmi oraz planować przyszłość zawodową lub powrót do szkoły. Substancja psychoaktywna przestaje im być potrzebna.

    Zdrowie psychiczne to nie tylko problem z nałogiem, znaczna część mieszkańców zmaga się z objawami kryzysu emocjonalnego: zaburzeniami depresyjno-lękowymi, dysforią płciową lub zaburzeniami osobowości. Niektórzy mają również myśli rezygnacyjne czy samobójcze. Ta część mieszkańców wymaga wzmożonej pomocy psychologicznej/psychoterapeutycznej i jest pod kontrolą lekarza psychiatry (przyjmowali głównie leki antydepresyjne i lękowe). Dodatkowo osoby z doświadczeniem uzależnienia oraz będące w kryzysie bezdomności potrzebują czegoś więcej niż wsparcie terapeuty uzależnień czy psychoterapeuty. Hostel podejmuje więc równolegle szereg innych działań o charakterze aktywizującym i wspierającym osoby LGBT+ w kryzysie bezdomności. A wszystkie formy wsparcia i umiejętne z nich korzystanie stwarzają szansę na pokonanie sytuacji kryzysowej i usamodzielnienie. Są wśród nich m.in. wsparcie prawne, poradnictwo socjalne, prace warsztatowe, wsparcie wychowawcze.

    Hostel interwencyjny

    Trafić do hostelu można poprzez kontakt z psychologiem z telefonu zaufania, jaki prowadzi Lambda lub pisząc do Lambdy e-maila. W hostelu na co dzień przebywa maksymalnie 10 osób. Pracują tam zarówno wychowawcy, jak i psychoterapeuci czy interwenci kryzysowi. Ale nigdzie w internecie ani innym miejscu publicznym nie znajdziemy ich nazwisk, tak jak nie poznamy nigdy publicznie tożsamości ich mieszkańców (o ile sami nie zadecydują inaczej) oraz nie poznamy jego adresu.

    − Szyld z nazwą hostel LGBT+, tak jak tęcza, budzi w niektórych osobach skrajne i nienawistne emocje. Nie podajemy adresu publicznie z jednego powodu: aby nie trafiły tam osoby niepożądane. Dbamy o to, by zapewnić bezpieczeństwo i mieszkańcom, i pracownikom hostelu. Każda osoba deklaruje więc i podpisuje obowiązek zachowania tajemnicy. I jak się okazuje, jest to skuteczne: do tej pory nie mieliśmy żadnej sytuacji związanej z najściem lub sytuacjami, które mogłyby zagrażać czyjemukolwiek zdrowiu lub życiu, więc myślę, że wszyscy tutaj dbają o wspólną przestrzeń, by ta społeczność była bezpieczna – mówi Sulimir Szumielewicz.

    Gniewomir Gredesdodaje: −Warunkiem przyjęcia do naszych mieszkań treningowych jest własna motywacja zgłaszającego się do zmiany aktualnej sytuacji życiowej oraz brak innej możliwości uzyskania poczucia bezpieczeństwa (np. poprzez samodzielne wynajęcie mieszkania) i samodzielnego utrzymania się lub znajdowanie się w sytuacji zmuszającej do nagłego opuszczenia miejsca zamieszkania. Przyjęć do hostelu dokonujemy po przeprowadzeniu rozmowy kwalifikacyjnej, która odbywa się w siedzibie Lambdy Warszawa. Podczas rozmowy staramy się poznać sytuację życiową danej osoby, jej potrzeby i możliwości. Podczas tego pierwszego spotkania oczywiście wykonujemy także testy na obecność substancji psychoaktywnych.

    Hostel (działający na zasadzie mieszkań interwencyjnych) powstał na bazie wcześniejszych doświadczeń w prowadzeniu podobnej placówki, funkcjonującej w latach 2015−2016. Była to pierwsza tego typu instytucja w Polsce. Pierwsze osoby zgłosiły się do hostelu zaraz po jego otwarciu – a do dzisiaj udzielono schronienia ponad 70. osobom. Ponad 90% mieszkańców w chwili przyjęcia nie miało stałego zatrudnienia. Blisko 100% deklarowało problemy finansowe. Zdecydowana większość z nich to osoby młode – w wieku 18-25 lat, najstarsze, które tu trafiły, nie przekroczyły 55. roku życia. Obecnie do hostelu trafia więcej osób transpłciowych niż kiedyś, jest to około 1/4 wszystkich zgłaszających się.

    Wnioski z ewaluacji

    Z końcem roku 2022 psychoterapeuta i psycholog Tomasz Górecki przeprowadził ewaluację działań prowadzonych w hostelu. Opierała się ona na jakościowej analizie wywiadów z mieszkańcami. Analizie poddano również kwestionariusze, które każdorazowo wypełniała każda osoba opuszczająca mieszkanie treningowe. Do ewaluacji została wykorzystana również dokumentacja merytoryczna zadania: formularze przyjęcia, umowy, plany wsparcia indywidualnego, notatki służbowe, dokumenty indywidualne uczestników. W badaniu wzięto pod uwagę informacje dotyczące aktywizacji edukacyjnej i zawodowej (potwierdzone przykładowo przez umowy z pracodawcami) oraz informacje o podejmowanych terapiach (potwierdzone przez specjalistów) i leczeniu (dokumentacja medyczna). Przeprowadzono cztery wywiady indywidualne z odbiorcami zadania oraz cztery wywiady indywidualne ze współpracownikami (pedagog-wychowawca prowadzący spotkania społeczności, psycholożki oraz wychowawczyni). Zebrano i przeanalizowano również 40 zanonimizowanych kwestionariuszy osób opuszczających mieszkania treningowe (inne odmówiły wypełnienia, motywując to zachowaniem prywatności).

    Materiał zebrany w trakcie badania pokazuje, że wdrażany projekt mieszkań treningowych istotnie wpływa na odbiorców. Nie można mówić, w perspektywie poprawy sytuacji życiowej odbiorców, o spektakularnych zmianach. Pamiętać należy jednak o charakterze usługi, jak i o odbiorcach, których problemy często są nawarstwione i skrzyżowane – zatem efekty pracy i oddziaływań mogą być widoczne dopiero po dłuższym czasie.

    Osoby, z którymi przeprowadzono wywiad, dostrzegają korzyści płynące z pobytu w mieszkaniach treningowych, głównie w sferze ich kondycji psychicznej (oddziaływania psychologiczne, terapeutyczne oraz wychowawcze). Doceniają walor spotkań społeczności, dzięki którym poprawiają i korygują relacje interpersonalne i funkcjonowanie w grupie. Blisko połowa osób (49%) wychodzących czuje poprawę swojej sytuacji w momencie opuszczenia hostelu. Byli mieszkańcy znajdują miejsce dalszego pobytu − 55% osób wynajmuje mieszkanie samodzielnie lub wspólnie, 15% spośród nich zamieszkuje u znajomych, osób bliskich, co oznacza, że ponad połowie poprawiła się sytuacja bytowa (zawodowa i finansowa).

    Osoby korzystające z hostelu wysoko oceniły różnego rodzaju pomoc, którą otrzymały w tym miejscu. 94% z nich stwierdziło, że zaoferowana im pomoc psychologiczna była przydatna. 88% jako przydatne ocenili oddziaływania wychowawcze, 92% osób oceniło tak pomoc prawną, 90% pomoc terapeuty uzależnień. Tak wysokie wskaźniki dotyczące oferty pomocowej pokazują, że takie miejsce jak hostel jest bardzo potrzebne. Dotychczas w Polsce powstały tylko dwie tego typu placówki – w Krakowie i Warszawie. Sulimir Szumielewicz i Gniewomir Gredes deklarują, że są gotowi dzielić się swoim doświadczeniem i dobrymi praktykami, aby takie miejsca powstawały w innych miastach Polski.

    Na portalu www.stopuzaleznieniom.pl czytamy: Z danych zebranych przez firmę badawczą Stonewall wynika, że spożycie alkoholu jest wyższe w populacji LGBTQ+ w porównaniu do ogółu populacji. Spośród przebadanych 5000 osób LGBTQ+ w całej Anglii, Szkocji i Walii 78% gejów i biseksualnych mężczyzn oraz 77% lesbijek i kobiet biseksualnych piło alkohol w ostatnim tygodniu poprzedzającym badanie, w porównaniu do 68% mężczyzn i 58% kobiet z ogólnej populacji.

  • Nieodpowiedzialna gra

    Na jednej z konferencji prasowych1, jakie organizowałam, wystąpiła kobieta2 znana w środowisku 12 krokowych wspólnot samopomocowych jako Urszula-hazardzistka. W bardzo emocjonalnym wystąpieniu opowiedziała, jak interwencja ze strony pracownika firmy oferującej zakłady bukmacherskie online wpłynęła na jej decyzję o tym… by podjąć terapię.

    Ula grała online na zakładach bukmacherskich niemal od zawsze – uzależniła się jeszcze jako dziecko. Problem pogłębił się na studiach, kiedy po operacji, unieruchomiona na pół roku, miała nagle mnóstwo wolnego czasu. Im dłużej grała, tym bardziej się zadłużała, tym więcej osób oszukiwała – łącznie z własną matką. Jadła najtańsze jedzenie – parówki, chińskie zupki. Nie miała przyjaciół, ani życia prywatnego.

    W ostatniej fazie czynnego nałogu Ula grała non stop przez większość dnia – po 8–10 godzin, przegrywając coraz większe kwoty. W pewnym momencie dostała informacje od opiekuna jej konta, która uświadomiła jej, że właściwie nic poza graniem online na zakładach bukmacherskich w swoim życiu nie robi. System bowiem wyliczył dokładnie czas i pieniądze przeznaczone na grę na przestrzeni ostatnich miesięcy. Co więcej, opiekun przekazał jej informację, że wszystko wskazuje na to, że jest uzależniona i powinna poszukać pomocy. „To było jak wiadro zimnej wody” – mówiła Urszula.

    Nie dotarł do niej ani terapeuta, nie zrobił tego lekarz ani nikt z rodziny. Zrobił to pracownik firmy oferującej obstawianie meczów. Dlaczego? Dlatego, że jego kobieta nie była w stanie oszukać. Opiekun bowiem doskonale znał historię grania Urszuli – kwoty, jakimi grała i jakie przegrywała. Wiedział, w jakie gry gra i kiedy. Był najbliżej niej w okresie, kiedy była w czynnym nałogu. To tłumaczy, czemu rola pracowników firm hazardowych jest tak ważna. Bez względu na to, jak będziemy oceniać ideę odpowiedzialnej gry.

    Sztuczna inteligencja w profilaktyce uzależnienia od hazardu

    W naszym kraju u części osób – zarówno samych pracowników firm hazardowych, jak i członków wspólnot samopomocowych typu Anonimowi Hazardziści czy naukowców – panuje przekonanie, że odpowiedzialna gra nie działa. Wielu widzi w tym jedynie pomysł na poprawienie wizerunku kasyn czy salonów gier, część cyniczną grę firm hazardowych, za pomocą której namawiają do kontynuacji gry, ale w sposób kontrolowany, tych, którzy już dawno powinni zaprzestać grania.

    Jednak w krajach Europy Zachodniej zaangażowanie operatorów gier losowych w społeczną odpowiedzialność biznesu przyjmuje najróżniejsze formy i systematycznie się rozwija, przecząc tym samym wszelkim opiniom o jej nieskuteczności.

    Do najciekawszych odkryć ostatnich lat należą aplikacje wykorzystujące sztuczną inteligencję do analizowania zachowania graczy. Przekazują one m.in. informacje zwrotne wówczas, gdy gracz zaczyna grać w coraz bardziej ryzykowne gry lub zaczyna wykazywać symptomy grania problemowego.

    Takimi aplikacjami są m.in. Mentor3 oraz Playscan. O tym pierwszym 5 lat temu opowiadał jego współtwórca Mark Griffiths podczas międzynarodowej konferencji dotyczącej uzależnień behawioralnych w Warszawie. Od tamtego czasu Mentor monitoruje i pomaga graczom w Wielkiej Brytanii, Szwecji, Danii, Szwajcarii, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Norwegii, Finlandii, Kanadzie i wielu innych krajach. Dzięki niemu wymienione wcześniej informacje są przekazywane graczowi zarówno wizualnie (w postaci prostych wykresów lub tabel), jak i numerycznie. Dodatkowo system analizuje zachowania graczy. Jeśli tylko wykryje znaczące zmiany, np. ktoś zwiększa swoje stawki, wydłuża czas gry lub przełącza się na bardziej ryzykowną grę – aplikacja przekazuje graczowi informacje i pyta np. „Czy jesteś pewien, że nie grasz dłużej, niż początkowo miałeś zamiar?”.

    Gracz zatem ma narzędzia do przeanalizowania swojego zachowania. Jednocześnie system nie wyklucza graczy, nie identyfikuje problemowych hazardzistów w sposób kliniczny, opiera się wyłącznie na koncepcji świadomego wyboru gracza.

    W Polce jedna z firm oferujących zakłady bukmacherskie informuje, że planuje wprowadzić na rynek Mentora4.

    W przypadku Playscana5 jest nieco inaczej – stworzyła go Svenska Spel, szwedzka loteria należąca do państwa. Mogą z niego korzystać wyłącznie loterie narodowe, które posiadają certyfikaty The European Lotteries i World Lottery Association. Playscan analizuje: czas spędzony na graniu, liczbę samowykluczeń, poziom stawek, czas trwania sesji. To narzędzie pozwala ocenić poziom ryzyka związanego z praktykami hazardowymi. Ryzyko to dzieli na 6 różnych poziomów, o których informuje za pomocą odpowiednich kolorów – zielonego (gracz rekreacyjny), przez różne odcienie żółtego i pomarańczowego (gracz problemowy), aż do czerwonego (uzależnienie).

    A co z firmami i ich możliwościami monitorowania zachowań graczy, dzięki któremu opiekun konta Urszuli-hazardzistki mógł się do niej zwrócić z informacją zwrotną zawierającą niepokojące dane?

    Oczywiście, taki odpowiednik istnieje. Do tego rodzaju aplikacji należy np. GameScanner6, który charakteryzuje się wysoką czułością w wykrywaniu ryzykownych zachowań czy graczy problemowych. Dzięki jego zastosowaniu firma może wiedzieć, jaki odsetek graczy wykazuje symptomy zaburzenia uprawiania hazardu, a także podejmować zindywidualizowane działania i aktywności wobec poszczególnych graczy, którzy są na etapie grania problemowego czy szkodliwego.

    Dzięki informacjom, jakie przekazują wszystkie te aplikacje, powstaje możliwość informowania bezpośrednio graczy o tym, jakiego ryzyka się podejmują lub ostrzegania ich na wczesnym etapie.

    Indywidualny kontakt z graczem

    Jedną z najciekawszych inicjatyw polegających na bezpośrednim kontakcie z graczem i zainspirowaniu go do sięgnięcia po wsparcie, zrealizowała firma Norsk Tipping. Firma przeszkoliła konsultantów, którzy następnie zadzwonili do klientów VIP, czyli tych, którzy w ostatnim roku przegrali najwyższe kwoty. Tematem rozmowy był stosunek tych osób do grania oraz zmotywowanie ich do używania narzędzi kontrolowanego grania.

    Bezpośredni kontakt z klientami jest przyszłością odpowiedzialnej gry. W raporcie European Gaming and Betting Association7 (EGBA) z 2020 roku, opisującym m.in. działania firm hazardowych z zakresu przeciwdziałania uzależnieniu od hazardu, autorzy informują, że członkowie stowarzyszenia w ramach prowadzenia działań promujących odpowiedzialną grę:

    • wysłali 2,8 mln spersonalizowanych komunikatów na temat indywidualnych zachowań graczy związanych z hazardem – i jest to wzrost o 133% w porównaniu z 1,2 mln wysłanych informacji w 2019 roku (wśród komunikatów znalazły się m.in. wiadomości e-mailowe, rozmowy telefoniczne/SMS-y, czaty lub interakcje w wyskakujących okienkach w czasie gry poświęcone odpowiedzialnemu graniu),
    • wysłali 14,2 mln informacji ogólnych w celu promowania bezpieczniejszego hazardu. Były to e-maile, SMS-y lub inne komunikaty poświęcone odpowiedzialnej grze przekazywane klientom, niezależnie od ich indywidualnych zachowań związanych z hazardem.

    W roku 2021 te liczby wzrosły i dodano nowe wskaźniki:

    • do klientów wysłano 15,5 mln wiadomości ogólnych w celu promowania bezpieczniejszego hazardu – wzrost o 9% rocznie,
    • liczba klientów korzystających z co najmniej jednego bezpiecznego narzędzia hazardowego, obowiązkowo lub dobrowolnie, wzrosła do 14,9 mln, czyli o 50%8.

    Jeszcze innym narzędziem jest Gamalyze9. Jest to rodzaj pomysłowego testu, polegającego na udziale w… grze hazardowej. Nie jest to więc, jak zazwyczaj bywa, test tradycyjnie skonstruowany z pytań i odpowiedzi, które gracz może wybrać. Wszystkie pytania są niejako ukryte w grze i przekształcone w mechanizmy znane z gier. To, co podlega analizie, to określone decyzje, jakie podejmuje gracz. System bada jego zachowania, impulsy, jakie nim kierują, schematy myślowe. Dzięki temu uzyskuje się o wiele bardziej obiektywny wynik, ponieważ Gamalyze odzwierciedla działania i decyzje podczas gry, a nie refleksje na temat własnego zachowania.

    Wayne Rooney walczy z uzależnieniem od hazardu

    Inną metodą, tym razem z obszaru profilaktyki uniwersalnej, są kampanie społeczne poświęcone odpowiedzialnemu graniu. Tego rodzaju kampanie są realizowane m.in. przez gigantów hazardowych, takich jak największa na świecie firma oferująca zakłady bukmacherskie William Hill czy Casumo − globalne kasyno online. Ale realizują je też inni.

    Do najciekawszych kreacji należy choćby ta przygotowana przez 32Red. Firma zaprosiła do swojej kampanii słynnego piłkarza Wayne’a Rooneya10, o którym opinia publiczna wiedziała, że w przeszłości miał problem z uzależnieniem i od alkoholu, i od hazardu. Rooney jest twarzą kampanii o nazwie Know Your Limits. Poza 60-sekundowym spotem, w którym wraz z dwoma innymi sportowcami w prosty sposób przekazuje, na czym polega granie kontrolowane i o czym osoby angażujące się w hazard powinny pamiętać, występuje również w wywiadach i reportażach, będących częścią tej kampanii. Rooney opowiada swoją historię i dzięki temu jest wiarygodny11.

    Strona internetowa oferująca szereg gier hazardowych – 888, stworzyła wiele odsłon12 dotyczących tego samego przekazu, a który streścić można jednym hasłem – „zachowaj umiar”. W kampanii nie ma właściwie żadnych słów, nie ma ludzi. Jest jedynie obraz. I tak – przykładowo − oglądamy metaforę tego hasła, patrząc na filiżankę z kawą. I widzimy rękę, która nabiera łyżeczką cukier z cukiernicy i słodzi kawę. Następnie dosypuje do filiżanki kawy kolejną łyżeczkę cukru. Po chwili ta sama ręka dodaje… dwie, trzy, a z czasem cztery i więcej, aż w końcu wsypuje zawartość całej cukiernicy.

    W innym spocie tej samej firmy obserwujemy, co dzieje się z kwiatem13, o który ktoś przesadnie i nadmiarowo dba – początkowo, podlewany w zdrowych proporcjach, kwitnie i ma się dobrze. Z czasem jednak, gdy ta sama ręka co w przypadku spotu z kawą – systematycznie go przelewa, zaczyna gnić i w rezultacie usycha.

    Kampanie społeczne mieszczą się w szerokim obszarze działań, które można nazwać edukacją społeczną czy działaniami z zakresu profilaktyki uniwersalnej. W tym obszarze znajduje się także informowanie graczy o tym, które z gier są bardziej lub mniej uzależniające. I tu z pomocą przychodzi technologia – są bowiem aplikacje, badające potencjał uzależniający gier. Jest nią istniejący od lat ASTERIG®14, który mierzy możliwe wymiary potencjalnego ryzyka produktów hazardowych. Jest nią także Gamgard15, który został opracowany już wiele lat temu, bo w 2006 roku. Każda z tych aplikacji została stworzona przez zespół ekspertów i badaczy gier z całego świata.

    Polska na szarym końcu

    Jak to wygląda w Polsce? Niestety, większość wymienionych działań nie jest u nas realizowana. Dodatkowo: co do poziomu wdrażania odpowiedzialnej gry, choćby na podstawowym poziomie – wszystko, co jest robione w naszym kraju, jest niespójne i niekonsekwentne.

    Czemu? Żeby to zrozumieć należy odwołać się do zapisów ustawy hazardowej. To ona bowiem opisuje, w jakim stopniu i w jakiej formie operatorzy gier losowych powinni starać się (bądź nie) przeciwdziałać uzależnieniu od hazardu u swoich klientów. I tak według ustawy, kasyna stacjonarne nie są zobowiązane do wdrażania odpowiedzialnej gry. Firmy oferujące zakłady bukmacherskie w punktach stacjonarnych – także nie są. Podobnie kioski, w których sprzedaje się zdrapki, kupony Lotto czy inne gry liczbowe Totalizatora Sportowego. A zatem w 50 kasynach, w 1581 legalnych punktach naziemnych oferujących zakłady bukmacherskie oraz 46 tys. kiosków w całej Polsce nie ma słowa o odpowiedzialnej grze – o ile operator sam nie podejmie takiej decyzji, że chce to robić. A w większości – nie podejmuje.

    Wyjątkiem jest Casinos Poland, które systematycznie szkoli swoich pracowników w obszarze interweniowania wobec graczy problemowych i uzależnionych; wydrukowało także dyskretne wizytówki z telefonem zaufania 801 889 880 i rozłożyło je w toaletach, tak by goście mogli je wziąć nie narażając się na krępujące spojrzenia. Ponadto na ekranach rozmieszczonych w kasynie pojawiają się konkretne hasła dotyczące zasad odpowiedzialnego grania, choćby: nie pożyczaj pieniędzy na grę, nie traktuj hazardu jako sposobu na zarobek, nie graj, będąc pod wpływem alkoholu itp.

    Wszystkie te działania podejmowane są przez Zarząd i Dział Społecznej Odpowiedzialności Biznesu wspomnianego kasyna z ich własnej inicjatywy.

    Gdzie zatem ustawa hazardowa reguluje zasady odpowiedzialnej gry i narzuca je operatorom oraz nie pozwala im na dowolność? W dwóch miejscach, w których można obstawiać gry: w internecie (w Polsce legalnie działa jedna strona, na której można grać w gry kasynowe oraz 20 stron z możliwością obstawiania meczów sportowych) i w salonach z automatami.

    Co to w praktyce oznacza? Że na 25 legalnych16 stronach internetowych, na których można grać oraz w ponad 100017 punktach z automatami, można znaleźć regulamin odpowiedzialnej gry. W dobie skrótu informacyjnego i przekazywania społeczeństwu treści za pomocą obrazu, warto zaznaczyć, że regulamin ten niestety nie jest prostą i krótką lekturą − jest bowiem długi oraz pisany prawniczym językiem.

    Co jednak ważne, gwarantuje graczom, że mogą i mają prawo do skorzystania z narzędzi do kontrolowania grania. Te narzędzia mają im pomóc grać odpowiedzialnie, tak by pojawiający się problem z hazardem nie pogłębił się i nie stał się uzależnieniem. Do narzędzi kontrolowanego grania należą:

    • Możliwość zaplanowania oraz systemowego ustawienia limitu środków, za które chce się grać w perspektywie dziennej czy miesięcznej. Po przekroczeniu ustalonej przez samego siebie kwoty, system automatycznie blokuje możliwość kontynuacji grania. Co ważne, choć jest możliwość zmiany wysokości limitu, to nigdy nie dzieje się to od razu. Gracz musi poczekać minimum 24 godziny, by móc zwiększyć stawki. A zatem system i regulamin odpowiedzialnej gry wymusza na graczu przerwę w grze.
    • Ustawienie limitu czasu, przez który planuje się grać – zarówno dobowo, jak i miesięcznie. Tu, jeśli mówimy o kontrolowaniu, sytuacja wygląda identycznie – jeśli gracz ustawi sobie, że maksymalny czas gry dziennie to 2 godziny, to po jego przekroczeniu, system zawiesi grę.
    • Poza możliwością limitowania istnieje jeszcze tzw. przerwa w grze. Czym ona jest? Gracz może zgłosić do obsługi chęć zawieszenia uczestnictwa w graniu na wybrany przez siebie okres – np. jednego tygodnia czy trzech miesięcy.
    • I ostatnie narzędzie – samowykluczenie z gry. Na prośbę gracza operator gier losowych likwiduje jego konto bez możliwości otworzenia go na nowo i wznowienia gry.

    Czy gracze w Polsce korzystają z tych narzędzi? Nie wiemy, ponieważ nikt tego nie bada. Można się domyślać, że jeśli robią to hazardziści, to niestety dzieje się to bardzo rzadko. Z prostego powodu – nikt w Polsce nie stara się im wytłumaczyć, czemu te narzędzia miałyby służyć i jak ich używać. Od 6 lat próbuję namówić firmy hazardowe do realizacji takiej kampanii, używając argumentów dotyczących licznych korzyści, jakie mogliby z tego mieć – niestety bezskutecznie. Część firm tłumaczy się brakiem środków, część zapisami prawnymi, które ponoć miałyby uniemożliwiać realizację takiej kampanii. To drugie na pewno – z uwagi na ustawowy zakaz reklamy gier hazardowych – wymusza na przyszłym realizatorze bardzo uważne zaprojektowanie takiej kampanii, by firma nie naraziła się na zarzut reklamowania swoich usług.

    Kończąc wątek wdrażania odpowiedzialnej gry w Polsce, należy podkreślić, że bezwzględnie w naszym kraju, zgodnie z art. 27 ustawy o grach hazardowych − wstęp do ośrodków gier oraz do punktów przyjmowania zakładów wzajemnych jest dozwolony dla osób, które ukończyły 18 lat. Zaś w grach hazardowych, z wyjątkiem loterii fantowych oraz loterii promocyjnych, mogą uczestniczyć wyłącznie osoby pełnoletnie. Podkreślam to, ponieważ jeszcze 13 lat temu nie było to takie oczywiste.

    Kolejną kwestią, o której nie można zapominać, jest ta, że Ministerstwo Zdrowia przez ostatnie 10 lat, w ramach NPZ, niemal w całości sfinansowało szkolenia dla firm hazardowych z zakresu odpowiedzialnej gry. Przeszkolono ponad 1000 osób reprezentujących 20 firm hazardowych18. To 95% rynku legalnego w Polsce. I za tę możliwość należy się wielki ukłon w stronę kierownictwa Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych, które zaufało Fundacji Inspiratornia i pozwoliło ten proces przez ostatnie lata przeprowadzić.

    Kolejny ukłon należy się za to, że na międzynarodowych konferencjach poświęconych uzależnieniom behawioralnym, organizowanych przez Fundację Res Humanae Polska, gościły najważniejsze osoby zajmujące się problematyką odpowiedzialnej gry na świecie – wspomniany Mark Griffiths i Pieter Remmers19. Obaj stworzyli podwaliny wszystkiego, co wiemy o odpowiedzialnej grze. Griffiths zrealizował dziesiątki badań naukowych na temat skuteczności tradycyjnych narzędzi odpowiedzialnej gry, także aplikacji do monitorowania zachowań graczy20. Remmers jest członkiem Komitetu Wykonawczego Europejskiego Stowarzyszenia Badań nad Hazardem (EASG). A w 2003 roku stworzył G4 (Global Gambling Guidance Group), która zajmuje się Międzynarodowym Systemem Akredytacji w zakresie odpowiedzialnej gry dla branży gier hazardowych, zakładów wzajemnych i loterii, zarówno stacjonarnych, jak i internetowych. Obaj dzielili się z polskimi odbiorcami swoim doświadczeniem.

    Przyszłość odpowiedzialnej gry w Polsce

    Zatem wiedza w Polsce jest – a firmy są do jej praktycznego wdrażania przygotowane. Kierunek, który został obrany przez państwo, jest także słuszny, jednak brak mu spójności, konsekwencji oraz kilku praktycznych elementów:

    • Imiennej karty gracza – czyli narzędzia, za pomocą którego gracz miałby możliwość korzystania z gier. Wówczas limity, które by sobie określał, byłyby indywidualne i obowiązywałyby we wszystkich miejscach, w których by grał – czyli w kasynach, punktach z zakładami bukmacherskimi czy salonach z automatami oraz kolekturami, a nie jedynie – jak jest obecnie – wyłącznie w salonach.
    • Aplikacji, która monitoruje zachowania gracza i przekazuje mu informacje zwrotne – w tym ostrzegawcze czy motywacyjne związane np. z faktem, że gra zbyt ryzykownie.
    • Kampanii społecznej informującej, jak grać odpowiedzialnie – bez informacji o tym, po co takie narzędzia są tworzone i jak ich używać, nie będzie możliwości, by gracze z nich korzystali.

    I najważniejsze – przeprowadzenia badań, które przeanalizują, które z narzędzi i na jakich zasadach działają i są w Polsce skuteczne. Wtedy dopiero będziemy mogli ocenić, co w naszym kraju się sprawdza, a co nie, i ewentualnie to zmieniać.

  • O czym nie wiedzą rodzice?

    Prawo mówi o tym, że treści pornograficzne mogą oglądać osoby dorosłe, czyli te, które ukończyły 18 lat. A dzieci nie powinny mieć z nią kontaktu. Ale jest tak tylko w teorii. Kiedy prowadzę zajęcia edukacyjno-profilaktyczne dla rodziców dzieci i nastolatków, pytam, czy dorośli mają świadomość, że w Polsce czasem już 9-letnie dzieci mają pierwszy kontakt z pornografią – słyszę wówczas krępującą, pełną napięcia ciszę. Po chwili pada informacja, że nawet nie wiedzą, jak z dziećmi o tym rozmawiać…

    Możliwości ochrony

    Kilka lat temu rząd Nowej Zelandii przeprowadził kampanię społeczną „Keep it real online”, poświęconą zagrożeniom związanym ze zbyt wczesnym kontaktem dzieci i młodzieży z filmami pornograficznymi1. Osoby odpowiadające za jej kreację idealnie wstrzeliły się w potrzeby współczesnych rodziców – spot bowiem został zrobiony w sposób humorystyczny, wręcz absurdalny, co łagodziło zarówno wstyd, jak i lęk dotyczący podjęcia przez opiekunów tego tematu. Na czym polegał ten absurd? Oto do domku jednorodzinnego zawitali niespodziewani i oryginalni goście – para aktorów filmu porno, oczywiście nago. Przyszli powiadomić mamę 11-letniego chłopca, że ten ciągle ogląda to, co oni robią. Ich wizyta miała cel profilaktyczny – przyszli z prośbą, by mama wpłynęła na chłopca, ponieważ, jak mówili, on jest jeszcze za mały, a poza tym przecież to, co oni robią w tych filmach, w żaden sposób nie przekłada się na ich życie seksualne poza planem2. Kampania miała miliony odsłon na kanale You Tube oraz tysiące polubień – pisały o niej także wszystkie ważne media na całym świecie.

    Inną akcję w tym temacie podjęły kraje anglosaskie, niemieckojęzyczne oraz Chiny, wydając publikacje poświęcone tej problematyce. Jest nią seria książeczek pt. „Good pictures. Bad pictures”, czyli opowieść o mamie i tacie, którzy uczą swoje dziecko, czym jest pornografia, dlaczego jest niebezpieczna i jak dziecko ma sobie radzić, jeśli miało z nią kontakt.

    Czemu jedna i druga kampania skierowana była do rodziców? Przede wszystkim dlatego, że nie ma sposobu na to, by za pomocą oprogramowania na komputerze i smartfonie skutecznie zablokować wszelkie strony w pornografią. Stąd także na całym świecie pojawiają się akcje protestacyjne dotyczące tego problemu, jak na przykład kampania #ProtectChildernNotPorn. Jej autorzy mówią wprost: „Domagamy się weryfikacji wieku, z dowodem tożsamości, na wszystkich stronach zawierających pornografię, aby dzieci na całym świecie mogły być chronione przed zmieniającymi życie konsekwencjami narażenia nieletnich na kontakt z pornografią”.

    Kampania #ProtectChildrenNotPorn rozpoczęła się w sierpniu 2021 roku od opublikowania petycji skierowanej m.in. do Apple, Twittera i Google’a, w której twórcy apelowali przede wszystkim o to, by wszystkie witryny zawierające treści pornograficzne wymagały od odwiedzających, po pierwsze – zweryfikowania ich wieku za pomocą dowodu tożsamości; po drugie – potwierdzenia tej tożsamości przez inną stronę prowadzoną przez zaufaną firmę (np. banku, w którym osoba pełnoletnia ma konto).

    Helen Taylor, wiceprezes Impact w Exodus Cry3, powiedziała wówczas: „Ta kampania skupia się na fakcie, że strony pornograficzne mają zerowe bariery weryfikacji wieku, więc każde pięcio-, sześcio- lub siedmioletnie dziecko z dostępem do smartfona… ma dostęp do tego rodzaju hardcorowych treści pornograficznych. Mówimy, że rozwiązaniem są zasady weryfikacji wieku, podobnie jak np. w przypadku zakupu tytoniu − aby go kupić, musisz pokazać dowód tożsamości”4.

    Wróćmy do książeczki „Good pictures. Bad pictures” – jej autorzy mówią wprost: aby zachować bezpieczeństwo w erze cyfrowej, dzieci muszą zainstalować wewnętrzny filtr we własnym mózgu. I pokazują im, jak to zrobić. Bo niestety, wiele małych dzieci jest narażonych na kontakt z pornografią bez świadomości, że może to wpływać na ich rozwijającą się psychikę. Żeby pokazać powagę problemu, warto odpowiedzieć na pytanie: z jakimi treściami mogą się spotkać na takich stronach? Jak mówią autorzy kampanii #ProtectChildernNotPorn, jedno z badań5 wykazało, że 45% scen na Pornhub zawierało co najmniej jeden akt agresji fizycznej, podczas gdy 35% scen z Xvideos zawierało agresję. Klapsy, kneblowanie, poklepywanie, ciągnięcie za włosy i dławienie to pięć najczęstszych form agresji fizycznej. Kobiety były celem agresji w 97% scen, a ich reakcja na agresję była neutralna lub pozytywna, a rzadko negatywna. Ale przecież to nie wszystko. Jest też seks grupowy, BDSM i wiele, wiele innych.

    Wczesny kontakt

    Jak już wspomniałam, badania mówią, że pierwszy kontakt dziecka w Polsce z pornografią ma miejsce wówczas, gdy kończy ono 8-9 lat. Najczęściej wówczas, gdy dostaje w prezencie swój pierwszy smartfon, ze swobodnym dostępem do internetu.

    W podsumowaniu raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę6 na temat pornografii dziecięcej znajdziemy m.in. informacje dotyczące poszczególnych podziałów wiekowych:

    Dzieci w wieku 11–14 lat

    • Na pornografię przypadkiem trafiają przede wszystkim młodsze dzieci, w wieku 11–12 lat – 69%, one też istotnie rzadziej niż inne grupy wiekowe szukają takich treści (18%).
    • Niemal dwie trzecie dzieci w wieku 11–12 lat (61%) i 43% w wieku 13–14 lat, które zetknęły się z pornografią, było tym zaniepokojone. Spośród nich 32% z kimś o tym rozmawiało, istotnie częściej niż inne grupy wiekowe 11–12-latkowie rozmawiali o tym z mamą (39%).
    • Rodzice co czwartego dziecka w wieku 11–14 lat (24%) nie wprowadzili żadnych zasad korzystania z internetu, natomiast co trzecie dziecko (34%) obowiązuje zasada, że nie może wchodzić na strony dla dorosłych.

    Młodzież w wieku 15–18 lat

    • Kontakt z materiałami pornograficznymi i seksualizującymi miało 55% 15–16-latków i 63% 17–18-latków.
    • Najstarsi respondenci (17–18 lat) istotnie częściej niż inne grupy wiekowe mają kontakt z pornografią w internecie (94%).
    • Celowo materiałów pornograficznych szuka najczęściej starsza młodzież (17–18 lat – 40%).
    • Rodzice 66% młodych ludzi w wieku 15–18 lat nie wprowadzili żadnych zasad korzystania z internetu, a zakaz wchodzenia na strony dla dorosłych obowiązywał jedynie 9% młodzieży.

    Ale, jak już wiemy, jest to problem nie tylko polski. Przykładowo, w Szwecji wykazano, że 70% uczniów szkół średnich, którzy często oglądali pornografię, w tym przemoc i wykorzystywanie seksualne dzieci i zwierząt, zgłosiło, że pornografia sprawiła, że chcieli wypróbować to, co widzieli, w realu.

    Szukanie przyczyn

    Żeby dobrze zrozumieć zjawisko pornografii i związane z nim ryzyka oraz jego podłoże, zastanówmy się, po co dzieci i nastolatki wchodzą na te strony i jaka towarzyszy temu motywacja.

    Przede wszystkim wchodzą tam przypadkowo, szukając czegoś w internecie. Część z nich robi to także za namową kolegów, jeszcze inni szukają niejako na własną rękę edukacji seksualnej, ponieważ ani w domu, ani w szkole nikt z nimi o seksualności nie rozmawia. A jaki wpływ może to mieć na młodego człowieka? Tego jeszcze w pełni nie wiemy. Ale musimy stawiać hipotezy i przewidywać konsekwencje, bo jak mówi prof. Mateusz Gola: „Trudno jest je jednoznacznie sformułować, ale podejrzewam, że tak wczesne korzystanie z pornografii sprawi: po pierwsze, że układ nagrody w mózgu tych dzieci w przyszłości będzie się habituował na bodźce erotyczne – czyli z czasem te dzieci będą potrzebowały coraz silniejszych bodźców i doświadczeń. Po drugie, wydaje mi się, że będzie to mieć wpływ na naturalny proces uczenia się: doświadczenie oglądania pornografii jest przecież doświadczeniem bardzo pobudzającym. A tu pobudzenie seksualne wynika tylko z bodźca wzrokowego – patrzę na ekran, widzę atrakcyjny seksualnie obraz, on mnie pobudza seksualnie, ale jednocześnie nie doświadczam innych bodźców: dotyku, zapachu, czułości, emocji. Tego nie ma. W związku z tym ta seksualność dzieciaków wychowanych na pornografii może się kształtować wokół warstwy wizualnej. Uczą się one doświadczenia seksualnego opartego tylko na tym wąskim aspekcie. Na pewno może mieć to także wpływ na formę zachowań seksualnych – na to, jak w przyszłości będą wyglądały relacje seksualne. Niektóre z tych zmian pokazują bardzo ciekawe badania australijskie z 2016 roku, w których przeprowadzono wywiady z nastolatkami właśnie na ten temat. Pojawiają się w nich choćby korelacje pokazujące, że im więcej pornografii ktoś ogląda, tym mniej atrakcyjnie się czuje potem ze swoim ciałem (…). Dziewczyny, które oglądają więcej porno, mają większą otwartość na wiele różnorodnych form seksu, na przykład seks analny. Z wywiadów wynika też, że wiele dzieciaków nie ma już problemu z podejmowaniem przypadkowej aktywności seksualnej typu: uprawianie na imprezie – z osobą nieznaną – seksu oralnego. Zatem widzimy, że ta seksualność odrywa się coraz bardziej od aspektu budowania relacji”7.

    Dodatkowo z badań, które do tej pory zostały przeprowadzone, wiemy, że obrazy oglądane na stronach pornograficznych silnie działają na dzieci i nastolatki i że oglądając je, dzieci się masturbują. Jeśli stanie się to nawykiem, może przerodzić się z czasem w kompulsywne zachowania seksualne, gdzie młody człowiek już nawykowo będzie regulował sobie trudne emocje za pomocą oglądania porno i masturbacji.

    Polskie programy profilaktyczne znajdujące się w Bazie Programów Rekomendowanych nie obejmują wspomnianych tematów. Tymczasem istnieje potrzeba, by zająć się tymi obszarami – zarówno planując działania adresowane do małych dzieci, jak i nastolatków czy młodych dorosłych. Oczywistą kwestią jest bowiem, że innego języka i innych informacji będziemy udzielać dziecku, która ma lat 9, które jest przed pierwszym kontaktem z pornografią, a zupełnie innego temu, które ma lat 15. Co do tej starszej grupy wiekowej – jak trudne jest to zadanie, ilustruje jeden z dowcipów: ojciec mówi do syna: „Czas byśmy porozmawiali o seksie”, na co syn odpowiada: „Okej tato, czego byś chciał się nauczyć i dowiedzieć?”.

    By nie zostawić czytelników i czytelniczek z informacją o tym, że jest problem, ale na razie brak rozwiązań, dodam, że w Polsce jedną z organizacji, która czynnie podejmuje dialog na ten temat jest Stowarzyszenie Twoja Sprawa (STS), które powstało w 2008 roku, aby chronić przestrzeń publiczną przed wulgarnością, obscenicznością, seksualizacją i uprzedmiotowieniem kobiet oraz szeroko rozumianymi naruszeniami dobrych obyczajów w reklamie i mediach. Od 2013 roku w centrum ich zainteresowań znalazło się zagrożenie dzieci przez pornografię. Na stronie www.opornografii.pl można więc znaleźć informacje o tym, jak rozmawiać z dziećmi na ten temat oraz o czym warto wiedzieć, przygotowując się do rozmowy z dzieckiem lub nastolatkiem.

    Hazard a niepełnoletni

    W Polsce istnieje ustawowy zakaz sprzedaży gier hazardowych osobom, które nie ukończyły 18. roku życia. Podobnie jest z kwestią korzystania z gier hazardowych opublikowanych na stronach nieposiadających zgody polskiego ustawodawcy na jego prowadzenie.

    Jeden i drugi zapis niestety w praktyce nie działa. Po pierwsze, dlatego, że na nielegalne strony z hazardem online może wejść każdy, kto jedynie potwierdzi, że jest pełnoletni. Po drugie – choć w roku 2016 ustawa o grach hazardowych wprowadziła nowelizacją obowiązek blokowania takich nielegalnych stron przez operatorów sprzedających usługi internetowe, to de facto nic i nikogo nie chroni przed tym zagrożeniem. Jeśli bowiem spojrzymy na Rejestr Domen Służących do Oferowania Gier Hazardowych Niezgodnie z Ustawą, zobaczymy, po pierwsze – że znajduje się tam ponad 26 400 zablokowanych adresów; po drugie zaś – że są proste sposoby, za pomocą których nielegalni operatorzy obchodzą polskie prawo. Należy do nich choćby nieznaczne zmienianie nazwy strony z www.casino1.com na np. www.casino2.com. Zatem jest to przysłowiowa zabawa w kotka i myszkę, ponieważ blokowana strona za chwilę ma swojego klona.

    Tymczasem, jak wiemy z badań zarówno brytyjskich, jak i polskich – hazard online łatwiej, szybciej i silniej uzależnia. Według badania8 Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego „e-Games. Gry komputerowe i P2W, dane empiryczne, analiza rynku uzależnienia, profile graczy. Badania wielonarodowe”, zrealizowanego pod kierunkiem dr B. Lelonek-Kulety blisko 27% osób grających online wykazywało objawy problemowego grania. A jak pisze dr Magdalena Rowicka, „Griffiths
    i Barnes (2008) przeanalizowali podobieństwa
    i różnice pomiędzy graczami internetowymi i konwencjonalnymi (czyli grającymi w sposób tradycyjny – poza internetem) i wykazali, że gracze problemowi dużo częściej grają w internecie (77%). Badacze sugerują, że odpowiedzialne są za to charakterystyki internetu, tj. wygoda, dostęp (24 godziny na dobę), ciągłe wzmocnienia i natychmiastowa sposobność do odegrania się”9.

    Co to ma wspólnego z dziećmi? To, że w internecie bez problemu natkną się one na reklamy wirtualnych kasyn i z ciekawości… mogą zacząć z nich korzystać. Przestrzegali przed tym jeszcze w 2018 roku badacze Fundacji CBOS – w badaniu pt. „Nastolatki w sieci hazardu − pogłębiona analiza zjawiska hazardu online”.

    Jak się okazuje, osoba niepełnoletnia zwykle natyka się na kasyno online przypadkiem, np. na portalach społecznościowych. A sama przygoda z hazardem zaczyna się najczęściej od tzw. wersji demo i – jak dowodzą wspomniane badania − przynajmniej dla części nastolatków gra w darmowe gry w wirtualnym kasynie stanowi naturalny wstęp do gry za pieniądze.

    Co więcej, szereg stron kasyn online swoją grafiką nie przypomina obrazów znanych nam kasyn z filmów sensacyjnych czy obrazów widzianych przy okazji wizyt w kasynie. Nie znajdziemy więc zdjęć lub symboli automatów do gry tzw. jednorękich bandytów czy choćby ruletki albo pokera. Nie pojawi się nic charakterystycznego, co jednoznacznie wskazywałoby na gry hazardowe. A przede wszystkim, że jest to strona dla dorosłych. I nic nie ostrzeże dziecka o tym, że ta strona nie jest dla niego.

    By wejść na taką stronę, wystarczy wpisać do wyszukiwarki hasło „kasyno online”. Wyników jest setki, ale już w pierwszej dwudziestce znajdziemy na przykład kasyno o nazwie Cookie. Grafika tej strony jest grafiką, jaką znamy raczej z kreskówek dla dzieci – na ekranie pojawiają się narysowane symbole słodyczy. Kolory, uśmiechnięte buźki ciasteczek – pierniczków, babeczek, tortu − przypominają swoją różnorodnością i barwnością bajkę dla dzieci. Inne kasyno, o nazwie Malina, jeszcze dwa lata temu swoją grafikę adresowało także do dzieci, ale już starszych – raczej chłopców, nastolatków: na ekranie widniał bowiem narysowany kowboj, reszta ilustracji także przypominała komiks ilustrujący przygody na Dzikim Zachodzie.

    W przypadku obu adresów wystarczyło tylko – by grać – nadać sobie login i hasło oraz zarejestrować kartę kredytową. Podczas rejestracji nie pojawią się żadne informacje na temat profilaktyki czy zakazu grania przez osoby niepełnoletnie, nie ma żadnych ograniczeń dotyczących gry, a operator nie wymaga weryfikacji wieku.

    Powody grania

    Co wiemy o graniu w hazard online przez osoby niepełnoletnie? Znów warto odnieść się do wspomnianych badań Fundacji CBOS. Jak piszą badacze: „Wiekiem podwyższonego ryzyka, jeśli chodzi o hazard w internecie, jest 16 lat; symptomy zainteresowania wirtualnymi kasynami pojawiają się jednak znacznie wcześniej, już około 13.−14. roku życia. Zainteresowanie grami darmowymi wzrasta stopniowo wraz z wiekiem, natomiast w przypadku gier za pieniądze ma charakter skokowy – «wybucha» niejako wśród 16-latków, osiągając wówczas swoje apogeum”10.

    Jednocześnie dane z badania wskazują na obniżanie się wieku „inicjacji hazardowej”: inicjacja hazardowa obecnych nastolatków grających w kasynach internetowych jest wczesna – prawie co piąty spośród nich przeżył to doświadczenie nie później niż jako 10-latek. Dlaczego grają? Z bardzo wielu powodów. Oczywiście jest nim chęć zdobycia pieniędzy, ale nie tylko. Oddajmy głos samym zainteresowanym:

    – interesowała mnie gra, bo moje ziomki w to grali i spodobało mi się to – zacząłem grać z przyjaciółmi – oni mnie do tego zachęcili,

    – bo to są najpopularniejsze wirtualne kasyna wśród moich znajomych i od nich zacząłem i gram w nich z przyzwyczajenia,

    – nudziłem się, to stwierdziłem, że poszukam sobie jakiegoś zajęcia,

    – byłem chory w domu i szukałem w internecie jakiejś rozrywki, zobaczyłem stronkę – kolega powiedział, że to fajne i nie trzeba mieć 18 lat.

    Oferta wirtualnych kasyn internetowych dostępnych dla nastolatków wydaje się bardzo duża: w odpowiedzi na pytanie o kasyno, w którym zazwyczaj grają w darmowe gry, respondenci wymienili ponad 40 nazw portali internetowych poświęconych grom o charakterze hazardowym.

    Jak sobie z tym radzić?

    Niestety, nie ma na to dobrej recepty. Dlatego tak ważna jest edukacja społeczna – przede wszystkim uświadamianie opiekunów osób niepełnoletnich: rodziców, nauczycieli i pedagogów. Wczesny kontakt z hazardem może bowiem wyrabiać niezdrowe nawyki i jest czynnikiem ryzyka uzależnienia się od hazardu w życiu dorosłym. Jeśli zaś będzie to gra, w której udział będzie odpłatny – może też dojść ryzyko dużych strat finansowych (wystarczy przecież, że dziecko użyje karty kredytowej zapisanej w laptopie rodzica).

    Kolejną kwestią są mechanizmy znane z gier hazardowych wykorzystywane w grach komputerowych off i online. Mowa o lootboxach, czyli skrzyniach z niespodzianką, zawierających losowe, wirtualne przedmioty. W zależności od producenta i jego koncepcji lootbox można otrzymać za postęp w grze lub kupując go za wirtualne (zdobywane w grze) lub realne pieniądze za pomocą mikropłatności. Do czego można przyrównać ten mechanizm działania i oddziaływania na psychikę? Najbliżej tego zjawiska są automaty tzw. jednoręcy bandyci – w grze komputerowej mamy przecież do czynienia z bodźcami dźwiękowymi, zmianą obrazów, barw, intensyfikacją. Lootbox nie pojawia się, ot tak – pojawia się zazwyczaj w silnie emocjonującym momencie gry, wtedy, kiedy coś od zakupu lootboxa może zależeć: otrzymamy na przykład ekstra zbroję, dodatkowy miecz albo możliwość przejścia szybciej danego etapu gry. Problem w tym, że także możemy tego wszystkiego… nie otrzymać, ponieważ lootboxy działają w sposób losowy.

    Problem połączenia elementów gry komputerowej z elementami hazardu jest tematem zainteresowań wielu badaczy. W Polsce zajęli się nim między innymi dr Łukasz Wieczorek i dr Katarzyna Dąbrowska z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w swoim badaniu pt. „Czynniki ryzyka rozwoju zaburzeń hazardowych wśród graczy w gry komputerowe online i offline (w tym gry typu Pay2Win)”. Na zakończenie więc posłużę się ich rekomendacją na przyszłość: „Należy opracować strategię profilaktyczną podnoszącą świadomość, informującą i edukującą na temat hazardu i zaburzeń hazardowych oraz związków z graniem w gry wideo. Strategia powinna uwzględniać objawy występowania zaburzeń hazardowych oraz wynikające z grania w gry wideo. (…) Operatorzy gier muszą położyć większy nacisk na odpowiedzialność społeczną za strategie marketingowe, których celem jest sprzedaż gier oraz zachęty do zakupów w grze. W przypadku gier społecznościowych należy wprowadzić bardziej rygorystyczne środki weryfikacji wieku, szczególnie tam, gdzie młodzież ma dostęp do gier zawierających elementy hazardu, nawet jeśli te gry wykorzystują jedynie wirtualną walutę. Rodzice muszą również wziąć na siebie odpowiedzialność za umożliwienie dzieciom grania w gry społecznościowe lub instalowania gier na telefon. Rodzice powinni nadzorować wszystkie aplikacje instalowane na telefonach dzieci, nie udostępniać haseł do sklepów internetowych, usuwać zachowane w historii telefonu numery kart kredytowych i debetowych oraz rozmawiać z dziećmi o zakupach dodatków w grach”11.

    Jest to ważne także z uwagi na fakt, że z deklaracji badanych, które analizował we wspomnianych badaniach CBOS, wynika, że zdecydowana większość (68,0%) rodziców nastoletnich graczy nie ma świadomości, że ich dzieci grają za prawdziwe pieniądze w wirtualnych kasynach. Jeżeli o fakcie tym wie jedno z rodziców, to jest to częściej ojciec (8,0%) niż matka (5,3%).

    Problem z nielegalnym hazardem ma cały świat. Nikt jeszcze nie znalazł skutecznego sposobu zlikwidowania stron, które działają poza prawem. Większość państw jest tym żywo zainteresowana, ponieważ dla nich jest to również problem finansowy – podatki od hazardu są bowiem odprowadzane nie w Polsce, ale na Malcie czy Cyprze.