Autor: Filip Nawara

  • Hazard w polskim społeczeństwie

    W maju 2024 roku CBOS opublikował raport na temat rozpowszechnienia oraz identyfikacji czynników ryzyka i czynników chroniących hazardu i innych uzależnień behawioralnych w Polsce. Publikacja powstała na podstawie badań ankietowych 3239 mieszkańców wsi, małych, średnich oraz dużych miast, w wieku 15+, w próbach zbliżonych do struktury ludności w Polsce.

    Ankiety były wypełniane podczas wywiadów bądź samodzielnie przez respondentów. Przeciętnie wypełnienie ankiety zajmowało nieco ponad 30 minut. Pytania dotyczyły kilku sfer życia respondentów: obok danych socjodemograficznych, jak wykształcenie, zawód, zarobki, także codziennych praktyk, jak spędzanie wolnego czasu itp. oraz podejmowania i stosunku do wybranych zachowań nagradzających, należących do grupy tzw. uzależnień behawioralnych. Ewentualne występowanie zaburzeń z udziałem tych ostatnich sprawdzano za pomocą testów. Oprócz zaburzeń uprawiania hazardu, mierzonych testem CPGI, badano ryzyko zaburzeń korzystania z internetu (test IAT), zaangażowania w pracę (WART) oraz kompulsywnego kupowania (CBS).

    Zebrane w ankietach dane pozwalają na zestawienie cech zidentyfikowanych za pomocą testów ze sposobem funkcjonowania w specyficznych obszarach życia. W ten sposób nasze „statystyczne” zachowania mogą dostarczyć wskazówek nt. czynników ryzyka bądź chroniących dla poszczególnych rodzajów zaburzeń behawioralnych.

    Indeks CPGI

    Hazard jest jedynym zaburzeniem opisanym w klasyfikacjach medycznych jako uzależnienie. Dane z prowadzonych od kilku dekad badań naukowych są dość obszerne i spójne, aby potwierdzić występowanie i umożliwić diagnozę typowych dla uzależnienia symptomów.

    Badanie CBOS, w części hazardowej, dotyczyło rozpowszechnienia gier na pieniądze oraz epidemiologii ewentualnych zaburzeń uprawiania hazardu.

    „Zaburzenia uprawiania hazardu” to termin zastępujący takie sformułowania, jak „hazard patologiczny”, „problemowy”, czy „nałogowy”, uznane w obiegu naukowym i medycznym za nieprecyzyjne. „Zaburzenia” obejmują różne poziomy szkodliwości danego działania oraz uzależnienie. Do ich pomiaru posłużono się polską adaptacją skali CPGI – Canadian Problem Gambling Index (Kanadyjski Indeks Gier Hazardowych).

    Kwestionariusz CPGI składa się z 9 pytań ściśle związanych z wpływem gry na życie respondenta, w związku z czym uzyskanie nawet jednego punktu z możliwych 27 kwalifikuje do grupy ryzyka.

    Osoby prezentowane w raporcie jako „grające bezpiecznie” nie uzyskały w teście ani jednego punktu. Niski poziom ryzyka obejmuje skalę do 2 pkt, poziom umiarkowany 3-7 pkt, a powyżej 7 oznacza „problem” z grą, czyli potencjalne uzależnienie bądź wysoki poziom szkód powodowanych przez granie. 86% osób zidentyfikowanych jako gracze grało bezpiecznie, a 1,9% otrzymało wynik wskazujący na możliwość uzależnienia.

    Rozpowszechnienie

    W raporcie „graczami” nazwano osoby, które przynajmniej raz w ciągu roku przed badaniem zagrały na pieniądze (s. 31). Było ich 1025, tj. 31,7% ogółu badanych, co oznacza, że ok. dwie trzecie społeczeństwa nie gra w ogóle. Odsetek grających spadł w porównaniu z poprzednimi edycjami badania o 5,4% względem 2019 roku i o 2,5% w stosunku do 2015 roku.

    Edycja badania201520192024
    % graczy34,2037,1031,70
    Tabela 1. Odsetek „graczy” w kolejnych edycjach badania CBOS

    Popularność i ocena gier

    Najczęściej wybieraną grą jest i był Totalizator Sportowy, choć od 2015 roku stracił ok. 10% klientów – jak się wydaje, na rzecz zdrapek (nota bene sprzedawanych także w punktach lotto). Najrzadsze są gry na pieniądze w internecie oraz w kasynach – czyli zarazem te, które ocenia się jako najbardziej uzależniające.

    Popularność gier20242015
    Gry liczbowe Totalizatora68,878,1
    Zdrapki50,739
    Loterie/konkursy SMS-owe16,513,2
    Automaty8,621,6
    Karty prywatnie88,3
    Gry i zakłady w internecie3,93,2
    Gry w kasynie2,52,2
    Tabela 2. Odsetek graczy uprawiających poszczególne rodzaje gier w 2015 i 2024 roku

    Najpopularniejsze gry są oceniane jako najmniej niebezpieczne pod kątem potencjału uzależniającego, choć Totalizator plasuje się tutaj stosunkowo wysoko – tuż nad wyścigami konnymi, a za automatami o niskich wygranych, ocenianymi na poziomie zbliżonym do najniebezpieczniejszych gier.

    Popularność automatów wydaje się zatem duża jak na poziom kojarzonego z nimi ryzyka.

    Autorzy raportu zwracają uwagę, że wśród graczy przeważały niższe oceny ryzyka w porównaniu z ogółem badanych. Co również ciekawe, tam gdzie wskazywano istnienie ryzyka, najczęściej wybieraną oceną potencjału uzależniającego było 10, czyli najwyższa możliwa ocena (s. 62).

    Ocena ryzyka gierGraczeOgół
    Gry w kasynie8,388,57
    Gry w internecie7,928,19
    Zakłady bukmacherskie7,848,04
    Automaty7,648
    Totalizator Sportowy6,867,4
    Wyścigi konne na torze6,757,05
    Zdrapki6,16,45
    Loterie i konkursy SMS5,76,4
    Poker w gronie znajomych, rodziny5,616,21
    Tabela 3. Postrzegany potencjał uzależniający gier

    Wzory grania

    Ilość gier

    Większość graczy – ponad 83% – grało w ciągu roku w jedną lub dwie gry. „Multigracze”, grający w więcej niż dwie gry, stanowili nieco powyżej 16% wszystkich graczy. Jak wskazują autorzy raportu, „multigraczy” ubyło w stosunku do poprzedniego badania, jednak zaczęli oni grać w większą liczbę gier (s. 35) – więcej niż trzy gry wskazało 6,4%, a w 2019 roku 4,3% graczy.

    Ilość gier20242019
    Grający w jedną grę53,556,5
    Grający w dwie gry30,628,9
    Grający w trzy gry9,710,3
    Grający w cztery gry4,12,4
    Grający w pięć gier0,90,9
    Grający w sześć gier0,50
    Grający w siedem gier0,30,1
    Grający w osiem gier0,20,2
    Grający w dziewięć gier0,10,6
    Grający w dziesięć gier0,20,1
    Tabela 4. Ilość gier podejmowanych przez „multigraczy”

    Częstotliwość

    Przedstawione w raporcie dane dotyczące intensywności grania obejmują tylko najpopularniejsze gry. Widać tu jednak, że wśród tzw. heavy userów, czyli osób uprawiających hazard co najmniej kilka razy w tygodniu, wyraźnie wzrasta popularność automatów w stosunku do gier ocenianych jako bezpieczniejsze.

    W grupie intensywnych graczy odnotowano również spory wzrost popularności automatów w stosunku do poprzedniego badania – z 8,8% w 2019 roku do 14,1% obecnie. Stanowi to odbicie po znacznym spadku częstotliwości grania na automatach, jaki miał miejsce w wyniku wprowadzenia ustawy hazardowej w 2017 roku.

    IntensywnośćTotalizatorZdrapkiAutomaty
    codziennie0,71,15,6
    kilka razy/tydz.9,44,68,5
    1-2 razy/mies.28,922,317,9
    kilka razy/rok617268
    Tabela 5. Częstotliwość grania w dany rodzaj gry

    Ustawa ta znacznie ograniczyła dostęp do automatów i tym samym ich udział w rynku gier – choć mimo to pomiędzy latami 2015 i 2019 nie zmniejszyła się liczba osób uprawiających hazard. Być może dopiero obecne wyhamowanie trendu wzrostowego rozpowszechnienia gier jest efektem ustawy – choć tu przyczynić się mógł także okres izolacji spowodowanej pandemią.

    Lockdown

    Pandemia miała znaczny wpływ na podejmowanie gier hazardowych – zwłaszcza wśród osób wykazujących choćby minimalny poziom ryzyka zaburzeniami uprawiania hazardu – lecz wpływ ten okazuje się odmienny, niż zakładano – większość zmian polegała bowiem na zmniejszeniu bądź zaprzestaniu grania. 22% graczy z punktacją testu CPGI powyżej 0 – wskazującą na ryzyko lub istnienie zaburzeń na tle hazardowym – potwierdziło wpływ lockdownu na ich grę, w tym u niemal 15% polegał on na zmniejszeniu bądź zaprzestaniu grania. Jednocześnie sporo, bo 4,2% osób znajdujących się obecnie w „grupie ryzyka” rozpoczęło kontakt z hazardem w czasie pandemii, a 2,8% go zwiększyło. Choć w sumie jest to dwa razy mniej niż przypadków ograniczenia grania, to odsetki te są znaczące, zwłaszcza że intensyfikacja lub inicjacja gry w szczególności dotyczyła osób poniżej 24. roku życia.

    Zmiany covid: gracze>1 pkt0 pkt
    Czas pandemii nie zmienił niczego78,194,7
    Zmniejszyło intensywność9,51,6
    Zaprzestało gry5,41,7
    Rozpoczęło4,21,7
    Zwiększyło2,80,3
    Ogół: nie zmieniło nic97,1
    Tabela 6. Wpływ pandemii na podejmowanie hazardu wśród osób grających bezpiecznie i w grupie ryzyka

    Można więc wskazać ograniczenie dostępności jako istotny czynnik redukujący ilość gry – a z drugiej strony izolację jako czynnik ryzyka, zwłaszcza dla inicjacji wśród osób młodszych.

    W przypadku graczy „bez punktów”, zmiany deklarowało nieco ponad 5% osób – ponad 3% zmniejszyło częstotliwość bądź zupełnie zrezygnowało z grania.

    Natomiast 97,1% ogółu badanych zadeklarowało, że okres pandemii nie miał wpływu na ich udział bądź brak udziału w grach na pieniądze (s. 54).

    Występowanie zaburzeń

    Jak pisaliśmy we wstępie, istnienie zaburzeń związanych z uprawianiem hazardu lub ryzyko ich powstania mierzono skalą CPGI.

    Autorzy zwracają uwagę, że w polskiej adaptacji CPGI obniżono w 2021 roku wartość graniczną uzależnienia z 8 do 7 punktów, co zwiększa udział graczy „z problemem” względem grupy wysokiego ryzyka. Poniżej zaprezentowano wyniki z uwzględnieniem obu punktacji – porównania edycji badania są prowadzone według ośmiopunktowej wartości granicznej.

    Wyniki CPGI

    Z 1025 osób grających w roku poprzedzającym badanie, 86% otrzymało 0 punktów w teście CPGI, co kwalifikowało je jako grające „bezpiecznie”. Wynik wskazujący na ryzyko powstania bądź istnienie zaburzeń uzyskało w sumie 14%, czyli nieco powyżej 140 graczy. W liczbie tej mieści się ok. 20 osób – 1,9% wszystkich graczy – z wynikiem interpretowanym jako uzależnienie.

    Bezwzględne liczby graczy „z indeksem”, tj. wynikiem testu powyżej 0 pkt, są zatem niewielkie – jednak połączenie ich w ogólną „grupę ryzyka” pozwala zaobserwować charakterystyczne dla niej statystyczne trendy.

    Graczepunkty CPGI%
    Grający bezpiecznie086
    Niskie ryzyko1 – 28,2
    Wysokie ryzyko< 8 | 74,2 | 3,8
    Poziom uzależnieniaod 8 | 71,6 | 1,9
    Tabela 7. Profile graczy w ujęciu procentowym. Obniżenie granicy wysokiego poziomu ryzyka z 8 do 7 pkt zmniejsza udział grających szkodliwie na rzecz osób z prawdopodobieństwem uzależnienia

    Profil socjodemograficzny a wzory gry

    W wyodrębnionych w badaniu kategoriach socjodemograficznych można wyróżnić kilka grup charakteryzujących się podwyższonymi w stosunku do innych odsetkami graczy. Wyraźne różnice dotyczą m.in. płci. Znacznie częściej grają mężczyźni niż kobiety – 36% w stosunku do 27% – co w liczbach bezwzględnych daje 563 i 462 osoby z kohorty 1698 kobiet i 1541 mężczyzn.

    Płeć%Liczba graczyN
    Mężczyźni36,55631541
    Kobiety27,24621698
    Tabela 8. Odsetek grających mężczyzn i kobiet: udział, liczba bezwzględna graczy oraz wielkość próby (N)

    Wiek

    Różnice występują także w grupach wiekowych. Największe odsetki grających odnotowano wśród osób w średnim wieku i młodszych – ponad 41% osób w wieku 25–34 lata i 37% w wieku 18–24 lata grało choć raz w roku przed badaniem. Wśród osób starszych odsetki spadają wraz z wiekiem – od niecałych 36% dla grupy 35–44 lata, przez 31% w grupie 45–54 lata, po 26% i 22% w kolejnych. Od wieku 35 lat maleje również poziom ryzyka wśród graczy.

    Wiek%Liczba graczyN
    < 1833,558174
    18–2437,5109290
    25–3441,7197472
    35–4435,9214597
    45–5431,3158505
    55–6426,7125469
    65+22,4164733
    Tabela 9. Odsetek graczy w kategoriach wiekowych: udział i liczba bezwzględna graczy w kategorii oraz wielkość próby (N)

    Warto tu zwrócić uwagę na wartości bezwzględne – liczby graczy w wieku 45–54 lata bądź 55–64 lata są znaczne, pomimo niskich odsetków względem próby; w tym wypadku nie znajdują one wprawdzie przełożenia na wielkość „grupy ryzyka” – tu zdecydowanie dominują osoby młodsze – jednak liczebność poszczególnych grup jest ważnym czynnikiem dla oferty profilaktyczno-leczniczej.

    Wiek%grupa ryzykaN
    < 1824,21458
    18–2428,231109
    25–3417,334197
    35–4410,723214
    ≥459-9,8
    Tabela 9.1. Udział graczy z wynikiem CPGI powyżej 0 pkt wśród ogółu graczy (N) w kategoriach wiekowych

    Wśród osób powyżej 45. roku życia odsetek graczy „z indeksem” nie przekraczał 10%, co w sumie, w trzech najstarszych kategoriach, daje nieco ponad 40 osób. To niewiele więcej niż w jednej grupie 25–34 lata, gdzie gracze „z indeksem” stanowili ponad 17%.

    Najistotniejszy poziom ryzyka występuje w kategorii 18–24 lata. W grupie tej znaczący jest nie tylko udział graczy, przekraczający 37%, ale też odsetek ponad 28% osób „z indeksem”. Co więcej, wysoki jest wśród nich także udział wyników powyżej 7 pkt, tj. osób uprawiających hazard w sposób szkodliwy – wynosi 2,5%. Zaznaczmy również, że ta kategoria wiekowa charakteryzuje się najwyższymi wydatkami na gry, co stanowi czynnik ryzyka w hazardzie, szerzej omówiony w części na temat bilansu gry.

    Z perspektywy np. działań profilaktycznych ważną grupą są gracze najmłodsi. Choć reprezentowani nielicznie, stanowiąc 5,7% ogółu graczy, tj. 58 osób – w raporcie zwraca się uwagę na wyraźną charakterystykę tej kohorty: w grupie tej dominują mężczyźni (60,5%), co drugi niepełnoletni gracz mieszka na wsi (52,3%), rekrutują się w przeważającej większości z rodzin niemających problemów finansowych (81,8%) (s. 48). Dodajmy, że wśród nieletnich najwyższy był odsetek osób „z indeksem” powyżej 7 pkt – 4,9% – przy czym wynik ten nie jest w pełni reprezentatywny zważywszy na niewielki rozmiar grupy. Nie bez znaczenia jest w tym kontekście także postawa opiekunów: o ile wiedzą o hazardowej aktywności swoich podopiecznych – a takich jest mniejszość, bo 49% – najczęściej wykazują obojętność wobec tego zagadnienia (58%). Kolejne cechy istotne dla opisu populacji graczy to miejsce zamieszkania i pozycja społeczno-zawodowa.

    Miasto i wieś

    Podobnie jak dla wieku, również podział wg miejscowości ukazuje regularność: odsetek graczy rośnie wraz z wielkością miejscowości, osiągając najwyższe wartości w największych miastach (ponad 40%), nieprzekładające się jednak na wielkości „grup ryzyka”.

    Ponownie warto tu zwrócić uwagę na liczby bezwzględne, gdyż liczba graczy na wsiach czy w miejscowościach 20–100 tys. stanowi reprezentację większą niż w największych miastach.

    Miejsce zamieszkania%Liczba graczyN
    Wieś27,23651340
    < 20 00028,5131462
    < 100 00034,1214628
    < 500 00038173455
    ≥ 500 00040,1142354
    Tabela 10. Odsetek graczy wg wielkości miejsca zamieszkania

    Mieszkańcy wsi i mniejszych miast wydają się przy tym silniej eksponowani na ryzyko związane z grą. Odnotowano wśród nich wysokie, na poziomie 14–15%, odsetki osób „z indeksem” powyżej zera – częściej występowały tylko w miastach 100–500 tys. Natomiast w miastach powyżej 500 tys. skala ryzyka okazała się najniższa.

    Wielkość miejscowości%Grupa ryzykaLiczba graczy
    Wieś14,252365
    < 20 00015,620131
    < 100 00012,928214
    < 500 00017,630173
    ≥ 500 0009,213142
    Tabela 10.1. Odsetek graczy w „grupie ryzyka” wg wielkości miejsca zamieszkania

    Zawód

    Największe odsetki graczy – powyżej 40% – odnotowano wśród pracowników administracyjno-biurowych, średniego personelu oraz w grupie wykwalifikowanych robotników – 38,3%. Tu szczególnie istotne wydają się dwie ostatnie grupy, gdyż cechuje je równocześnie wysoki odsetek graczy w „grupie ryzyka” – odpowiednio 26,5% i 20,3%. Przy tym wśród wykwalifikowanych robotników znaczący był także udział graczy, „z indeksem” powyżej 7 pkt – 3,4%, podczas gdy m.in. wśród pracowników administracji osób takich nie odnotowano.

    Duży udział „grupy ryzyka” – na poziomie 24–25% – przy jednocześnie znacznej liczbie osób grających, charakteryzuje też uczniów i studentów. W tej grupie udział osób „z indeksem” powyżej 7 pkt był najwyższy − sięgając 3,9%. Najmniejszy odsetek graczy występuje wśród emerytów i rolników, choć w tej pierwszej grupie pojawiają się gracze na wszystkich poziomach ryzyka, w tym 1,2% na najwyższym.

    Rodzaj stanowiska% graczygrupa ryzyka (%)Liczba graczyN
    Pracownicy administarcyjno- -biurowi41,61390215
    Średni personel, technicy41,326,558141
    Robotnicy wykwalifikowani38,320,3111290
    Pracownicy usług351192263
    Zajmujący się domem359,150143
    Kadra kierownicza, specjaliści34,511,7180521
    Robotnicy niewykwalifikowani34,49,835103
    Uczniowie i studenci34,225,3111324
    Bezrobotni31,324,51652
    Pracujący na własny rachunek29,15,450171
    Renciści26,49,827103
    Emeryci22,89,2177776
    Rolnicy20,63,128136
    Tabela 11. Zestawienie odsetków graczy i udziału „grupy ryzyka” wg pozycji społeczno-zawodowej

    Zarobki

    Na poziom przychodów wpływ może mieć nie tylko zajmowane stanowisko, ale też miejscowość, w której dana osoba pracuje – w mniejszych miastach zarobki są zazwyczaj niższe niż w największych. Mając to na względzie, należy zwrócić szczególną uwagę na dwie grupy średnich przychodów – między 2,5 a 6,5 tys. złotych – cechujące się zarówno wysokimi odsetkami graczy, jak i wielkościami „grup ryzyka” na poziomie 14–15%.

    Wśród osób zarabiających najwięcej – powyżej 6,5 tys. złotych – wiele gra na pieniądze, jednak stosunkowo najmniej, bo tylko 7,5% z nich, znalazło się w „grupie ryzyka”. Najwyższe odsetki graczy „z indeksem” znalazły się jednak wśród osób wskazujących nieokreślone zarobki lub ich brak – w obu kategoriach powyżej 18%. Tę pierwszą grupę cechuje przy tym znaczny udział osób z wynikiem CPGI powyżej 7 pkt – 2,4% – który jednak występował najczęściej wśród osób odmawiających odpowiedzi – 3,4%.

    Zarobki% graczyGrupa ryzyka (%)Liczba graczyN
    Do 2499 zł25,313,9163644
    2500 – 44993414,3324954
    4500 – 64993815,3168441
    6 500 i więcej38,17,5131345
    Brak dochodów31,518,9102324
    Trudno powiedzieć26,918,329108
    Odmowa dpowiedzi25,613,1108422
    Tabela 12. Zestawienie odsetków graczy i udziału „grupy ryzyka” wg osobistych przychodów

    Niepewna sytuacja finansowa może więc zwiększać podatność na rozwój problemów związanych z uprawianiem hazardu i stanowić istotny czynnik ryzyka.

    Innym czynnikiem ryzyka, potwierdzonym w badaniach nad hazardem, jest tzw. deklaracja dodatniego bilansu gry.

    Bilans jako czynnik ryzyka

    Na aspekt finansowy hazardu składają się nie tylko kwoty przeznaczane na grę, ale też oszacowanie wygranych, a co za tym idzie – bilansu gry. Ten ostatni element jest raczej wynikiem przekonania niż prowadzenia ścisłych rachunków związanych z grą, a przekonanie o bilansie dodatnim jest charakterystyczne dla osób o wyższym prawdopodobieństwie występowania zaburzeń uprawiania hazardu. Podobnie jak przeznaczanie na grę wyższych kwot.

    Bilans gryUjemnyRównyDodatni
    0 pkt66,818,814,4
    1-2 pkt69,213,217,7
    3-7 pkt57,47,834,8
    >7 pkt52,86,440,8
    Tabela 13. Odsetek deklaracji „bilansu gry” w stosunku do wyniku CPGI (%)

    Wydatki

    Jak wyliczają autorzy raportu, średnia kwota wydana na grę w ciągu roku przed badaniem wyniosła 265,77 złotych, a wartość wygranych według uśrednionych deklaracji graczy to 208,19 złotych (s. 45).

    Te dość wysokie średnie kształtują przede wszystkim osoby wydające najwięcej w skali roku, a ich wskazanie jest o tyle istotne, że wysokość wydatków stanowi czynnik ryzyka rozwinięcia się zaburzeń uprawiania hazardu – osoby z „grupy ryzyka” wydawały 20 razy więcej niż osoby grające bezpiecznie, deklarując zarazem wygrywanie ponad 46 razy więcej niż grający bezpiecznie (s. 46).

    Bilans gryNakładyWygrane
    >7 pkt3302,384591,49
    3-7 pkt857,90674,63
    1-2 pkt247,46283,71
    0 pkt183,3298,35
    Tabela 13.1. Deklaracje wydatków i wygranych w „grupach ryzyka” (w zł)

    Według zastosowanych w badaniu kategorii socjodemograficznych różnice w wydatkach były szczególnie widoczne w porównaniach na podstawie płci, poziomu zarobków oraz wieku.

    Mężczyźni deklarowali kilkakrotnie wyższe sumy niż kobiety – średnio ich wydatki na grę wyniosły 409 złotych, podczas gdy kobiet 91 złotych.

    Najwyższe kwoty na grę przeznaczały osoby o najwyższych przychodach, wydające średnio 695 złotych – lecz następna w kolejności była tu kategoria zarabiających w przedziale 2,5–4,5 tys. złotych, wydających średnio 276 złotych. W grupie o wyższych przychodach, tj. 4,5-6,5 tys. złotych – średnie kwoty przeznaczone na hazard wyniosły 162 złote.

    W kategoriach wiekowych, pod względem nakładów szczególnie wyróżniają się osoby w wieku 18–24 lata oraz 35–44 lata: ich wydatki na grę były co najmniej dwukrotnie wyższe niż pozostałych, wynosząc odpowiednio 511 złotych i 454 złote. Ta druga grupa wskazywała przy tym na stosunkowo niskie wygrane, znacznie poniżej nakładów, podczas gdy w pierwszej deklaracje wygranych były bliskie nakładom, co może oznaczać częstsze przekonanie o dodatnim bilansie gry.

    Bilans gryNakładyWygrane
    Mężczyźni409,16315,66
    Kobiety91,1577,32
    Przychód
    Do 2499 zł85,9391,87
    2500–4499276,25336,37
    4500 – 6499162,83172,33
    ≥ 6 500695,80145,77
    Wiek
    Poniżej 18 lat177,2078,99
    18–24 lata511,08487,49
    25–34204,34326,02
    35–44454,76146,28
    45–54112,8280,77
    55–6474,81219,85
    65+120,28234,22
    Tabela 13.2. Deklaracje wydatków i wygranych wg płci, wieku i zarobków (w zł)

    Wygrane

    Jak zaznaczają autorzy raportu, przekonanie o dodatnim bilansie gry skorelowane jest z ryzykiem uzależnienia od hazardu: rośnie wraz z nim (s. 47).

    Deklarowanie wysokich wygranych oznacza więc wyższą podatność na zaburzenia uprawiania hazardu. W tym ujęciu na pierwszy plan wysuwają się osoby z kategorii wiekowej 25–34 lata oraz z kategorii zarobków w przedziale 2,5-4,5 tys. złotych. W obu tych grupach deklaracje wygranych przewyższają nakłady.

    Na szczególną uwagę zasługuje tu jednak grupa wiekowa 18–24 lata, o zbliżonych deklaracjach wygranych i nakładów, pozostających jednak na najwyższym poziomie spośród wszystkich. Grupę tę cechują ponadto najwyższe odsetki graczy w ogóle populacji, jak i w „grupie ryzyka” (por. tabela 9 i 9.1) oraz najwyższy udział osób „z indeksem” powyżej 7 pkt. Jest to więc szczególnie ważna kategoria z perspektywy działań profilaktyczno-leczniczych.

    Oferta pomocowa

    Liczba osób dotkniętych zaburzeniami uprawiania hazardu w Polsce, według badań przesiewowych prowadzonych w 2021 roku, waha się między 36 a 61 tys. Wyliczenia przeprowadzone w badaniu CBOS metodą „punktu referencyjnego” dały wynik ok. 35 tys. osób. Liczba leczących się z powodu hazardu w 2023 roku wyniosła 3332 osoby, czyli maksymalnie 10% potencjalnych pacjentów.

    Jak zaznaczają autorzy raportu, leczenie hazardu jest jeszcze w Polsce słabo rozwinięte, a dostępność nowoczesnych, wyspecjalizowanych form leczenia – zbyt mała (s. 64).

    Trzeba pamiętać, że znaczna część, być może większość osób potrzebujących pomocy, to mieszkańcy wsi i małych miejscowości – w omawianym badaniu stanowili oni niemal połowę wszystkich graczy i ponad połowę graczy z dodatnim wynikiem testu CPGI. Co więcej, również odsetki osób z wynikiem powyżej 7 pkt należą w tych grupach do najwyższych.

    Zważywszy na strukturę ludności w naszym kraju, uprawiający hazard mieszkańcy wsi i małych miast tworzą rozproszoną, lecz może najliczniejszą grupę hazardzistów w kraju. Uwagę zwracają też wyniki dotyczące najmłodszych graczy oraz uczniów i studentów – czyli kolejnych grup potencjalnych odbiorców oddziaływań profilaktycznych i terapeutycznych, do których najlepszy dostęp daje internet.

  • Nadmierne korzystanie z mediów społecznościowych w ocenie intensywnych użytkowników na przykładzie Facebooka

    W najnowszym raporcie z badania Fundacji CBOS z 2019 roku1 na temat rozpowszechnienia hazardu i innych uzależnień behawioralnych w Polsce część informacji dotyczy nadmiernego korzystania z mediów społecznościowych. Na podstawie wypowiedzi użytkowników Facebooka, Instagrama i Twittera badacze spróbowali określić czynniki ryzyka i czynniki chroniące oraz specyfikę nowego typu zachowań problemowych. W artykule prezentujemy wyniki dotyczące Facebooka.

    Facebook (FB) to najpopularniejsze medium społecznościowe w Polsce. Korzysta z niego ponad 95% wszystkich użytkowników serwisów społecznościowych, co stanowi 66% internautów w kraju. Potencjał uzależnieniowy Facebooka jest stosunkowo niewielki – ok. 3% osób objętych badaniem ilościowym wykazało znamiona problemu, podczas gdy dla Twittera było to 8,6%, a dla Instagrama ponad 4%. Jednak w wartościach bezwzględnych, wobec rozpowszechnienia tego medium, skala nadużywania czy uzależnienia okazuje się niemała.

    Narzędzia badawcze

    Badaniem jakościowym objęto osoby w wieku 25-35 lat, czyli należące do najliczniejszej grupy wiekowej wśród użytkowników mediów społecznościowych, jak również cechującej się dużą świadomością działania tych mediów.

    Badanie było równocześnie testem narzędzi kontrolnych wykorzystanych później w badaniu ilościowym do oceny poziomu zaangażowania w serwisy społecznościowe i ryzyka powstania zaburzeń. Zastosowano metodę zogniskowanych wywiadów grupowych (FGI), które przeprowadzono w 12 grupach, z czego w 8 przedmiotem dyskusji był Facebook.

    Facebook – 8 grup, kobiety i mężczyźni
    Instagram – 2 grupy, kobiety
    Twitter – 2 grupy, mężczyźni
    Łączna liczba grup: 12
    Łączna liczba osób objętych badaniem: 71
    Tabela 1. Struktura badań – respondenci.

    Kryteria doboru grupy

    Jak zaznaczyli badacze, ilość czasu spędzanego w sieci nie jest obecnie właściwym wskaźnikiem poziomu zaangażowania w media społecznościowe, ponieważ internet jest używany stale i wszechstronnie. W kwestionariuszu rekrutacyjnym umieszczono za to kryterium nieustannego „bycia on-line” w znaczeniu niewylogowywania się z danego serwisu. Podstawą selekcji była tzw. skala Bergen, służącą do pomiaru zagrożenia uzależnieniem od Facebooka. Narzędzie to bazuje na sześciu uznanych kryteriach uzależnienia, jakimi są: istotność, zmiany nastroju, tolerancja, objawy abstynencji, konflikt i nawroty.

    Komponenty uzależnienia:

    1. istotność – aktywność zdominowała myślenie i zachowanie,
    2. zmiana nastroju – aktywność zmienia/poprawia nastrój,
    3. tolerancja – do osiągnięcia wcześniejszych efektów niezbędne jest zwiększenie aktywności,
    4. objawy abstynencji – pojawienie się nieprzyjemnych emocji, gdy aktywność nie może być kontynuowana lub musi zostać zmniejszona,
    5. konflikt – aktywność powoduje konflikty interpersonalne, w szkole/pracy, a także w zakresie innych czynności,
    6. nawrót – tendencja do powrotu do wcześniejszych wzorców zachowania po przerwaniu aktywności lub okresie jej kontrolowania.

    Stwierdzenia wybrane do kwestionariusza selekcyjnego:

    1. Spędzam dużo czasu, myśląc o Facebooku lub planując, co na nim zrobię.
    2. Czuję potrzebę, aby coraz więcej korzystać z Facebooka.
    3. Wchodzę na Facebook, by zapomnieć o swoich problemach osobistych.
    4. Próbowałam ograniczyć korzystanie z Facebooka, ale mi się to nie udawało.
    5. Gdy nie mam dostępu do Facebooka lub nie mogę na niego zajrzeć, odczuwam niepokój lub pogarsza mi się nastrój.
    6. Spędzam tyle czasu na Facebooku, że ma to negatywny wpływ na moją pracę/studia.

    W kwestionariuszu wykorzystano skróconą wersję skali, używając 6 z 18 stwierdzeń na temat zachowań respondentów. Kwalifikowały się osoby, które przynajmniej w dwóch pozycjach wskazały odpowiedź 4 (często) lub 5 (bardzo często), co miało wskazywać na korzystanie z serwisu co najmniej intensywnie.

    Czynniki stymulujące zaangażowanie

    Facebook działa w języku polskim od 2008 roku. Większość uczestników badania była obecna już wcześniej na innych lokalnych portalach społecznościowych i pamięta jego pojawienie się oraz wzrost popularności.

    Z czasem większość wcześniej używanych serwisów – wśród nich Nasza Klasa, Grono, Fotka.pl oraz komunikator Gadu-Gadu –została wyparta z szerokiego obiegu. Na proces ten wpłynęły rosnąca popularność FB oraz większa jego obecność w codziennym funkcjonowaniu uczestników: przez rozwój narzędzi, uwarunkowania środowiskowe i indywidualne potrzeby użytkowników.

    Rozwój i monopolizacja

    Jak piszą autorzy raportu: Obecnie powszechne jest przekonanie, że z Facebooka korzystają wszyscy. Na tę sytuację wpływ miały przede wszystkim sukcesywna rozbudowa serwisu oraz prestiż i jego międzynarodowa popularność.

    Do podstawowej funkcji, jaką był kontakt ze znajomymi, stale dochodziły nowe możliwości wykorzystania FB, wcześniej dostępne jako odrębne usługi w innych miejscach sieci. W ten sposób medium stawało się narzędziem uniwersalnym, łączącym najpopularniejsze funkcjonalności internetu w jednym miejscu.

    Z drugiej strony rosła jego popularność jako formy komunikacji – można było spotkać coraz więcej osób z różnych miejsc świata i łatwo utrzymywać z nimi kontakt. Nie oznacza to, że wszyscy automatycznie rezygnowali z dotychczasowych innych serwisów na rzecz tego jednego – następowało to raczej powoli, wskutek odpływu ludzi z dawnych społeczności. Niekiedy Facebook budził wręcz rezerwę i brak zainteresowania – głównie wśród kobiet, a wśród mężczyzn opór wobec „mainstreamu”. Różnice w podejściu mężczyzn i kobiet, które się tutaj zaznaczają, widoczne są w wielu innych aspektach użytkowania serwisu.

    Ostatecznie Facebook stał się formą codziennej, potocznej komunikacji, wypierając inne formy, jak e-mail, a od pojawienia się Messengera, również telefon. W ten sposób, chcąc uczestniczyć w bieżących sprawach grupy znajomych lub danego środowiska, trzeba było mieć swoje konto – a jego posiadanie otwiera dostęp do szeregu innych funkcji.

    Intensyfikacja korzystania

    Na intensywność korzystania z medium składa się przede wszystkim poświęcany mu czas, ale też poziom wykorzystania jego narzędzi. Pochłaniany czas pojawia się we wszystkich kontekstach i jest głównym kosztem oraz najczęściej dostrzeganym wskaźnikiem zaburzeń. Natomiast wdrażanie kolejnych usług powoduje większą zależność funkcjonalną od jednego medium.

    Pogłębienie „więzi”

    Powstawanie zależności funkcjonalnej można obserwować jako proces dwukierunkowy: z jednej strony dostęp do medium dostarcza, poprzez aplikację czy serwis on-line, narzędzi przydatnych w różnych dziedzinach życia – z drugiej, korzystanie z tych narzędzi wiąże się z częstszym przebywaniem w obrębie społeczności, kontakcie z jej uczestnikami, czyli z korzystaniem z pierwotnego, wyjściowego przeznaczenia serwisu.

    Zwiększenie ilości czasu spędzanego w serwisie przekłada się na mniejszą aktywność w innych miejscach sieci – jak piszą autorzy: badani przyznają, że częściej docierają do treści zamieszczonych w internecie poprzez Facebook niż w inny sposób. Powoduje także wzrost zaangażowania przez częstsze dostarczanie bodźców w postaci powiadomień o aktywności znajomych bądź dodatkowych zajmujących propozycji w ‘newsfeedzie’ i in.

    Zmiany technologiczne – mobilność i bodźce

    Bodźcowanie przez powiadomienia czy przez napływ newsów nie jest kwestią drugorzędną w nadużywaniu medium. Autorzy raportu wskazują, że częste bodźce zwiększają potencjał uzależnieniowy Facebooka przez działanie mechanizmu nagrody i natychmiastowej gratyfikacji – każde powiadomienie kryje w sobie szansę na coś interesującego lub ważnego.

    Znaczenie tego procesu wzrosło od upowszechnienia mobilnych urządzeń i internetu. Obecnie z mediów społecznościowych korzysta się prawie wyłącznie na smartfonach. Co za tym idzie, osobom niewylogowanym bodźce z aplikacji towarzyszą właściwie cały czas, prowadząc do powstania niepożądanych przez nich samych odruchów sięgania po telefon czy przypadkowego lądowania w serwisie.

    Dodatkowym wzmocnieniem jest poczucie zobowiązania do reakcji na posty znajomych, zwłaszcza przy towarzyszącym przekonaniu, że oni na tę reakcję czekają, a jej brak może być dla kogoś przykrością.

    Efekty umasowienia

    Istotnym czynnikiem zwiększającym zaangażowanie jest także zasięg medium – rosnąca liczba jego uczestników, kolejni znajomi, grupy i działania dodane generują przyrost treści i docierających do użytkownika bodźców. W przypadku braku konkretnych działań zapobiegawczych daje to możliwość nieustannego szukania pobudzenia w aplikacji.

    Udział liczebny mężczyzn i kobiet wśród użytkowników Facebooka jest zbliżony, wyraźne różnice widać w sposobie korzystania z tego medium i rodzaju zaspokajanych potrzeb.

    Posługiwanie się medium przez intensywnych użytkowników

    Jak czytamy w raporcie: Doświadczenie przekroczenia czasu zaplanowanego na korzystanie z serwisu i ponoszenie kosztów z tym związanych są powszechne.Zarówno kobiety, jak i mężczyźni przyznają, że korzystanie z Facebooka pochłania im więcej czasu niż na początku użytkowania tego medium, co oceniają negatywnie. Badani przyznawali też, że zdarza im się stracić kontrolę nad spędzanym w serwisie czasem, przyczyn tego upatrując w działaniu algorytmów podsuwających odpowiednio dostosowane do nich treści.

    Równocześnie uczestnicy badania prezentowali się jako użytkownicy świadomi mechanizmów działania mediów społecznościowych i realiów cyfrowego świata. Deklarowali zrozumienie publicznego charakteru medium i korzystanie z niego w sposób zrównoważony, z dbałością o selekcję treści oraz wizerunek i prywatność.

    Struktura profilu

    Średnia liczba znajomych na profilach uczestników badania to kilkaset osób. Zazwyczaj jest to już ustalona i wyselekcjonowana grupa, a dodawanie nowych kontaktów jest stosunkowo rzadkie, a gdy już się dokonuje, ma swoje uzasadnienie. Selekcji znajomych towarzyszy selekcja treści – użytkownicy publikujący nachalnie bądź umieszczający mało interesujące treści są usuwani.

    Co ciekawe, zdecydowana większość znajomych to osoby wcześniej poznane w różnych okolicznościach, choć często są to dalekie kontakty: z grona dawnych przyjaciół, z pracy, osoby poznane na imprezach itp. Znajomi wirtualni, poznani za pośrednictwem sieci są rzadkością wśród mężczyzn i na ogół nie są to osoby przypadkowe, lecz spotkane np. na forach dyskusyjnych. W przypadku kobiet częstsze są znajomości nawiązane przez samego Facebooka, częściej dochodzi do flirtowania czy znalezienia partnera.

    Różnice występują również w poszukiwanych i publikowanych treściach. Mężczyźni kładą tu nacisk na informacje związane z interesującymi ich tematami, które czerpią najczęściej z publicznych stron. Kobiety skupione są bardziej na sprawach towarzyskich i informacjach z życia znajomych, jak również na informowaniu ich o sobie.

    Wszyscy odnoszą się przy tym krytycznie do zamieszczania zbyt dużej liczby postów nieistotnych – jak zdjęcia posiłków – oraz przesadnego, odbiegającego od rzeczywistości kreowania swojego wizerunku.

    Aktywność w serwisie i czynności z nią powiązane

    Autorzy raportu zwracają uwagę na niedopuszczanie przez badanych możliwości spędzenia czasu bez szczególnego zajęcia. Jak piszą: Badani nie dopuszczają istnienia sytuacji, w której mieliby nic nie robić, nie przewidują momentu bycia nieaktywnym. Każda chwila ich życia musi być wypełniona treścią (…).

    MężczyźniKobiety
    Facebook jest źródłem interesujących informacji; poszukiwanie treści głównie na profilach publicznychLiczy się przede wszystkim wymiar komunikacyjny; Facebook jest narzędziem do utrzymywania kontaktu
    Grupy znajomych służą głównie jako zbiory kontaktówAktywne uczestnictwo w grupach i poszukiwanie porad – szczególnie kobiety w związkach
    Wzrost zaangażowania przez rozwój technologiiWzrost zaangażowania przez rozwój grup, przede wszystkim sprzedażowych
    Udostępniają materiały, które, ich zdaniem, są ciekawe dla szerszego gronaRelatywnie częściej traktują publikowanie treści na Facebooku jako sposób komunikacji; celem jest informowanie znajomych
    Negatywne postrzeganie treści błahych i czysto prywatnych; krytyka zachowań świadczących o dużej potrzebie atencjiObserwowanie znajomych i życia innych osób − zaspokajanie potrzeb towarzyskich
    Samoograniczenie w korzystaniu z medium dostrzegalne głównie w przypadku mężczyznObserwowane przez kobiety w związkach wypieranie innych aktywności: wzrost zaangażowania pomimo zmniejszenia ilości wolnego czasu
    Deklarują niezwracanie uwagi na lajki i komentarze pod swoimi wpisami
    Wirtualni znajomi to rzadkość; na ogół nie są to osoby poznane na Facebooku, a w innych miejscach sieci, np. na forachObecny jest wątek nawiązywania znajomości przez Facebook, a nawet przypadków znalezienia partnera
    Rzadko spotykają się ze zwróceniem im uwagi dotyczącej korzystania z Facebooka w danej sytuacjiCzęste uwagi na temat korzystania, zwłaszcza w sytuacjach rodzinnych i spotkań towarzyskich
    Tabela 2. Sposoby korzystania z Facebooka i rodzaj zaspokajanych potrzeb – porównanie kobiet i mężczyzn

    Zaglądanie na profil

    Zaglądanie na Facebook wypełnia „pusty” czas między zajęciami. Może być też urozmaiceniem nieangażujących czynności. Z drugiej strony stwarza strefę komfortu, dając poczucie izolacji np. w gronie przypadkowych osób. Po telefon sięga się również spontanicznie, przez chęć sprawdzenia, co się dzieje bądź w reakcji na powiadomienia.

    Wśród intensywnych użytkowników dochodzi do tego przyzwyczajenie, śledzenie treści z nawyku, regularne sprawdzanie dostępności innych osób, jak też wejścia przypadkowe lub przez niekontrolowany odruch.

    Typowe nawyki to zaglądanie do serwisu tuż po przebudzeniu, także tuż przed zaśnięciem, podczas posiłków, w drodze do pracy czy po prostu we wszystkich wolnych chwilach. W tym kontekście pojawia się również wzmianka o tzw. miniprzerwach w pracy na sprawdzenie Facebooka czy napisanie wiadomości. Co ważne, korzystanie z tego medium społecznościowego może się odbywać kosztem czasu na posiłki lub sen.

    Czas w sieci i czas wolny

    Czas wolny traktowany jako „odpoczynek” najczęściej wiąże się z intensywniejszym korzystaniem z serwisu niż zazwyczaj. Wynika to zapewne z braku zajęć w takim momencie i towarzyszącej temu nudy. Podczas aktywnego wypoczynku na świeżym powietrzu, w czasie spotkań ze znajomymi czy z rodziną Facebooka zazwyczaj używa się mniej.

    W czasie wyjazdów wakacyjnych intensywność użytkowania zależy od sytuacji życiowej. Osoby w związkach i posiadające dzieci zazwyczaj mniej korzystają z FB, rzadziej śledzą treści, natomiast częściej publikują własne materiały, np. zdjęcia. Natomiast osoby niebędące w związkach, podczas wyjazdów spędzają w serwisie tyle samo bądź nawet więcej czasu.

    Podobnie jak w czasie pracy, do serwisu zagląda się w dni wolne, w trakcie wypełniania obowiązków domowych – wynajdując na to wspomniane miniprzerwy. Część badanych przyznaje się tutaj do zapominania o swoich zadaniach ze skutkiem w postaci drobnych szkód, jak np. przypalenie jedzenia, przelanie się wody itp.

    Relacje interpersonalne

    Utrzymanie kontaktu ze znajomymi wymieniane jest jako podstawowa zaleta Facebooka. Nie chodzi tylko o podtrzymanie relacji, które by wygasły w przypadku emigracji, dłuższych wyjazdów zagranicznych czy zmiany pracy. Ważna jest także możliwość stałej komunikacji, w formie postów i pisemnych wiadomości, intensyfikująca relacje z osobami bliskimi, widzianymi na co dzień, z którymi kontakt staje się nieprzerwany.

    Należy tu zaznaczyć, że spotkania face-to-face nadal postrzegane są jako pełnowartościowe w stosunku do wirtualnych. Jak czytamy w raporcie: przekazywanie ważnych informacji między bliskimi przyjaciółmi za pomocą Facebooka bywa interpretowane jako niestosowne i świadczące o osłabieniu więzi.

    Tymczasem młodsza część respondentów wskazuje tu na możliwość upośledzenia przez serwisy społecznościowe umiejętności nawiązywania kontaktów i komunikacji twarzą w twarz.

    ZaletyWady
    • Możliwość kontaktu ze znajomymi. Facebook funkcjonuje jako baza znajomych, umożliwiająca szybki, łatwy i darmowy kontakt; umożliwia utrzymanie relacji, które w innej sytuacji nie przetrwałyby.
    • Możliwość uczestnictwa w grupach o sprecyzowanych, niekiedy wąskich profilach zainteresowań, możliwość śledzenia nowości i trendów w ich zakresie.
    • Skondensowanie licznych treści w jednym miejscu, dzięki czemu nie trzeba odwiedzać wielu stron internetowych.
    • Przewaga nad innymi mediami (np. telewizją), Facebook daje bowiem wybór i posiada wartość edukacyjną.
    • Możliwość dotarcia do dużej grupy ludzi i skuteczne informowanie o wydarzeniach mających miejsce w świecie realnym.
    • Możliwość zapełnienia czasu – Facebook nie pozwala na nudę
    • Zbyt duża ilość czasu, która jest mu poświęcana.
    • Odciąganie od innych czynności w świecie rzeczywistym.
    • Nadmiar dostępnych treści, w tym takie, które przez użytkowników są oceniane jako natrętne i nieinteresujące.
    • Trudności w oddzieleniu prawdy od fałszu w realiach portalu.
    • Zbieranie przez serwis informacji o użytkownikach i wykorzystywanie ich w celach komercyjnych.
    • Brak prywatności i lęk przed tym, że udostępniane treści trafią w niepowołane ręce.
    • Upośledzenie umiejętności związanych z komunikacją interpersonalną (problem dostrzegany przez badanych głównie wśród młodszych użytkowników)
    Tabela 3. Zalety i wady Facebooka wymieniane przez uczestników badania

    Specyfika komunikowania

    Relacje utrzymywane przez media społecznościowe mają charakter informacyjny i do pewnego stopnia jednokierunkowy. Już samo zamieszczenie wpisu czy zdjęcia traktowane jest jako kontakt z innymi osobami, podobnie jak obserwacja ich aktywności. Reakcją zwrotną są komentarze słowne bądź ikonograficzne.

    Jest to okrojona forma komunikacji, nawet w stosunku do rozmowy telefonicznej, jednak to ograniczenie czy też bariera wprowadzona przez medium dają większą swobodę w sytuacjach trudnych, ułatwiając podjęcie tematu, opanowanie emocji, przemyślenie odpowiedzi.

    Przy tym kłopotliwa staje się kwestia formułowania wypowiedzi, w których dominuje tendencja do skrótowości i dosadności, szczególnie widoczna w szerszych dyskusjach i komentowaniu, gdzie przyczyniają się do wzrostu napięcia, powstania nieporozumień i kłótni oderwanych od głównego przedmiotu. Te ostatnie – szczególnie częste – są zjawiskiem powszechnie krytykowanym przez respondentów.

    Samoocena uczestników badania na tle społeczności

    Jak zauważają badani, szczyt popularności Facebooka minął. Stał się on obecnie przede wszystkim narzędziem pozyskiwania i udzielania informacji, w związku z czym w społeczności wytworzyły się wzory dobrego i złego korzystania z tego medium – i to przede wszystkim one, w odczuciu badanych, świadczą o istnieniu bądź nieistnieniu problemu z nadużywaniem.

    Respondenci wymieniają szereg niepożądanych zachowań obserwowanych w sieci, jak ukrywanie tożsamości, bezrefleksyjne bądź naiwne uczestnictwo młodszych i starszych pokoleń.

    Postrzeganie problemu nadużywania

    Do złych wzorów, które stanowią granicę występowania problemu, należą przede wszystkim widoczne i powszechnie krytykowane zachowania związane z przesadą – bądź w autokreacji, wyrażającej się kreowaniem wizerunku oderwanego od rzeczywistości, bądź w ilości publikowanych materiałów, zwłaszcza o charakterze prywatnym. Drugą nieprzekraczalną granicą jest dopełnianie swoich życiowych obowiązków.

    Normalizacja zjawiska

    Jeżeli normy zachowania umiaru i funkcjonalności są zachowane, problem nadużywania, choć dostrzegany, podlega zbagatelizowaniu i normalizacji. Przyczynia się do tego przede wszystkim powszechność samego medium i jego funkcjonowania w życiu codziennym, które sprawiają wrażenie, że uzależniony jest przede wszystkim współczesny świat, a dopiero w dalszej kolejności jednostki.

    Z drugiej strony postrzegana masowość nadużywania czy pozostawania w zależności od medium ułatwia określenie siebie jako osoby „uzależnionej” – tyle że sformułowanie to jest kliszą językową i towarzyszy mu ignorowanie lub faktyczne niedostrzeganie realnego problemu.

    Dostrzegane symptomy nadużywania/zależności

    Wśród obserwowanych u siebie niepożądanych zjawisk, intensywni użytkownicy wymieniali przede wszystkim stale powracający motyw traconego, pochłanianego przez serwis czasu.

    Trzeba zwrócić uwagę, że dostrzeganie problemu dotyczy sytuacji ewidentnej utraty kontroli, jak przypadki „zasiedzenia się” na FB kosztem snu, posiłków, kontaktu z dziećmi czy z partnerem. Często mówi się też o przypadkach niezamierzonego wchodzenia do serwisu, żeby np. sprawdzić godzinę w telefonie.

    Natomiast z innych przytaczanych obserwacji wynika, że czas jest pochłaniany na znacznie większą skalę, gdyż został zdominowany przez korzystanie z Facebooka, która to czynność wypełnia większość czasu wolnego i stanowi większość nieobowiązkowych aktywności, co jednak – w poczuciu braku alternatyw – pozostaje niedostrzegalne.

    Badani, którzy mieli przerwy w korzystaniu z serwisu, wspominają, że byli bardziej skoncentrowani na tym, co robią, mogli zająć się czymś interesującym, mieli nagle dużo wolnego czasu.

    Oprócz tego, autorzy raportu przytaczają wiele innych obserwowanych przez użytkowników niepożądanych zjawisk:

    • Zanik aktywności: zawężenie spektrum nieobowiązkowych, alternatywnych wobec serwisu działań przy jednoczesnym poczuciu braku możliwości takich działań.
    • Zaburzenia relacji społecznych: rezygnacja ze spotkań na rzecz uczestnictwa w społeczności wirtualnej.
    • Koncentracja rozmowy w świecie rzeczywistym na treściach odnoszących się do świata wirtualnego, komentowanie na żywo wydarzeń mających miejsce na Facebooku.
    • Rozproszenie: niemożność skupienia się na wykonywanych czynnościach, utrata zdolności koncentracji na osobach spotykanych na żywo przez ciągłe myśli o serwisie i zaglądanie do niego.
    • Automatyzm: z jednej strony dotyczący przeglądania treści – scrollowania; z drugiej wchodzenie do serwisu bez podjęcia takiego zamiaru; również nieustanne i natychmiastowe sprawdzanie powiadomień, niezależnie od okoliczności – w nocy, w trakcie prowadzenia samochodu.
    • Obsesja na punkcie smartfona: nierozstawanie się z telefonem, nieustanne kontrolowanie i doładowywanie baterii; sięganie po telefon bez takiego zamiaru, upor-czywe myśli skupione wokół telefonu.
    • Syndromy odstawienne: zmiany emocjonalne, zdenerwowanie; poczucie frustracji, straty, lęku przed ominięciem czegoś ważnego – tzw. syndrom FOMO (Fear of Missing Out).
    • Wymówki: przy negatywnych reakcjach otoczenia, próby zamaskowania użytkowania, przygotowywanie zawczasu odpowiedzi na pytanie o potrzebę korzystania z Facebooka w danej chwili.

    Posiadanie rodziny

    Specyficzną grupę użytkowników FB stanowią kobiety posiadające dzieci, które częściej zauważają u siebie niepożądane symptomy i są bardziej skłonne przyznać się do ich występowania. Autorzy tłumaczą to wyższym dla tych osób priorytetem życia rodzinnego i czynności domowych, co wiąże się z silniejszym odczuwaniem straty czasu i niedopełnienia obowiązków. Zauważają też, że mamy nie chcą, by ich dzieci korzystały z Facebooka za dużo, co można interpretować jako negatywne postrzeganie takiego modelu korzystania z medium.

    Dla kontrastu, tzw. miejski styl życia, skupiony wokół pracy i o ograniczonych możliwościach spotkań towarzyskich, kojarzony jest z częstszym zastępowaniem realnych relacji przez kontakty on-line.

    Ograniczenie korzystania

    Większość badanych miała epizody tymczasowego ograniczenia lub zaprzestania używania serwisu. Przerwy takie były wprawdzie doświadczeniami nieprzyjemnymi, niekomfortowymi, jednak z perspektywy czasu oceniane są jako cenne i potrzebne.

    Całkowita rezygnacja z FB nie jest jednak niemożliwa – chyba że powstałaby dla niego alternatywa. Brak konta na FB jest postrzegany jako ekstrawagancja i może mieć negatywne konsekwencje w postaci wykluczenia z życia towarzyskiego i, szerzej, ze społecznego funkcjonowania – podobnie jak byłoby nim nieposiadanie internetu.

  • Debata trwa. Pięć lat legalizacji cannabis w stanie Kolorado

    Już dziewięć stanów USA zalegalizowało rekreacyjne używanie cannabis. Pierwszymi były Kolorado i Waszyngton − administracja tego pierwszego stanu co roku publikuje raport na temat skutków wprowadzenia nowego prawa. Raporty ukazują się pod tytułem „The Legalization of Marijuana in Colorado: The Impact” (Legalizacja marihuany w Kolorado: skutki), ich wydawcą jest Rocky Mountain High Intensity Drug Trafficking Area (HIDTA), instytucja koordynująca politykę narkotykową w czterech środkowo-północnych stanach USA.

    Historia

    Legalizacja rekreacyjnego używania cannabis nastąpiła w Kolorado 6 listopada 2012 roku. Doprowadziło do niej kilka etapów zmian, na które składają się dopuszczenie używania cannabis na potrzeby medyczne, następnie popularyzacja, nazywana też komercjalizacją medycznej marihuany, po której, na skutek referendum, nastąpiło zalegalizowanie używania rekreacyjnego ustawą z listopada 2012 roku (Amendment 64) [1].

    Pierwszy etap rozpoczyna nowelizacja prawa stanowego w 2000 roku, zezwalająca osobom z odpowiednią kwalifikacją medyczną lub ich opiekunom (ang. caregiver) na posiadanie do dwóch uncji (ok. 56 gramów) marihuany oraz uprawę do sześciu roślin. Przez 8 lat, tj. do 2008 roku, wydano 4800 kart uprawniających do korzystania z cannabis w celach leczniczych.

    Momentem przełomowym był koniec 2007 roku, kiedy zapadło orzeczenie sądu zezwalające opiekunom medycznym na prowadzenie więcej niż pięciu osób naraz. Wyrok ten stworzył podstawę do szerokiego rozpowszechnienia legalnego posiadania i używania konopi jako środków medycznych. Następujący po orzeczeniu okres autorzy raportu określają jako komercjalizacjęmedycznej marihuany.

    W 2008 r. liczba kwalifikacji na leczenie wzrosła do 20 tys., na popularności zyskały także działające w charakterze punktów aptecznych (dispensaries) miejsca oficjalnej sprzedaży marihuany. Do 2012 roku powstały 534 takie punkty, a zezwolenia na posiadanie cannabis wydano 108 tys. osób, z czego w 94% przypadków dotyczyło to leczenia silnego bólu. Niektórzy opiekunowie posiadali po kilkudziesięciu lub kilkuset podopiecznych – rekordzista miał ich nawet 1200.

    Debata

    Wiek200220032004200520062007200820092010201120122013201420152016
    ≤12 lat6,2+6,2+6,1+6,0+6,0+5,8+6,1+6,7+6,9+7,0+7,3+7,5+8,4+8,3+8,9
    12–17 lat8,2+7,9+7,6+6,86,76,76,77,4+7,4+7,9+7,2+7,17,4+7,06,5
    18–25 lat17,3+17,0+16,1+16,6+16,3+16,5+16,6+18,2+18,5+19,0+18,7+19,1+19,619,820,8
    ≥26 lat4,0+4,0+4,1+4,1+4,2+3,9+4,2+4,6+4,8+4,8+5,3+5,6+6,6+6,5+7,2
    Tabela 1. Używanie cannabis w ciągu ostatnich 30 dni w latach 2002−2016 dla całego kraju, w podziale na grupy wiekowe (%).

    Wraz z tak dużym rozpowszechnieniem medycznej marihuany rozpoczęła się batalia przeciwników i zwolenników legalizacji cannabis. Ci pierwsi żądali powrotu do ograniczeń dla opiekunów medycznych, a zwolennicy pełnej legalizacji opowiadali się za referendum. W listopadzie 2012 roku odbyło się referendum. Wzięło w nim udział 2,5 mln osób (połowa całej populacji Kolorado), z czego ponad 55% mieszkańców opowiedziało się za możliwością posiadania i używania marihuany w celach rekreacyjnych. Referendum poprzedziła wielomiesięczna debata, podczas której ścierały się argumenty obu stron.

    Zwolennicy legalizacji wskazywali przede wszystkim na korzyści dekryminalizacji używania oraz względy ekonomiczne.

    Z dekryminalizacją wiąże się mniejsza liczba wyroków dla obywateli za sprawy niewielkiej wagi, za czym idzie także odciążenie sądów i organów ścigania. Zwolnienie służb z obowiązku ścigania posiadaczy i drobnych sprzedawców pozwoli zwiększyć nakłady na walkę z poważną przestępczością. Dodatkowo grupy przestępcze stracą jedno z istotnych źródeł dochodu. Zyska za to budżet stanowy. Zwolennicy zakładali również spadek liczby wypadków drogowych, dzięki przerzuceniu się części kierowców z alkoholu na bezpieczniejszą w założeniu marihuanę.

    Przeciwnicy skupiali się przede wszystkim na negatywnych skutkach popularyzacji konopi. Z jednej strony miał to być wzrost ich używania przez młodzież szkolną oraz negatywne skutki dla zdrowia publicznego, w tym zwiększenie liczby uzależnień – z drugiej wzrost liczby wypadków na drogach w związku z częstszym odurzeniem kierowców. Oprócz tego wskazywano na ryzyko rozwoju pozaprzepisowego handlu cannabis, więc i rozwoju przestępczości w regionie. Koniec końców straty z legalizacji, również ekonomiczne, miały być większe niż spodziewane korzyści.

    Ważnym czynnikiem dla obu stron był zapis prawa federalnego, według którego jedną z głównych przesłanek polityki narkotykowej USA jest ochrona młodzieży przed dostępem do nielegalnych substancji.

    Zważywszy na nadrzędną rangę prawa federalnego, używanie konopi przez młodzież nie tylko stanowiło kluczowy element debaty, ale nadal pozostaje przedmiotem sporu po legalizacji, co widać m.in. w interpretacji statystyk.

    Debata trwa

    Popularność cannabis w USA jest dość duża. Według badań SAMHSA z 2016 roku [2] wśród wszystkich osób powyżej 12. roku życia po konopie w ciągu ostatnich 12 miesięcy sięgnęło 14% osób, a ok. 9% zrobiło to w ciągu ostatnich 30 dni. Wskaźniki te są znacznie wyższe dla starszej młodzieży (18-25 lat), która jest grupą wiekową najczęściej używającą konopi w USA. A w ostatnich latach widoczne są również tendencje wzrostowe.

    Wykres 1. Spożycie konopi wśród nastolatków w wieku 12-17 lat w okresach 2010−2012 i 2013−2015 (dane z raportu Kolorado 2017).

    Źródło: SAMHSA.gov, National Survey on Drug Use and Health 2014 and 2015.

    Wiek 12-17 lat05/0606/0707/0808/0909/1010/1111/1212/1313/1414/15
    USA6,746,676,677,037,387,647,557,157,227,20
    Kolorado7,608,159,1310,179,9110,7210,4711,1612,5611,13
    Tabela 2. Używanie cannabis w ciągu ostatnich 30 dni w latach 2005–2015 – średnia krajowa i Kolorado (%).
    Wiek2006−20082008−20102010−20122012−2014
    18–25 latUSA16,417,718,719,1
    Kolorado21,825,427,2229,8
    ≥ 26 latUSA4,14,54,95,8
    Kolorado6,28,99,211,6
    Tabela 3. Używanie cannabis w ciągu ostatnich 30 dni w latach 2006−2014 – średnie 3-letnie dla USA i Kolorado (%).

    W stanie Kolorado spożycie cannabis od wielu lat jest wyższe niż średnia krajowa. Również trend wzrostowy popularności narkotyku wydaje się większy w Kolorado niż w innych stanach: autorzy raportu z 2017 roku podają, że średnie spożycie konopi wśród młodzieży w wieku 12-17 lat było przed legalizacją, tj. w latach 2011−2012, wyższe o 39% niż średnia krajowa, a w latach 2014−2015, czyli po legalizacji – wyższe o 55%.

    Według autorów raportu również porównanie wyników badań dla samego Kolorado przed i po legalizacji konopi przedstawia w niekorzystnym świetle efekty zmiany prawa. Porównując średnie z trzyletnich okresów 2010−2012 oraz 2013−2015 używanie konopi w czasie ostatnich 30 dni wzrosło wśród nastolatków o 12%. Tu jednak wchodzimy na pole batalii o interpretację danych, ponieważ przy porównaniu wartości bezwzględnych 12-procentowy wzrost, to przejście z wyniku 10,60% do 11,85%.

    Zwolennicy legalizacji zwracają raczej uwagę na fakt, że w latach 2014−2015 wskaźnik używania konopi w ostatnim miesiącu spadł z 12,56% do 11,13% (o ponad 1,4%). Podobnych wahań nie odnotowano w stanie Waszyngton [5], w którym zalegalizowano konopie w tym samym czasie co w Kolorado.

    Legalizacja a wypadki śmiertelne

    Wokół wyników badań dotyczących spożycia konopi i ich interpretacji cały czas toczy się dyskusja, w której stronami są autorzy raportów Kolorado oraz lokalna prasa, ze stanowym dziennikiem Denver Post na czele [4]. Jedna strona przedstawia dane jako wspomniane kilkunastoprocentowe wzrosty – druga informuje o braku wpływu legalizacji na spożycie, podkreślając, że zmiany wyników nie wykraczają poza granice błędu statystycznego. Wydaje się, że opinia umiarkowana wskazywałaby na nieznaczny wzrost spożycia.

    Wykres 2. Liczba kierowców pod wpływem cannabis w wypadkach z ofiarami śmiertelnymi: zbliżone trendy w stanach Kolorado i Waszyngton.

    Źródło: National Highway Traffic Safety Administration za: Kayla Robertson, The Denver Post [7].

    Podobnych rozbieżności nie ma w ocenie wpływu legalizacji konopi na bezpieczeństwo na drogach: nie budzi wątpliwości wzrost wykrywalności cannabis wśród uczestników śmiertelnych wypadków po 2013 roku – i to pomimo kampanii uświadamiających wpływ tego narkotyku na zdolność prowadzenia pojazdu.

    Niepokojące statystyki

    W Stanach Zjednoczonych od 2005 do 2012 roku liczba wypadków śmiertelnych spadła z 39 tys. do niecałych 30 tys. rocznie i na tym poziomie utrzymywała się przez następne dwa lata. W 2015 roku odnotowano wzrost do ponad 32 tys. [8]. Autorzy raportów dotyczących Kolorado wskazują, że choć w latach 2006–2011 liczba ofiar śmiertelnych w wypadkach w stanie spadła z 535 do 447, to odnotowano niemal dwukrotny wzrost ofiar śmiertelnych w wypadkach z udziałem kierowców pod wpływem cannabis: w 2006 roku było ich 33 na 535 (6%), w 2012 roku 65 na 472 (13,7%). Zmiany zaczęły się w 2008 roku, czyli od momentu opisanej powyżej komercjalizacji. Bezpośrednio po legalizacji używania rekreacyjnego niepożądany trend na moment zatrzymał się, jednak w następnych latach ponownie wzrosła liczba ofiar śmiertelnych w wypadkach z udziałem kierowców pod wpływem THC, jak i ich odsetek we wszystkich wypadkach: w 2016 roku w wypadkach drogowych zginęło 608 osób, z czego 125 (ponad 20%) w wypadkach z udziałem kierowców, u których we krwi wykryto kannabinoidy. Zbliżone trendy obserwuje się w stanie Waszyngton [7].

    RokLiczba ofiar śmiertelnych w wypadkach z udziałem kierowców pod wpływem cannabisOdsetek ofiar śmiertelnych w wypad-kach z udziałem kierowców pod wpływem cannabis wśród wszystkich ofiar śmiertelnych w wypad-kach drogowychLiczba ofiar śmiertelnych w wypadkach drogowych w stanie Kolorado
    2006336,17%535
    2007325,78%554
    2008366,57%548
    2009418,82%465
    20104610,22%450
    20115812,98%447
    20126513,77%472
    20135511,43%481
    20147515,37%488
    20159817,92%547
    201612520,56%608
    Tabela 4. Ofiary śmiertelne w wypadkach drogowych w stanie Kolorado.

    W debacie na temat zjawiska wskazuje się jednak na pewne wątpliwości. Z jednej strony mówi się o możliwości niedoszacowania, ponieważ nie we wszystkich wypadkach przeprowadzono badanie na obecność THC we krwi kierowcy. Z drugiej podkreślano niepewność wpływu cannabis na zdolność prowadzenia w momencie wypadku, ponieważ jego związki pozostają w organizmie dłużej niż trwa odurzenie [11]. Na marginesie można dodać, że do wzrostu liczby wypadków w USA przyczynia się m.in. dekoncentracja, która jest wynikiem używania smartfonów podczas jazdy, co dotyczy zwłaszcza ludzi młodych.

    Niska skuteczność kampanii

    Nie zmienia to jednak faktu, że problem prowadzenia na haju został poważnie potraktowany przez wszystkich, łącznie z przemysłem marihuanowym, który angażuje się w kampanie uświadamiające użytkowników cannabis. Kampanie takie prowadzone są co roku i oprócz popularyzacji wiedzy o wpływie konopi na zdolność prowadzenia pojazdów, zawierają takie elementy, jak akcje tanich przejazdów w dni wolne, organizowane przy współpracy firm przewozowych i stanowego departamentu transportu (CDOT). Mimo to problem nie maleje. Jak podaje CDOT, 90% użytkowników konopi wie o zakazie prowadzenia pojazdów pod ich wpływem, jednak połowa pytanych i tak deklaruje, że w ciągu ostatnich 30 dni prowadziła pojazd po spożyciu konopi [10].

    Przestępczość i niespodziewane zjawiska

    Raporty Kolorado nie odnoszą się przychylnie do legalizacji cannabis. Warto jednak przyjrzeć się eksponowanym przez nie negatywnym efektom, ponieważ ukazują niespodziewane niekiedy ryzyka związane z szerokim dostępem do konopi.

    Niepożądane „ekspozycje”

    Jednym z nich jest coś, co zostało określone mianem „ekspozycji” (exposures) na cannabis, czyli niepożądanych efektów lub nieintencjonalnych zażyć, o których powiadomiono służby za pośrednictwem telefonu alarmowego. Zgłoszeń takich przybyło dwukrotnie w momencie legalizacji konopi, ze 110 w 2012 roku do 223 w 2014 roku – i od 2014 roku liczba ta utrzymuje się powyżej 200. Co jednak wydaje się istotne, to rodzaje zgłaszanych problemów i grupy wiekowe, jakich dotyczyły: częstsze stały się m.in. przypadki spożycia cannabis przez dzieci, również te najmłodsze, w wieku 0-5 lat – a to za sprawą słodyczy i innych produktów łatwych w konsumpcji i zawierających ekstrakty z konopi.

    Przestępczość

    Autorzy raportów zwracają uwagę na rozwój nowego rodzaju nielegalnych działań na terenie stanu Kolorado. Powszechne stało się tworzenie plantacji w prywatnych domach, rozprowadzanie konopi poza granice stanu za pośrednictwem poczty i wywóz substancji.

    Niemal bezpośrednio po legalizacji w mniejszych miejscowościach stanu zaczęto wykupywać domy wolnostojące, w których nabywcy błyskawicznie zakładali nielegalne plantacje. Podejrzewa się udział w tych działaniach przestępczości zorganizowanej.

    Wydaje się, że organy ścigania zaczęły skutecznie walczyć z problemem w 2016 roku, kiedy zarekwirowane ilości suszu wzrosły z kilkuset kilogramów do kilku ton. Wrażenie robi też ponad 47 tys. przejętych roślin. Zwraca przy tym uwagę stosunkowo niewielka liczba aresztowań: 252 osoby.

    RokKilogramyIlość roślin
    2013675,40729
    2014192,785215
    2015466,2914 979
    20163 227,3147 108
    Tabela 5. Ilość marihuany zarekwirowanej podczas akcji organów ścigania w latach 2013−2016.

    Kolorado stało się również źródłem konopi przewożonych do innych części kraju. Wzrosła liczba przechwyceń konopi w trakcie rutynowych kontroli drogowych policji – wzrosły również przechwytywane przy tym ilości substancji: ze średnio 1,1 kg w latach 2006–2008, do 1,6 kg w latach 2009–2016.

    OkresŚrednia
    2006−200852
    2009−2012242
    2013−2016347
    Tabela 6. Średnie roczne ilości wykryć konopi przy rutynowych kontrolach pojazdów przez policję drogową.
    OkresŚrednia ilość marihuany w kg
    2006−20081,1
    2009−20161,6
    Tabela 7. Średnie ilości marihuany wykrywane przez policję w samochodach (kg).

    Inną drogą nielegalnej dystrybucji jest poczta. Ilość przechwyconych wysyłek zawierających nielegalne substancje wzrosła z kilkudziesięciu rocznie (średnio 70) w latach 2010−2012 do 854 w 2016 roku. Waga przechwyconych substancji w 2016 roku to ponad 782 kg (prawie tona), przy czym pracownicy szacują, że jest to niewielka część ilości, które przechodzą przez urzędy pocztowe. Dane nie uwzględniają także ilości konopi wykrytych w firmach kurierskich.

    Wzrost spożycia alkoholu

    Co ciekawe, w 2013 r. znacznie wzrosła sprzedaż alkoholu w Kolorado. Może to jednak nie wynikać ze wzrostu spożycia przez mieszkańców, a z ostatnim niepożądanym efektem legalizacji, jakim jest turystyka narkotykowa. W raportach zwraca się uwagę na głosy negatywnie oceniające zmianę klimatu na ulicach miast, które dopuściły handel cannabis, zwłaszcza w centrach, co odbija się na ich wizerunku m.in. w percepcji biznesu, u osób organizujących spotkania, eventy, konferencje itp.

    Przychody

    W 2016 r. przychody z opodatkowania cannabis wyniosły niecałe 180 mln dolarów. Stanowiło to 0,8% wszystkich przychodów stanu. Dane urzędu podatkowego Kolorado, uwzględniające opłaty za licencje i kary za ich brak, podają kwotę 193 mln dolarów. Autorzy raportu oceniają, że te wpływy to zbyt mało, aby zrównoważyć koszty, jakie niesie legalizacja. Wskazują przy tym na niebezpieczeństwo spadku przychodów (2017), ponieważ spada detaliczna cena marihuany, co oznacza, że aby utrzymać poziom przychodów, musiałoby wzrosnąć spożycie – to jednak generowałoby kolejne koszty, również społeczne.

    Rodzaj licencjiWysokość przychodów w mln dolarów
    rekreacyjna167 157 150
    medyczna12 462 467
    Udział w przychodach stanu = 0,8%
    Tabela 8. Przychód z opodatkowania cannabis w 2016 r.

    Na początku 2017 r. władze stanowe zwiększyły opodatkowanie sprzedaży cannabis, co nie przeszkodziło w uzyskaniu rekordowego wyniku − sprzedaż osiągnęła wartość 1,5 mld dolarów [12,13]. Był to kolejny rekord po roku 2016, kiedy sprzedaż wyniosła 1 mld dolarów. Przychód z podatków w 2017 roku wyniósł prawie 250 mln dolarów.

    RokPodatki (mln dolarów)Sprzedaż (mln dolarów)
    201467 594 323683 523 739
    2015130 411 173995 591 255
    2016193 604 8101 307 203 473
    2017247 368 4731 507 702 219
    Tabela 9. Przychód z podatków i opłat licencyjnych oraz wartość sprzedaży cannabis w latach 2014−2017.

    Tam, gdzie nie jest to oznaczone numerem bibliografii, dane pochodzą z raportu Kolorado 2017 lub poprzednich.

  • Darknet i rynek narkotykowy

    Czarne rynki internetowe funkcjonują od 2011 roku i oferują cały przekrój nielegalnych towarów, od broni i fałszywych dokumentów po narkotyki. Te ostatnie stanowią trzon nielegalnego handlu w sieci.

    Nielegalny handel w tzw. ciemnej lub ukrytej sieci (ang. darknet) daje klientom i sprzedawcom globalny dostęp do narkotyków, które kupuje się jak w zwykłym sklepie internetowym i odbiera w postaci przesyłki kurierskiej lub pocztowej. Stanowi poważne wyzwanie dla organów ścigania, ponieważ cała infrastruktura rynków darknetowych nastawiona jest na utrzymanie anonimowości uczestników i zacieranie śladów. Jaka jest jednak skala tego zjawiska i jego wpływ na kształt tradycyjnego handlu narkotykami?

    Rynek narkotykowy w UE

    Wartość rynku narkotykowego w Europie szacuje się średnio na 24 mld euro – na narkotyki w ciągu roku wydaje się od 21 do 31 mld euro. Najpopularniejszą substancją jest cannabis (marihuana, haszysz), obejmująca 38% rynku detalicznego o wartości ok 9,3 mld euro. W dalszej kolejności są heroina, jeden z najbardziej szkodliwych społecznie narkotyków, kokaina, będąca najpopularniejszą substancją wśród stymulantów, a po niej stymulanty syntetyczne: amfetamina, MDMA i metamfetamina.

    Warto dodać, że w ostatnich latach odnotowuje się wzrost dostępności heroiny i kokainy, co może mieć związek z rozwojem rynków internetowych.

    Produkcja i przemyt

    Cannabis w formie suszu pochodzi w Europie m.in. z rodzimych upraw, w które na dużą skalę zaangażowane są zorganizowane grupy przestępcze. Haszysz, czyli żywica konopi, pochodzi głównie z Maroka i Afganistanu, skąd jest ona przemycana w ilościach, o których informują organy ścigania przy okazji przejęć towaru. W 2014 roku w Europie i Turcji przechwycono ponad 600 ton haszyszu.

    Europa jest również dużym producentem i eksporterem syntetycznych stymulantów − MDMA i amfetaminy, produkowanych na dużą skalę w Belgii i Holandii, oraz metamfetaminy, pochodzącej najczęściej z Czech.

    mld euroużycie (tony)
    marihuana9,3580–900
    haszysz9,3570–880
    heroina6,8121–160
    kokaina5,772–110
    amfetamina1,852–100
    MDMA/ecstasy0,67> 80 mln tabl.
    Tabela 1. Roczne wydatki obywateli UE i szacowane spożycie.

    Heroina sprowadzana jest do Europy z Afganistanu przez Kaukaz (szlak północny) lub przez Afrykę Północną. Również przez Afrykę sprowadzana jest pochodząca z Ameryki Południowej kokaina; drugi szlak wiedzie z Wysp Karaibskich przez Hiszpanię lub bezpośrednio do Wielkiej Brytanii i centralnej Europy.

    Przemyt najczęściej odbywa się drogą morską lub drogą powietrzną. Zwraca się uwagę na sprzyjający przemytowi, narastający od lat ruch we wszystkich odmianach transportu: od statków kontenerowych, przez ruch ciężarowy, po przewozy samolotowe.

    marihuana232
    haszysz606
    heroina>21
    kokaina62
    stymulanty syntetyczne>7
    Tabela 2. Liczba przejęć poszczególnych narkotyków w Europie i Turcji w tonach.

    W największym porcie kontenerowym Europy, w Rotterdamie, dziennie przeładowuje się ponad 20 tys. kontenerów (7,4 mln rocznie) o masie netto przekraczającej 350 tys. ton, co daje 127 mln ton rocznie – 4-krotnie więcej niż w roku 1990.

    Podobnie ma się rzecz z pasażerskim ruchem samolotowym. Lotniska w Hiszpanii przyjęły w 2014 roku 196 mln pasażerów, o 30 mln więcej niż w 2004 roku.

    Zorganizowana przestępczość

    W przemyt na dużą i wielką skalę zaangażowane są zorganizowane grupy przestępcze. Ważne jest, aby zdawać sobie sprawę, że obrót nielegalnymi substancjami nie jest wyodrębnioną działalnością, a częścią kontinuum biznesowego, zasilającą inne nielegalne, szkodliwe dla społeczeństw i obywateli praktyki. Zaliczają się do nich pranie pieniędzy i korupcja, m.in. na szczeblu władz samorządowych (zwłaszcza w regionach wystawionych na przemyt), ale też w dużych instytucjach prywatnych, jak banki, kancelarie prawnicze, przedsiębiorstwa, które wykorzystuje się do prania pieniędzy.

    Infrastruktura i trasy przemytnicze mogą być wykorzystywane również do innych działań niż przemyt narkotyków. Mówi się w tym kontekście najczęściej o przewozie broni i nielegalnych imigrantów, za którymi idzie nierzadko handel ludźmi i niewolnictwo, jak ma to miejsce np. na nielegalnych, zamkniętych plantacjach marihuany prowadzonych przez mafie wietnamskie, gdzie wykorzystuje się ludzi sprowadzonych do pracy z Azji.

    Handel w internecie

    Rozpatrując kwestie handlu narkotykami, rozdziela się dwie główne grupy aktywne na tym polu, tj. przestępczość zorganizowaną, obracającą hurtowymi ilościami, oraz handlarzy detalicznych, do których zalicza się dilerów dostarczających towar bezpośrednio do użytkowników oraz handlarzy „średniego szczebla”, obracających ilościami większymi niż detaliczne, lecz nie hurtowymi. Ta grupa okazuje się głównym beneficjentem powstania czarnych rynków internetowych.

    cannabis (g)opiaty (g)
    handel detaliczny<100<1
    handel średniego szczebla100–9991–999
    hurt>1000>1000
    najczęściej nabywane ilości5 g1 g
    Tabela 3. Przyjęty podział wielkości transakcji.

    Jak działa ciemna sieć?

    Zawartość internetu dzieli się na dwie sfery – otwartą, tzw. surface web lub clear web, oraz zamkniętą, deep web.

    Surface web, to wszelkie treści dostępne dla wyszukiwarek, czyli dla każdego, kto posiada adres lub trafi na stronę. Deep web to zasoby „zamknięte”, m.in. wymagające logowania fora, zasoby firm, instytucji czy bibliotek dostępne przy użyciu haseł itp. Te niewidoczne dla wyszukiwarek treści stanowią 96% zasobów sieci. Darknet, czyli sieć ciemna, to nie tylko zamknięta, ale też na różne sposoby ukrywana nielegalna zawartość. To w darknecie powstają rynki internetowe, na których można zamówić narkotyki. Ze względu na stosowane technologie i infrastrukturę, rynki te określa się mianem „skrojonych na miarę” dla nielegalnej działalności. Podstawową ich cechą jest dbałość o anonimowość, albo, innymi słowy – o niewykrywalność uczestników.

    Anonimowość

    Anonimowość gwarantowana jest przez kilka technologii stosowanych przez użytkowników oraz właścicieli nielegalnych rynków.

    Podstawą są specjalne przeglądarki internetowe o nazwie Tor, korzystające z tzw. sieci cebulkowych – jest to technologia anonimizacji użyteczna w bardzo wielu sytuacjach, w których ważne jest zachowanie prywatności. Ich przykłady można znaleźć na stronie projektu Tor (www.torproject.org). Większość technologii wykorzystywanych przez czarne rynki ma zastosowanie w legalnym świecie, chroniąc przed analityką, kradzieżą danych czy inwigilacją z jednej strony, a podglądaniem i śledzeniem przez np. złodziei z drugiej. Świat kryminalny używa tych samych narzędzi, które przed nim chronią.

    Przeglądarki Tor nie łączą komputera klienta (naszego) bezpośrednio z serwerem, na którym znajduje się dany adres – lecz poprzez kilka innych komputerów w sieci Tor, rozproszonych po różnych miejscach na świecie. W ten sposób trudno jest określić, kto i skąd łączył się z danym adresem.

    Również adresy nielegalnych rynków są ukryte – są to ciągi znaków przypominające automatycznie generowane hasła, których funkcjonuje zazwyczaj kilka lub kilkanaście naraz, i które są stale zmieniane, tak że trzeba posiadać dostęp do aktualnych informacji, czy to z odpowiednich stron, czy od partnerów.

    Infrastruktura

    Powyższe technologie stanowią podstawową barierę chroniącą przed kolekcjonowaniem danych na temat użytkowników sieci. Jest ona stosunkowo łatwa do ominięcia przez profesjonalistów, co jednak wymaga nakładów pracy i czasu. Pozostałe rozwiązania zależą już od danego rynku, który z reguły działa podobnie jak zwykły serwis internetowy w rodzaju eBaya czy Allegro. Na serwisach tych funkcjonuje zwykła wyszukiwarka, można oceniać sprzedawców i komentować towary, panuje konkurencja cen i marketing. Istnieje też zazwyczaj możliwość skomunikowania się ze sprzedawcą przez e-mail, przy użyciu szyfrowania.

    Płatności odbywają się w walutach internetowych, jak popularny bitcoin, ale niektóre rynki wprowadzają swoją walutę. Ponieważ przepływ wirtualnych pieniędzy może być śledzony, stosuje się różne rozwiązania zacierające ślady, jak mieszanie transakcji kilku lub kilkuset klientów w jeden depozyt, z którego następnie wypłacane są kwoty odbiorcom, lub dzielenie przelewanych kwot na równe części, przez co cały rynek operuje jednym nominałem.

    Nie są to metody niemożliwe do rozszyfrowania, jednak w znacznym stopniu utrudniają one połączenie transakcji z jej „autorami”, zwłaszcza wobec dodatkowych trudności przy transakcjach międzynarodowych, czy czynników leżących po stronie operatorów internetowych. To wszystko sprawia, że organy ścigania koncentrują się na najbardziej aktywnych uczestnikach. W ten sposób tożsamość większości klientów i sprzedawców jest bardzo trudna do wykrycia i połączenia z nielegalnymi procederami – to jest element przesądzający o ścisłym dostosowaniu do nielegalnej działalności.

    Rozwój rynków

    Pierwszy duży rynek darknetowy powstał w 2011 roku pod nazwą Silk Road (jedwabny szlak) i był w tym czasie jedynym tego rodzaju prosperującym na szeroką skalę serwisem. Był też wyjątkiem, w porównaniu do późniejszych, powstałych po zamknięciu go przez FBI w 2014 roku, ponieważ w jego ramach zawiązała się aktywna i dość bliska społeczność. Na forum silkroadowym powstały wątki nie tylko dotyczące substancji i sprzedawców, ale też różnego rodzaju grupy pomocowe i fachowe, w których działali wolontaryjnie np. chemicy i lekarze. Dzięki temu na forum znajdowały się sprawdzone informacje o substancjach psychoaktywnych i ich składzie oraz wszelkiego rodzaju porady, obejmujące redukcję szkód czy wychodzenie z nałogu.

    Wielu uczestników społeczności, w rozmowach on-line z badaczami, wypowiadało się pozytywnie o skutkach, jakie miały dla nich rozmowy na forum. Były przypadki rozpoczęcia leczenia czy poprawy zdrowia dzięki poradom otrzymanym od lekarzy itp. (EMCDDA, 2016, 21). Jako pozytywny element nabywania narkotyków przez internet oceniane były też dobra jakość substancji oraz brak potrzeby spotkań „twarzą w twarz” z osobami ze środowisk przestępczych.

    Obroty na rynkach internetowych są stosunkowo małe. Ilości substancji zabezpieczone przy akcjach organów ścigania nie dorównują choćby w minimalnym stopniu przejęciom przemytów. W maju 2017 roku służby niemieckie i austriackie przeprowadziły akcję Porto, w czasie której zdemaskowano 697 osób i przejęto 6 tys. przesyłek pocztowych. Zarekwirowano przy tym 210 kg substancji, z czego 175 kg w kopertach (średnio 30 g na przesyłkę).

    Dla porównania, we wrześniu 2015 roku, we włoskim porcie Cagliari przejęto 20 ton haszyszu z Maroka, a w Antwerpii w 2014 roku w trzech udaremnionych przemytach przejęto susz konopi o łącznej wadze 13,5 tony.

    Nie należy jednak na podstawie takich danych deprecjonować wagi rozwijających się rynków internetowych. Największy z nich, zamknięty w 2017 roku przez międzynarodowe organy ścigania – Alphabay, osiągał dzienne obroty w wysokości 600 tys. euro.

    Rys. 1. Wzrost dziennych obrotów rynku Alphabay (w tys. euro).

    Alphabay, początkowo strona handlująca kradzionymi numerami kart kredytowych, zyskała popularność po zamknięciu dwóch dużych rynków sprzedających narkotyki. W ciągu półtora roku produkty cannabis i stymulanty stanowiły 2/3 towarów tego rynku, aktywnego w 24 krajach na całym świecie, z obrotami 600 tys. euro dziennie.

    Odporność rynków internetowych

    Po zamknięciu Silk Road i przejęciu jego serwerów, na pewien, niedługi czas nielegalny handel w sieci przygasł. Wkrótce jednak pojawiło się kilka nowych serwisów darknetowych, z których część, jak Valhalla czy Dream Market, istnieje do dziś. Zarówno autorzy opracowań, jak i policja zwracają uwagę na ogromną elastyczność sieci pod tym względem. Każde przejęcie nielegalnego rynku skutkowało rozproszeniem się jego uczestników i powstaniem kilku mniejszych serwisów o tym samym charakterze.

    powyżej 3 lat3
    2–3 lata9
    1–2 lata13
    krócej78 (średnio 4 mies.)
    Tabela 4. Trwałość czarnych rynków internetowych.

    W sumie, od końca 2011 roku do II połowy 2017 roku powstały 103 rynki. W drugiej połowie 2017 roku funkcjonowało ich 14. Widać z tego, że elastyczność czarnych rynków przekłada się na ich krótkotrwałość: 12 rynków istniało powyżej dwóch lat, a 13 od roku do dwóch lat. Pozostałe średnio 4 miesiące.

    Spośród 89 rynków, które zniknęły, 14 zostało zlikwidowanych przez organy ścigania – pozostałe uległy samorozwiązaniu lub zostały „zwinięte” przez założycieli bez wiedzy uczestników. Ten ostatni proceder określany jest mianem exit scam, co dosłownie oznacza „przekręt wyjścia” i polega na niespodziewanym zamknięciu rynku i przywłaszczeniu przez właścicieli kryptowalut z kont użytkowników i tzw. depozytów. Depozyt to forma zabezpieczenia transakcji przez serwis: kupujący składa w nim opłatę, którą uruchamia dopiero po otrzymaniu przesyłki. Warto zaznaczyć, że najwięcej zamknięć, bo 31 z 89 odbyło się przez „przekręty”.

    exit scam31
    samolikwidacja24
    akcja policyjna14
    atak hakerski/deanonimizacja11
    Tabela 5. Przyczyny zamknięcia rynków.

    Oszustwa

    Choć czarne rynki internetowe dają użytkownikom poczucie bezpieczeństwa, związane z ukryciem przed organami ścigania oraz brakiem bezpośredniego kontaktu z dilerami, to jednak nie są one wolne od właściwych sobie oszustw.

    Jednym z nich są wspomniane exit scams, ale nie jedynym. Raporty wspominają o praktyce doxingu, czyli szantażu lub handlu danymi osób kupujących, które muszą podać swoje prawdziwe dane do przesyłki.

    BesaMafia – fałszywa strona proponująca zabójstwa na zlecenie, w rzeczywistości wyłudzająca od klientów pieniądze. Napis głosi: po 6 miesiącach naciągania przestępców na bitcoiny i kradzieży ponad 100 BTC (65 tys. dolarów) strona została zamknięta. Nikt nigdy nie został zamordowany ani pobity.

    Słaba strona sieci – rzeczywistość

    Policja i organy ścigania mają poważnie utrudnione zadanie w zwalczaniu ukrytych rynków internetowych. Z jednej strony na przeszkodzie stoją mechanizmy anonimizacji użytkowników i transakcji, te jednak są możliwe do rozpracowania, choć wymaga to wielu nakładów. Służą temu m.in. dane pozyskiwane z serwerów i komputerów przejętych podczas akcji policyjnych. W przypadku likwidacji rynku przez założycieli, dane te są niedostępne.

    Stale sygnalizuje się też trudności przy współpracy międzynarodowej. Poszczególne państwa, nawet w obrębie UE, mają zbyt duże różnice w prawie i procedurach, aby ta współpraca była dostatecznie sprawna. Dotyczy to choćby przepisów nakładających obowiązek przechowywania danych przez dostarczycieli internetu – bez których w wielu przypadkach policja traci tropy.

    Wskazuje się również na coraz częstsze umieszczanie serwerów w „chmurze”, przez co nie mają one stałej lokalizacji, w której znajdują się dane. Wkrótce spodziewane jest wykorzystanie na potrzeby darknetu rozproszonych sieci w rodzaju peer-to-peer – czyli takich, z których obecnie korzystają pirackie strony do pobierania multimediów.

    Przy ciągłych zmianach technologii i technik, z których korzystają uczestnicy czarnych rynków internetowych, organom ścigania pozostają nadal metody bardziej oczywiste. Jedną z nich jest wykrywanie paczek pocztowych zawierających nielegalne substancje. To stosunkowo prosty sposób na zablokowanie transakcji i pozyskanie danych klientów – w dodatku w najbliższym czasie wiele się w tej materii nie zmieni, ponieważ, koniec końców, zakupiona substancja musi fizycznie dotrzeć do nabywcy, a poczta i firmy wysyłkowe nadal są jedynym kanałem, przez jaki może się to odbyć.

    Bariery i przewidywania

    Rynki internetowe wymagają od uczestników określonych kompetencji informatycznych – użycie odrębnej przeglądarki, odnajdywanie adresów, kodowanie korespondencji, obsługa kryptowalut – wszystkie te elementy czynią darknet trudno dostępnym dla szerokiego grona użytkowników. Związana jest z tym stosunkowo niewielka, choć znacząca, jak wskazuje się w opracowaniach – skala obrotów.

    Szacuje się, że przez nieco ponad 3 lata, od końca listopada 2011 roku do lutego 2015 roku, przychód z handlu przez internet wyniósł ok. 180 mln euro, z czego w lokalizacjach europejskich było to 79 mln euro (40%). Ilość sprzedanych narkotyków w tym okresie osiągnęła pułap min. 15 ton w skali świata, z czego 30% zakupiono Europie.

    W porównaniu z wartością całego rynku narkotykowego, liczoną w dziesiątkach miliardów euro, sprzedaż internetowo-wysyłkowa stanowi margines. Badacze spodziewają się jednak rozwoju tego rynku, analogicznie do legalnej sprzedaży przez internet. Nie wiadomo natomiast, jaki będzie udział w nim przestępczości zorganizowanej, której wpływy charakteryzuje terytorialność. Charakterystyki niektórych sprzedawców, jak i metody stosowane przy np. maskowaniu przesyłek, bliskie są tym znanym z innych działań zorganizowanych grup przestępczych. Mimo to na rynkach funkcjonuje wielu „pośredników” sprzedających spore ilości, którzy nie pasują do znanych profili przestępców.

    Większość substancji na rynku internetowym w Europie sprzedawana jest w ilościach detalicznych – zwłaszcza cannabis i kokaina – lub w ilościach „średnich”, co ma miejsce w przypadku heroiny i stymulantów syntetycznych. Przewiduje się, że te dwa segmenty zdominują czarny rynek internetowy. Nie przewiduje się zatrzymania w najbliższym czasie samego zjawiska handlu narkotykami w internecie.

    Źródła:

    • EMCDDA, Europol, 2017: Drugs and the darknet.
    • EMCDDA, 2016: Insights 21, The internet and drug markets.
    • EMCDDA, Europol, 2016: EU Drug Markets Report.
    • www.europol.europa.eu
    • www.deepdotweb.com
    • www.torproject.org